Letnie obyczaje Polaków

Buraczane plaże
Plażowanie w polskich kurortach to rozrywka dla ludzi o stalowych nerwach. Wrażliwi i słabi mają przechlapane. Dosłownie i w przenośni.
Plaża we Władysławowie. Polska specjalność: grodzenie.
Wojciech Stróżyk/KFP

Plaża we Władysławowie. Polska specjalność: grodzenie.

Nad morzem czy nie – nasze chamstwo pozostanie z nami. Typowo polskie czy po prostu ludzkie – w każdym razie ogromnie uciążliwe.
Stringer/Corbis

Nad morzem czy nie – nasze chamstwo pozostanie z nami. Typowo polskie czy po prostu ludzkie – w każdym razie ogromnie uciążliwe.

Na plaży jesteśmy anonimowi, więc możemy wszystko.
Rico Ködder/PantherMedia

Na plaży jesteśmy anonimowi, więc możemy wszystko.

Z wpisu na forum internetowym: „W tym roku pogoda dopisała nad morzem, jak mało kiedy. Skusiłam się więc możliwością opalania, odpoczynku i ruszyłam – jak zresztą pół Polski – nad nasz cudny Bałtyk. A tam dzieci biegają, sypiąc piaskiem, i rodzice nie raczą zwrócić im uwagi, że innym może to przeszkadzać. Niemal każdy pije alkohol – jedno czy dwa piwka oczywiście przeżyję, wszak jestem człowiekiem i też zimnym napojem w upalny dzień lubię się uraczyć, ale jak ktoś ma słabą głowę (a przecież upał zmniejsza nasze możliwości), to powinien sobie odpuścić. Wulgarne komentarze, chamskie odzywki i darcie ryjka, które sami uznają za świetną zabawę i zwrócenie uwagi najgorętszych plażowych foczek, do tego cały ten majdan. Ludzie, serio potrzebujecie na plaży parawanu, namiotu, parasola, koca, kilku ręczników, lodówki, jedzenia, jakby właśnie wojna się zaczęła, dmuchańców i paru innych rzeczy w tym samym czasie? (…) Ale wakacje były cudne. A z socjologicznego punktu widzenia, to nawet fascynujące”.

– Nic dodać, nic ująć, polska plaża w pigułce, podpisuję się pod tym obiema rękami – kwituje wpis Krzysztof, grafik komputerowy, ojciec siedmioletniego Stefana i dziewięcioletniej Zosi, z którymi spędził tydzień wakacji w jednym z nadmorskich kurortów. – Chociaż po moich doświadczeniach podkreśliłbym mocniej chamstwo i agresję. Nigdy bym nie uwierzył, że ludzie na plaży mogą być tak sfrustrowani. Przecież jadą nad morze, żeby się wyluzować. A robią wszystko, żeby siebie i innych zestresować jeszcze bardziej.

Przewidywalność

Plaża, godzina 14. Pora obiadowa, więc tłok trochę mniejszy, ale i tak, kiedy Krzysztof przeciska się między parawanami w poszukiwaniu kilku metrów kwadratowych wolnej przestrzeni, wszyscy patrzą na niego jak na wroga.

Po przejściu kilkuset metrów znajduje wreszcie odpowiedni skrawek plaży i nie zwracając uwagi na krzywe spojrzenia, rozkłada ręczniki. Zosia biegnie do wody. Stefan rezygnuje z kąpieli, bo znajduje wykopany przy brzegu dół. Wskakuje do niego i macha do ojca, żeby przyszedł się z nim pobawić. Krzysztof nie zdążył wstać z ręcznika, gdy do Stefana podbiegł jakiś facet i zaczął na niego wrzeszczeć, żeby sobie znalazł inny dołek, bo ten jest jego. – Kiedy podbiegłem, chciałem mu powiedzieć, że plaża nie należy do niego, ale jak na niego spojrzałem, odpuściłem: facet był czerwony na twarzy ze złości, przestraszyłem się, że zaraz się na nas rzuci. Stefan nie rozumiał, co się dzieje, był tak przerażony, że przez następną godzinę nie ruszył się z ręcznika – wspomina Krzysztof.

Dr Tomasz Grzyb, psycholog społeczny ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej we Wrocławiu, przyznaje, że nie zna badań, które wskazywałyby na to, że Polacy chamieją: – Nasze ostre opinie o innych biorą się często z zawiedzionych oczekiwań. Marzymy o idealnym urlopie, a rzeczywistość rzadko jest idealna. Dawniej spędzaliśmy urlopy na pracowniczych turnusach, wszyscy się znali, więc nie można się było upić na plaży i zwymyślać wszystkich, bo rano trzeba było im spojrzeć w twarz, a po urlopie razem pracować. Teraz tych hamulców nie ma. Na plaży jesteśmy anonimowi, więc możemy wszystko – mówi.

Prof. Roch Sulima, kulturoznawca ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej, dodaje, że dzisiejsze plaże w niczym (poza piaskiem) nie przypominają tych sprzed kilkudziesięciu lat, bo my się diametralnie zmieniliśmy. – Spójrzmy na plaże późnego PRL – mówi. – Jeździliśmy do zakładowych ośrodków wczasowych, co roku w te same miejsca, z tymi samymi ludźmi. Na plaży okopywaliśmy się w grajdole, smarowaliśmy olejkami, czytaliśmy książki albo gazety. Co roku powtarzaliśmy ten sam rytuał, wszystko było swojskie, obłaskawione, przewidywalne. Dzisiaj powtarzalność zastąpiliśmy ciągłym ruchem, zmianą, pogonią za odmiennością. Plaża to już nie tylko miejsce do opalania, to okazja do lansu, skupienia na sobie uwagi, choćby na krótko i za wszelką cenę.

 

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną