Jakie szanse Gowina na samodzielny byt?

Nic dwa razy się nie zdarza
Nie wróżę wielkiej przyszłości inicjatywie Jarosława Gowina po jego odejściu z PO. Nie ten moment, nie ten lider i nie to zaplecze, by powtórzyć sukces PO czy nawet Ruchu Palikota. Ale poseł z Krakowa na pewno przysporzy problemów Donaldowi Tuskowi.

Gowin ogłosił odejście z Platformy, bo – jak mówi – doszedł do granicy na której „lojalność wobec własnej partii staje w konflikcie z lojalnością wobec obywateli.” Na pożegnalnej konferencji prasowej sporo mówił o próbie powrotu do korzeni PO i pobudzaniu oddolnych inicjatyw obywatelskich. W ten sposób zasygnalizował, że chce pójść drogą, jakąś kiedyś poszła sama Platforma. Były minister sprawiedliwości zrównał Tuska z Millerem i Kaczyńskim, tak jak kiedyś twórcy PO zrównywali wszystkich polityków postrywinowskiej sceny politycznej.

W poprzedniej dekadzie – między 2001 r. i 2005 r. narodzone wówczas partie zmiotły ze sceny dotychczas istniejące ugrupowania, ostały się tylko osłabione SLD i PSL. Ale czy na obecnej scenie politycznej jest miejsce dla nowej inicjatywy? Owszem największe partie już się wyborcom znudziły, Platformę nękają dziesiątki mniejszych kryzysów i potknięć, ale do atmosfery, która zaowocowała projektem IV RP jeszcze daleko.

Także różnego rodzaju wybory uzupełniające pokazują, ze na razie Polacy, a w każdym razie ci Polacy, którym się chce pójść do urn, dzielą swoje sympatie między istniejące partie. Ostatnio wejść do Sejmu udało się Palikotowi, ale wydaje się, że jego sukces miał bardzo krótkie nogi. W następnym parlamencie jego partii już zapewne nie zobaczymy. Palikot, tak jak teraz Gowin, był przez moment najbardziej medialnym politykiem Platformy. Rzeczywistość pokazuje, że wyłącznie na tym sukcesu zbudować się nie da.

Szczególnie trudno jest inicjatywom, które próbują wejść klinem między dwa wielkie kamienie młyńskie - PO i PiS. Kto jeszcze pamięta o Polsce Plus, potem tego samego próbowała Polska Jest Najważniejsza. Nie udały się też próby obejścia PiS od prawej strony – jak inicjatywa Marka Jurka, cienko przędzie Solidarna Polska Zbigniewa Ziobry. Na lewo od PO próbował się wcisnąć Paweł Piskorski z SD, teraz w te okolice bez powodzenia zapuszcza się Europa Plus.

Gowin dość jasno wskazuje na jaki elektorat liczy: wyborców jednocześnie liberalnych w sferze gospodarki i konserwatywnych obyczajowo. Te światopoglądy z natury stoją w pewnej opozycji. Wprawdzie światełko w tunelu dla Gowina jest – według „Diagnozy Społecznej” prof. Janusza Czapińskiego takich osób jest w społeczeństwie 10-12 proc. Problem w tym, że do tych wyborców chce się dobrać nie tylko Gowin: wciąż silna jest wśród nich Platforma, część wybiera PiS czy Solidarną Polskę.

Były minister sprawiedliwości nie jest za to wiarygodny dla gospodarczych liberałów, którzy nie podzielają jego poglądów na in vitro czy model rodziny. Gowina odrzuca także większość wyborców PiS.

Niesłychanie słabe jest również zaplecze, do którego mógłby się odwołać Gowin przy budowie nowego ugrupowania. Posłowie Jacek Żalek i John Godson sukcesu mu nie dadzą. Akces ogłosił Przemysław Wipler, ale to wciąż niewiele. Do współpracy rwie się Paweł Kowal i to co jeszcze zostało z PJN, dojść może część ziobrystów, chociaż im już nie jest z Gowinem tak bardzo po drodze. Były minister sprawiedliwości może też liczyć na wsparcie części prawicowych publicystów, rozczarowanych Jarosławem Kaczyńskim. Wszystko mało.

Gowin pewnie liczy na dalszą erozję Platformy – a także PiS – i że rozbitkowie z tych ugrupowań, a za nimi wyborcy, zaczną zasilać jego szeregi. Aby zbudować na tym realną siłę potrzebne by było trzęsienie ziemi na miarę wspomnianej już afery Rywina, a na to się na razie nie zanosi.

Jeśli Gowinowi chodziło zaś o to, by przysporzyć bólu głowy Donaldowi Tuskowi, to mu się udało. Gdy z klubu odejdzie też poseł Żalek, koalicji pozostanie 231-osobowa, minimalna większość w 460-osobowym Sejmie. PO-PSL mogą wprawdzie liczyć na czterech rozbitków z Ruchu Palikota, ale ich poparcie będzie teraz dużo droższe. Coraz częściej rząd będzie przegrywał głosowania, trudniej będzie gromadzić większość do kontrowersyjnych ustaw. To oznacza pogorszenie warunków rządzenia, w skrajnym wypadku może się skończyć przyspieszonymi wyborami.

Ale ten scenariusz Gowinowi się paradoksalnie nie opłaca. Przed nim jeszcze długa i kręta ścieżka do budowy własnego ugrupowania. Łatwo się zgubić.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną