Sławomir Mrożek (1930 - 2013)

Mrożka brak
15 sierpnia w Nicei zmarł jeden z najwybitniejszych polskich pisarzy współczesnych.

Nikt lepiej niż Mrożek nie sportretował krytycznie Polaków. Z ich fobiami, cierpiętnictwem, mitem wiecznej ofiary. Czas się zmieniły, ale Polak dalej jest taki sam. W wielu sytuacjach może się przypominać ten Polak za granicą z opowiadania „Moniza Clavier”, który pokazuje wybity ząb „za Polskę”. Taki, jak na jednym z rysunków, na którym jedna postać skacze po drugiej krzycząc: „Ja cierpię !”. Mrożek stworzył język , który rozumieli wszyscy, dziś nie ma nikogo, kto w ten sposób potrafiłby połączyć różne środowiska. Tym bardziej Mrożka brak.

Nie był typem prześmiewcy: “Nie chodziło o to, żeby stać z boku, śmiać się i szydzić. W moim przypadku pod szyderstwem kryła się moja osobista niedola psychiczna, niewygoda, nawet rozpacz. Szydzenie bywa na ogół trzymaniem fasonu, dotyczy to nie tylko jednostek, ale całych narodów. Mówi się o humorze żydowskim czy o humorze Ormian, ale istnieje też humor polski. We wszystkich przypadkach chodzi o narody ciężko doświadczone, które szydząc zachowywały poczucie humoru jako sposób na utrzymanie równowagi psychicznej” – pisał.

W PRL – u przenikliwość i humor Mrożka ratowały nas przed schizofrenią. Ale ten portret Polaka , który opisał i wyszydził jest ciągle aktualny mimo, że żyjemy w innej rzeczywistości. Tak jak ciągle aktualne jest „Tango” i postać Edka. Sam Mrożek uciekał od tej polskości przez całe życie – zmieniał kraje i adresy. Przez pewien czas był uważany z pisarza superpolskiego, tymczasem on sam czuł się tutaj obcy. Swojskość go przerażała. „Dlatego uciekłem z Krakowa, żeby nie być „nasz”, jedną z postaci, jak wieża mariacka nasza” - pisał. Wybrał w końcu Meksyk, kraj poza historią. Ale i tam nie osiadł na stałe. Wracał do Krakowa, by i stąd znowu się wyprowadzić. Dopiero w Nicei, w której mieszkał od 2008 roku mógł powiedzieć: „Już nie uciekam”.

Pojechałam do niego przeprowadzić wywiad do Nicei w 2011 roku, po ukazaniu się pierwszego tomu „Dziennika” i korespondencji ze Stanisławem Lemem. To nie była właściwie rozmowa – Mrożek nadal odczuwał skutki afazji, na którą cierpiał po udarze mózgu w 2002 roku. Rozmawialiśmy niewiele. Spacerowaliśmy jego ulubionymi trasami. Mówił, że wracają do niego wspomnienia rodziców, Polski, której już nie ma.

Zaskoczyło mnie jak często odwoływał się do Polski, wiedział na przykład, jaka jest tego dnia pogoda w Warszawie. Opowiadał o swoich radościach: siedzieć i patrzeć na morze. Dojść do zamku, wjechać windą na wzgórze i tam czekać na zachód słońca. Myślałam, że wspaniale, że ma tę Niceę, gdzie jest anonimowy, gdzie nikt na niego nie patrzy -  tak jak lubi, gdzie ma swoje trasy. Został mi też po całym tym milczącym wywiadzie obraz radosnego uśmiechu, z jakim patrzył na swoją żonę Susanę.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj