Kraj

Trynkiewicz u bram

Seryjny morderca wychodzi na wolność, medialna histeria rośnie

Mariusz Trynkiewicz. Mariusz Trynkiewicz. Sławomir Jamrusz / Newspix.pl
Decyzja sądu, odmawiająca umieszczenia Mariusza Trynkiewicza w izolacyjnym ośrodku w ramach zabezpieczenia roszczenia wzbudziła nowe emocje. Do wszystkich dotarło, że seryjny zabójca wyjdzie na wolność.

Werdykt sądu nie mógł być inny, chociaż częściowo (o czym dalej) budzi zdziwienie. Dyrektor Zakładu Karnego w Rzeszowie wystąpił o zabezpieczenie roszczenia, jakby chodziło o konto bankowe Trynkiewicza, a nie o jego wolność. Dyrektor sam na taki pomysł nie wpadł, wykonał polecenie przełożonych z resortu sprawiedliwości. W poniedziałek, 10 lutego, sąd w innym składzie orzeknie, czy na podstawie opinii biegłych należy Trynkiewicza odizolować bezterminowo w ośrodku terapeutycznym, jako osobę stwarzającą zagrożenie. Jeżeli zdecyduje, że tak, to wyrok będzie nieprawomocny i były nauczyciel z Piotrkowa najprawdopodobniej się odwoła. Cała procedura może trwać nawet pół roku, które zabójca spędzi na wolności. I o te pół roku toczy się gra.

***

Niektóre media i niektórzy politycy nie ustają w wysiłkach, aby pompować strach przed seryjnym zabójcą. Pomaga im często goszczona w stacjach telewizyjnych psycholog, która przed laty badała Trynkiewicza. Dzisiaj twierdzi, że to więcej niż pewne, że nadal będzie zabijał. Nie wiemy, dlaczego tak mówi, wiemy natomiast, że nie ma do tego upoważnienia, bo badała go ponad 20 lat temu.

Na dobrą sprawę nikt nie potrafi przewidzieć, czy Trynkiewicz po wyjściu na wolność ponownie dokona straszliwego czynu. On sam też tego nie wie. Może przeżyć resztę swoich dni, nie atakując dzieci, ale może zdarzyć się impuls, który spowoduje wybuch i wtedy znów zamorduje. Na razie nie ma żadnego szczególnego powodu, aby na wyrost tworzyć atmosferę lęku, budzić obsesje i prowokować do zemsty na zbrodniarzu. Państwo już raz zawiodło, kiedy bez żadnej refleksji Sejm uchwalił amnestię, na mocy której zamieniono czterokrotnemu zabójcy wyrok śmierci na 25 lat więzienia.

Teraz zawodzi po raz kolejny, uczestnicząc w budzeniu społecznego strachu. Jak się nie bać, kiedy policja komunikuje, że 24 godziny na dobę będzie czuwała, aby Trynkiewicz nie uciekł? Sygnał jest jasny – to groźna bestia, skoro nawet policja ujawnia to, co zazwyczaj robi po cichu i wręcz skrycie. Media dzielnie sekundują politykom, traktując tę sprawę podobnie jak niedawną historię matki Madzi z Sosnowca. Po informacji, że Trynkiewicz pojedzie do kumpla, do Rudy Śląskiej, w tym spokojnym mieście wybuchła panika, a pani prezydent Rudy Śląskiej ogłosiła, że zabójcy nie wpuści do swojego grodu. To wszystko świadczy o tym, że Polacy padli ofiarą zbiorowej psychozy.

***

Trzeba uderzyć się w piersi i przyznać, że wszystko zaczęło się od publikacji „Polityki” w marcu 2012 r. Ujawniliśmy, że zbliża się koniec kary Mariusza Trynkiewicza, o czym mało kto, łącznie z szefami resortu sprawiedliwości, miał wówczas pojęcie. – Po lekturze tego artykułu poprosiłem resort sprawiedliwości o analizę zagrożenia ze strony tego seryjnego zabójcy – mówi nam Marek Michalak, rzecznik praw dziecka. I ruszyła lawina.

Minister Gowin podjął pracę nad ustawą, nazwaną potem „ustawą o bestiach”. Media (nawet te tzw. poważne) zaczęły straszyć setkami seryjnych zabójców, którym zamieniono karę śmierci na 25-letnie wyroki i którzy już stoją u bram polskich miast, aby mordować. Minister Jarosław Gowin nie prostował tych wyssanych z palca informacji, a nawet dorzucał do pieca, ujawniając, że bestii jest przynajmniej kilkadziesiąt. Tymczasem na mocy amnestii kary śmierci na 25 lat zmieniono czterem skazanym. W ogóle w okresie moratorium w latach 1988–1996 wydano kilkanaście niewykonanych wyroków śmierci. Większość zamieniono potem na dożywocie. Kilku skazanych już nie żyje. W 2017 r. wyjdzie na wolność seryjny zabójca kobiet Leszek Pękalski, obok Trynkiewicza drugi rzeczywiście niebezpieczny osobnik.

Tak naprawdę nowe prawo stworzono dla dwóch osób, ale aby to ukryć, dyrektorzy zakładów karnych dostali polecenie, by typować osadzonych, którym kończą się wyroki i których można podciągnąć pod wspólną charakterystykę: niebezpieczni dla otoczenia. Użyto, jak mówi karnistka prof. Monika Płatek, sztuczki, bo umieszczenie Trynkiewicza w ośrodku zamkniętym ma nie być karą, a jedynie orzeczoną przez sąd bezterminową izolacją w warunkach terapeutycznych, w specjalnym ośrodku psychiatrycznym. A żeby było śmieszniej i straszniej, ustawę najpierw uchwalono, a potem opublikowano z takim opóźnieniem, że od początku stało się jasne, że przynajmniej na jakiś czas Mariusz Trynkiewicz pobędzie na wolności. Z punktu widzenia tabloidów może to i lepiej, bo dłużej można będzie straszyć czytelników i widzów widmem Trynkiewicza.

***

To rzeczywiście osobnik niebezpieczny i nieobliczalny, a za czyny, jakie popełnił, nie został ukarany zgodnie z wolą Sądu Wojewódzkiego w Piotrkowie. Nie chodzi tutaj o to, że nie wykonano wyroku śmierci, ale o stwierdzenie sądu, że ten zbrodniarz nigdy nie nabędzie prawa, by powrócić do społeczeństwa.

Na razie rzeszowski sąd znalazł wyjście salomonowe. Izolacji – traktowanej jako zabezpieczenie do czasu uprawomocnienia wyroku o umieszczeniu (lub nie) Trynkiewicza w ośrodku – nie będzie, ale na wszelki wypadek ten człowiek nie może opuszczać kraju, musi meldować się na policji, która dodatkowo dostała zgodę sądu na inwigilowanie (nie tylko na obserwację, ale i podsłuch).

Adwokat Mariusza Trynkiewicza zapowiedział, że się od tej decyzji odwoła, bo przecież jego klient, po zakończeniu kary, dopóki nie popełni przestępstwa, powinien mieć wszystkie przywileje wolnego człowieka. W Polsce bez powodu nie można ludzi podsłuchiwać i zakazywać im podróżowania. Trudno się z tą argumentacją nie zgodzić.

Serial z Trynkiewiczem trwa w najlepsze. Kolejny odcinek już w poniedziałek, kiedy sąd ogłosi decyzję o izolacji na podstawie opinii biegłych. Potem kolejne odcinki, czyli odwołania, zażalenia i kasacje. A wszystko w cieniu setek zbrodniarzy, którzy już szykują narzędzia zbrodni. Wszyscy uczestniczymy w horrorze lepszym niż kinie.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Fotoreportaże

Urok małych liczb. Najlepsze polskie apartamentowce

Zamiast balkonów na długość stopy i niedoświetlonych parapetów są szerokie tarasy i wielkie okna, zamiast anonimowości – przestrzenie, które sprzyjają spotkaniom z sąsiadami. Najlepsze polskie apartamentowce mają mało mieszkań, wyjątkową architekturę i położenie. Niestety, kameralne wciąż znaczy rzadkie i ekskluzywne.

Marta Polny
28.09.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną