Kraj

Typowanie na premiera

Jerzy Buzek premierem. Tego chcieliby wyborcy?

Nieoczekiwany awans w sondażach Jerzego Buzka jest być może symptomem poszukiwania przez elektorat jakiejś nowej figury, poza Tuskiem i Kaczyńskim, czemu może sprzyjać uaktywnienie się byłego premiera w polityce krajowej.

W przeprowadzonym dla Faktów TVN sondażu 18 proc. Polaków na odpowiedź kto byłby najlepszym premierem wskazało Jarosława Kaczyńskiego, po 13 proc. uzyskali Donald Tusk i Jerzy Buzek. Potem wskazano na Leszka Millera (9 proc.), Jarosława Gowina (8 proc.), Grzegorza  Schetynę (7 proc.). Aż 27 proc. ankietowanych nie potrafiło wskazać swojego faworyta.

Jak można te wskaźniki odczytywać, co jest w nich ważne? Na pewno to, że tak wielu Polaków w ogóle nie ma kandydata na premiera oraz to, że w sondażu dość wysoko pojawił się były premier Jerzy Buzek. Pozostali, którzy się na liście znaleźli, dostali to, co można było z góry założyć, że dostaną. Z uwagą porządkującą, że w ogóle pozytywne wskazania lokują się jednak na bardzo niskim poziomie, tak jak gdyby Polacy chcieli powiedzieć, że wszyscy, panie, są nienajlepsi, a wybór, do którego są przymuszani, przychodzi im bez radości i głębokiego przekonania.

Zwycięzca tego rankingu, Jarosław Kaczyński uzyskał tyle, ile właściwie chyba zawsze już od kilku lat ma w swoim kapitale, jeśli weźmie się pod uwagę silną pozycję PiS i stały elektorat tej partii. Tu nie ma żadnych wielkich rewelacji ani uzysków, choć zapewne prezesowi z ulicy Nowogrodzkiej sprzyja tzw. merytoryczna krytyka rządu i wyciszenie Smoleńska. Można te pozorne sukcesy tylko widzieć na tle słabych notowań Donalda Tuska, co potwierdza stałą już od wielu miesięcy tendencję spadku popularności tak rządu, tak Platformy, jak i premiera osobiście.

To temat osobny, ale nie ulega wątpliwości, że bezwład władzy (przynajmniej taki jest nadal  jej obraz) trwa w najlepsze. A straty mogą się pogłębiać wraz z jesiennym nasilaniem agresji opozycji, w mediach, w parlamencie i na ulicach.

Na tym tle nieoczekiwany awans Jerzego Buzka, ba, właściwie jego pojawienie się w ogóle na horyzoncie jest może symptomem poszukiwania przez elektorat jakiejś nowej figury, poza Tuskiem i Kaczyńskim, czemu sprzyjać może uaktywnienie się w polityce krajowej byłego premiera. Przynajmniej werbalne, ale przecież charakterystyczne i celowe najwidoczniej, bo z nagła krytyczne wobec rządzących, z którym jeszcze niedawno pozostawał w wielkiej zażyłości.

Bo jest ewidentnie przestrzeń na poszukiwanie jakichś dynamicznych politycznie rozwiązań, w tym personalnych, co moim zdaniem daje nadal pewną premię Jarosławowi Gowinowi, który tak naprawdę nic poważnego przecież nie uczynił, ale próbował – to może być odczucie wielu ludzi –przynajmniej coś robić.

Jest koniunktura, tylko jakby ludzi brakowało.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Historia

O Niemcach, którzy z konieczności zostali Polakami

Książka naszego redakcyjnego kolegi Piotra Pytlakowskiego „Ich matki, nasi ojcowie”, której fragment publikujemy, opowiada o losach niemieckich dzieci mieszkających na ziemiach, które po II wojnie światowej przypadły Polsce.

Piotr Pytlakowski
15.09.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną