Oferta na pierwszy rok:

4 zł/tydzień

SUBSKRYBUJ
Osoby czytające wydania polityki

Wiarygodność w czasach niepewności

Wypróbuj za 24,99 zł!

Subskrybuj
Kraj

Triumf terrorystów

Każdy wojskowy wie, a polityk wiedzieć powinien, iż terroryzm nie ma nic wspólnego z wojną. Z tego najprostszego powodu, że nie przynosi i przynieść nie może terrorystom żadnych, taktycznych nawet korzyści. Zbrodnicze zamachy, nawet tak efektowne, jak 11 września w Nowym Jorku, nie przynoszą terrorystom żadnych realnych strategicznych zysków, bo też nie mają takiego celu. Dziesiątki, a nawet tysiące niewinnych ofiar, dwa albo i dwadzieścia zburzonych budynków nie naruszają w niczym stabilności solidnych organizmów państwowych, o czym terroryści doskonale wiedzą. Ich akcje mają więc na celu, tu zacytuję klasyka w tym względzie, francuskiego generała Jacquesa Massu, który walczył z ruchem oporu w Algierze, „po pierwsze, upewnienie zwolenników o własnym istnieniu, po drugie, posianie obawy, nerwowości, poczucia braku bezpieczeństwa w społeczeństwie przeciwnika, co doprowadzać powinno do destabilizacji jego instytucji”.

We Francji „średniemu stopniowi zagrożenia terrorystycznego” odpowiada „alert pomarańczowy”, „najwyższemu” – „czerwony”. „Pomarańczowy” trwa mniej więcej przez 150 dni w roku (dlaczego tych, a nie innych, to już słodka tajemnica tutejszych służb specjalnych). I teraz jest właśnie „alert pomarańczowy”. Z mojego miasteczka podmiejską kolejką dojeżdżam do Paryża, na Gare de l’Est. Po peronach krążą trójkami uzbrojeni po zęby dzielni wojacy w kamizelkach kuloodpornych. Przechadzają się krokiem statecznym, twarze pochmurne i zdecydowane, palce na cynglu pistoletów automatycznych. Ma to uspokoić obywateli, natchnąć otuchą i pozwolić im się poczuć ciepło i przytulnie, jak w łonie matki ojczyzny.

Polityka 33.2013 (2920) z dnia 11.08.2013; Felietony; s. 104
Reklama