Trybunał Konstytucyjny kwestionuje dostęp służb do billingów

Krótsze ucho Wielkiego Brata
Trybunał Konstytucyjny uznał, że niektóre zapisy ustaw o policji i służbach specjalnych naruszają konstytucję. Nie wolno ponad miarę śledzić obywateli przy pomocy billingów i podsłuchów.
Trybunał Konstytucyjny uznał, że nie wolno ponad miarę śledzić obywateli przy pomocy billingów i podsłuchów.
Flickr CC by 2.0

Trybunał Konstytucyjny uznał, że nie wolno ponad miarę śledzić obywateli przy pomocy billingów i podsłuchów.

Skargę do TK złożyła Rzecznik Praw Obywatelskich prof. Irena Lipowicz już trzy lata temu, ale rozstrzygnięcie przeciągało się, bo Trybunał zwrócił się z pytaniami do sądów o dane dotyczące sądowej kontroli nad kontrolą operacyjną. Sądy zwlekały z odpowiedzią, bo same nie miały wiedzy o skali zjawiska. Przyznały tym samym, że nawet kiedy wydają zgodę na stosowanie podsłuchów i pobieranie od operatorów sieci komórkowych billingów, to nie są w stanie kontrolować postępowań, czyli że kontrola to fikcja!

Problem polega też na tym, że służby specjalne, kiedy mogą, omijają formalności i pobierają dane z telefonów i laptopów obywateli bez niczyjej zgody.

Irenę Lipowicz wsparł też prokurator generalny Andrzej Seremet, dowodząc, że zapisy, których dotyczy skarga, są niekonstytucyjne. Podobne zastrzeżenia zgłosiła NIK. Jedynie służby specjalne, z którymi TK się konsultował, broniły status quo, dowodząc, że tylko pełne stosowanie kontroli operacyjnej zapewni skuteczność ich pracy. Trudno było jednak podejrzewać, że wyrażą inną opinię.

Jedną z ważniejszych kwestii podnoszonych przez RPO i Prokuratora Generalnego była sprawa naruszania tajemnicy zawodowej osób inwigilowanych: adwokatów, dziennikarzy, lekarzy czy księży. Konstytucja i ustawa o tajemnicy zawodowej chronią przedstawicieli niektórych profesji przed nadmierną ciekawością służb, ale tylko teoretycznie. W praktyce inwigilujących nic nie powstrzymuje przed ingerencją w chronione treści.

Trybunał częściowo przyznał rację skarżącym, uzasadnił to ustnie, ale dopiero pisemnie odniesie się do konkretnych zapisów. Takiego orzeczenia się podziewano, bo nie sposób było godzić się dłużej na wolną amerykankę w wykonaniu instytucji, które pod parawanem czuwania nad bezpieczeństwem obywateli łamały ich prawa do woli.

Na razie z konkluzji orzeczenia wynika, że jeszcze przez półtora roku obywatele będą monitorowani bez żadnych ograniczeń. Dopiero po 18 miesiącach mają zniknąć kwestionowane przepisy. Może ta jasno określona perspektywa spowoduje, że wreszcie na poważnie legislatorzy zajmą się przygotowaniem jednolitej ustawy o pracy operacyjno-rozpoznawczej dla wszystkich służb specjalnych oraz policji.

Prace nad nią trwają od dawna, ale ponieważ służbom nowe rozwiązania psuły zabawę, poprzez obstrukcję uniemożliwiały stworzenie klarownego projektu. Teraz wyjścia już nie ma. Muszą pogodzić się z faktem, że wolni obywatele wolnego kraju, jeżeli nie popełniają przestępstw, mają prawo do wolności.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną