Kraj

Najważniejsi ludzie polskich mediów o naczelnym POLITYKI

Najważniejsi ludzie polskich mediów o naczelnym POLITYKI

Adam Michnik 

Redaktor naczelny Gazety Wyborczej.Sławomir Ramiński/Agencja GazetaRedaktor naczelny Gazety Wyborczej.

Szanowni Koledzy,

trzeba mieć szczęście, by mieć takiego redaktora naczelnego jak Jurek Baczyński. Z wielkim talentem i odpowiedzialnością przeprowadził on „Politykę” – tygodnik liberalnej formacji PZPR – do statusu jednego z najważniejszych pism polskiej demokracji w epoce III RP. Gratuluję Jurkowi i Wam wszystkim sukcesu rynkowego, autorytetu, którym cieszycie się w opinii publicznej, i wysokiego profesjonalizmu, którym prawdziwie imponujecie. 

I życzę Wam dużo fartu na nadchodzące niełatwe czasy. 

Adam Michnik

***

Mariusz Walter

Honorowy Prezydent Grupy ITI.materiały prasoweHonorowy Prezydent Grupy ITI.

Człowiek Zaufania. Przez 20 lat Jego przewodzenia „Polityce” w tajnych głosowaniach na Prezesa i Redaktora Naczelnego wybierano Jerzego Baczyńskiego.

Pewno można być szczęśliwym z innych powodów, ale dla Człowieka, który jest i Redaktorem Naczelnym i Biznesmenem, to niespotykane wyróżnienie. To najbardziej namacalny dowód sukcesu, jaki odniosła „Polityka” i On osobiście.

W latach początku transformacji to On wiedział, że z wielkiej czarno-białej płachty, jaką wówczas była „Polityka”, trzeba przejść na mniejszy, kolorowy format, by już na wolnym wtedy rynku zacząć walczyć o swojego Czytelnika. Nie zgubić nikogo ze „Starych” i w nadchodzących czasach „kolorowych tygodników” znaleźć swoje miejsce, zdobywając też nowych młodych.

Ta delikatna operacja udała się, i dziś, po latach, nie ulega wątpliwości, że to pismo opiniotwórcze ma nie tylko nową, imponującą siedzibę, ale przede wszystkim zintegrowany w niespotykanym stopniu Zespół, przed którym dla młodych otwierają szeroko drzwi.

Redaktor Daniel Passent, u którego zasięgałem porady, co najważniejszego udało się przeprowadzić Panu Redaktorowi Baczyńskiemu, powiedział mi, że zmiana ustroju gazety ze zwykłej spółdzielni do spółki komandytowej niezwykle usprawniła zarządzanie. Że jedność zespołu to Jego ciężka praca, w której obok Turskiego, Passenta, Paradowskiej, Żakowskiego prym wiodą ludzie z innego pokolenia, jak Edyta Gietka, Wawrzyniec Smoczyński. Że to Człowiek w dwóch kapeluszach (Prezes, Biznesmen i Redaktor Naczelny) sprawił, iż internet, sieć i blogi są organiczną częścią „Polityki”, że co dzień o 8:00 dociera „Polityka Insight”. Jest czego gratulować, a po cichu zazdrościć.

Z „Polityką” żyję od swojej dojrzałej młodości do dziś. Moje kontakty z Człowiekiem Zaufania Zespołu, Człowiekiem, który robi wszystko, by nie wypuścić jednego wiersza bez swojej kontroli i podpisywać każde zdjęcie, nie miałem niestety bliskich kontaktów. Kilka razy udzielił mi rad, kiedy budowaliśmy TVN24, kilka razy zrugał za jakąś antenową głupotkę, ale też pamiętam kilka ważnych Jego rad, których nie musiał mi wcale udzielać, a udzielił.

Redaktor Baczyński bardzo ostrożnie gospodaruje swoim nazwiskiem w różnych mediach. Kiedy pytam Jego kolegów z zespołu, dlaczego jest tak zdystansowany i mało udzielający się publicznie, słyszę odpowiedź, w której pobrzmiewa istota sukcesu „Polityki”. On jest niebywale skoncentrowany na wszystkim, co dotyczy „Polityki”. Czego życzę Panu, Panie Redaktorze? Zdrowia i tylko zdrowia. I wiem, czego życzę.

Z wyrazami szacunku

Mariusz Walter

Juliusz Braun 

Prezes zarządu Telewizji Polskiej.materiały prasowePrezes zarządu Telewizji Polskiej.

To się nie miało prawa udać. Nie tylko tygodnik, ale i środowisko ważne, krytyczne i przełamujące utarte schematy myślenia i języka rozmowy o sprawach publicznych. Taka była „Polityka” w latach, gdy trzeba było po nią iść do kiosku rano, bo potem już brakowało – ale była przecież elementem „tamtego” systemu. W 1982 roku, gdy odeszli dziennikarze, którzy kategorycznie odmówili akceptacji tzw. „normalizacji” stanu wojennego, reanimowana, budząca nieufność i z trudem, ale skutecznie odbudowująca pozycję. Jednak przecież znowu „z poszanowaniem realiów systemu”.

Potem system się zawalił, a dawny naczelny „Polityki” na ostatnim zjeździe partii zarządził: „sztandar wyprowadzić”. Jednak „Polityka” została. Inaczej: „została” to złe słowo. W kompletnie nowej sytuacji, gdy media otrzymały „nieszczęsny dar wolności”, ale jednocześnie stanęły w obliczu twardych realiów rynku, „Polityka” znów stała się ważnym uczestnikiem życia publicznego. Przewidywalnym, niezmieniającym kursu przy każdej zmianie konstelacji politycznych. Opiniotwórczym tygodnikiem, ale i inicjatorem wielu działań wskazujących, co w życiu społecznym jest niezmiennie ważne. „Paszporty Polityki” – czyli kultura. Nagrody naukowe. Nagrody historyczne. Nagrody architektoniczne. W dodatku wypracowała doskonałą kondycję ekonomiczną, która pozwala to wszystko realizować.

I tu wreszcie czas wymienić nazwisko Jerzego Baczyńskiego. Jurku drogi, 20 lat w 25-letnich dziejach wolnej Polski to szmat czasu. Gdy przejmowałeś ster tygodnika „Polityka” i – o czym niewielu wie – Spółdzielni Pracy „Polityka”, trzeba było dużo odwagi. I trudno było przewidywać, że w chwili, gdy podsumowujemy 25 lat polskiej wolności, Ty będziesz świętował swoje 20-lecie na stanowisku szefa „Polityki”. I że wkład „Polityki” w te 25 lat będzie tak znaczący. Zbudowałeś Zespół łączący doświadczenie i młodość, ale także kompetencje menadżerskie. Jednak się udało.

Audentes Fortuna iuvat! Niech Ci więc nadal nie brakuje odwagi.

Juliusz Braun 

***

Ewa Wanat

Redaktorka naczelna Polskiego Radia RDC; w latach 2003 – 2012 Redaktorka Naczelna i Dyrektorka Programowa Radia TOK FM.materiały prasoweRedaktorka naczelna Polskiego Radia RDC; w latach 2003 – 2012 Redaktorka Naczelna i Dyrektorka Programowa Radia TOK FM.

Jurek był moim szefem przez dziewięć lat, a wytrzymać tak długo jako mój szef to naprawdę nie lada wyczyn. Dziś, ponieważ już nim nie jest, spokojnie i bez posądzenia o wazeliniarstwo mogę napisać, że był najlepszym szefem, jakiego do tamtej pory miałam.

Przede wszystkim był szefem cierpliwym (wiem, co mówię) i wspierającym. Jestem mu wdzięczna za zaufanie, brak oczekiwań, że będę logicznie i racjonalnie uzasadniać intuicyjne decyzje, a szczególnie za to, jaki był i co robił w moim ostatnim, najtrudniejszym roku w TOK FM. Łączyła nas wiara w intuicję jako skuteczne narzędzie zarządzania, niechęć do korporacyjnego drylu i korporacyjnej nowomowy, marketingowych sztuczek, ślepej wiary w badania, statystyki, fokusy i tabelki.

Jurek ma oczywiście swoje słabości, lecz jego zalety przewyższają wady. Pamiętam jego zdanie, że dobry szef, redaktor naczelny, jest jak kapitan statku – wyznacza kurs, pozwala ludziom pracować i podejmować decyzje, a na mostek wychodzi, kiedy na horyzoncie pojawia się niebezpieczeństwo. Jurek jako kapitan nawiguje spokojnie, bez szczególnej nerwowości przyglądając się bitwie morskiej, która toczy się naokoło.

„Polityka”, bez agresywnej reklamy, trzyma się mocno. Jurek nie bierze udziału w pościgu, w którym pędzą na łeb na szyję inne tygodniki, spokojnie robi swoje, nie obniża lotów, wierzy w mądrość swoich czytelników i wbrew logice walki za wszelką cenę o czytelnika – wciąż ma rację. Oby jak najdłużej ją miał.

Jurku, życzę Ci, żebyś to Ty miał rację.

Ewa Wanat

Tomasz Lis

Redaktor naczelny Newsweeka.Bartosz Bobowski/Agencja GazetaRedaktor naczelny Newsweeka.

20 lat na kapitańskim mostku. Wielka rzecz! Ileż było w tym czasie sztormów, jak bardzo zmieniła się Polska, a statek, kierowany przez kapitana Baczyńskiego, płynie i trzyma się kursu. Jak można to skomentować poza prostymi słowami – wielkie gratulacje!

Właśnie zdałem sobie sprawę, że w wielkiej rocznicy naczelnego „Polityki” jest też moja, związana z „Polityką”, mała rocznica. Dokładnie dwadzieścia lat temu zadzwoniłem do nowego redaktora naczelnego i zaproponowałem mu swoje usługi. Dziennikarskie. Szykowałem się do wyjazdu do Waszyngtonu i grzecznie spytałem, czy „Polityka” nie zechciałaby drukować moich tekstów z USA. Zechciała i przez trzy i pół roku drukowała, za co, korzystając z okazji, jeszcze raz dziękuję.

Początek lat 90. był dla „Polityki” trudny. Podobnie jak Polska, przechodziła ona swoją własną transformację. Potencjalnie równie ryzykowną. Wielką zasługą Jerzego Baczyńskiego jest to, że czerpiąc z tradycji i kilkudziesięcioletniego dorobku pisma, potrafił umieścić swój tygodnik w nowym czasie i w nowym kontekście. Instytucję, jaką była „Polityka”, odnowił, a potem, przez kolejne lata, napędzał, czyniąc ją – zaczerpnę tytuł Waszego dodatku – niezbędnikiem inteligenta.

Dziś z „Polityką” rywalizując, nie przestałem w najmniejszym stopniu jej szanować. Więcej – lubić. To kwestia szacunku i dla pisma, i dla pracy zespołu, oraz wielkiej sympatii dla tak licznych dziennikarzy „Polityki”, których od tak dawna znam. Wielce sobie cenię relacje między naszymi tygodnikami. Szczególnie w czasach, gdy środowiskowe animozje zdążyły zantagonizować niemal wszystko i wszystkich. Zdarzają się obu stronom, i dzięki Bogu, bo byłoby aż za miło, drobne złośliwości, ale nic naszej wzajemnej sympatii i wzajemnego szacunku nie umniejszyło, co uważam za wartość samoistną.

Mamy najwyraźniej rok rocznic. Ważnych. Rocznica objęcia funkcji redaktora naczelnego „Polityki” przez Jerzego Baczyńskiego jest ważna. Dla niego, ale nie tylko dla niego.

Pointując, bo zbliżam się do wyznaczonego mi limitu znaków – Jurku, serdeczne gratulacje, uściski i najszczersze życzenia kolejnych sukcesów oraz kolejnych rocznic zasadnie obchodzonych w nastroju radości i satysfakcji.

Tomasz Lis   

***

Andrzej Skworz

Redaktor naczelny miesięcznika Press.Agencja GazetaRedaktor naczelny miesięcznika Press.

Moja znajomość z redaktorem Jerzym Baczyńskim zaczęła się od procesu. Dwa tygodnie po ukazaniu się pierwszego numeru „Press” – z Jerzym Baczyńskim na okładce – „Polityka” opublikowała notkę Piotra Adamczewskiego: „Oryginalny debiut – »Polityka« pozywa do sądu miesięcznik »Press«”.

To była reakcja na skrócenie wywiadu po jego autoryzacji. Dziś z rozbawieniem czytam, że zdaniem Adamczewskiego „Press” to pismo ostre jak „Super Express”, ale tamtego marcowego dnia 1996 roku wcale nie było mi do śmiechu. Siedzieliśmy w poznańskiej kawiarni „Głosu Wielkopolskiego”, a przysłany do Poznania przez „Politykę” mecenas Siciński był nieprzejednany: mamy zapłacić 70 tysięcy złotych, bo inaczej proces o naruszenie dóbr osobistych przegramy z kretesem.

Docent z uniwersytetu, mój ówczesny prawnik, był bardziej przerażony niż ja, więc na jego pomoc liczyć nie mogłem. Byłem wiec w sytuacji, gdy w pierwszym numerze swojego pisma zadarłem z naczelnym najważniejszego polskiego tygodnika opinii – i wyglądało na to, że ten proces zakończy byt mojego tytułu. Jedynym ratunkiem była bezczelność: owszem, zaproponowałem pieniądze, tyle że w barterze. „Polityka” miałaby dostać od nas sprostowanie i dwie strony reklam. Do dziś nie wiem, dlaczego redaktor Baczyński na to przystał.

Tym bardziej, że w kolejnych latach wcale nie byliśmy dla „Polityki” bardziej przychylni niż dla innych pism. Nie wiem więc, czy nie żałował, że wtedy odpuścił.
Za to za drugim razem wzbudził mój szacunek, gdy zgodził się na wywiad do „Press” i sesję zdjęciową – a na niej zakasał rękawy i rąbał siekierą stos gazet. To były dobre zdjęcia i świetny wywiad, lecz wiem, że trochę kosztowało go wyjście z ram powszechnie przyjętego wizerunku. Dlatego cieszyłem się, gdy w kilka tygodni po tym wywiadzie został wybrany „Dziennikarzem Dwudziestolecia”.

Czegóż można życzyć Redaktorowi, który ma wszystko? Nie mam pojęcia. On sam w tym pierwszym wywiadzie dla „Press” życzył sobie tak: „Chciałbym, żeby »Polityka« była największym tygodnikiem w Polsce, najbardziej prestiżowym, opiniotwórczym, takim, które każdy szanujący się inteligent musi czytać. Chciałbym też, żeby równocześnie rozbudowywało się przedsiębiorstwo. Słowem: nie tylko gazeta, ale też ważna instytucja życia publicznego”.

Tak się stało – pomimo tego, że rynek się zmienił, a konkurencja podgryza, walcząc na filmy DVD czy crosspromocję w telewizji. A mimo to lepsza dziennikarsko „Polityka” wygrywa w rankingach.

Na kolejne -lecia Redaktora i „Polityki” życzę zatem, żeby jak najmniej się zmieniali.

Andrzej Skworz

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Nauka

Ożywianie mózgu po śmierci i transplantacja głowy. Czy istnieją granice neuronauki?

Badaczom udało się wznowić niektóre funkcje mózgów pobranych od świń, a inny naukowiec chciałby przeprowadzić transplantację ludzkiej głowy.

Piotr Rzymski
22.04.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną