Tam gdzie strach, tam PiS
Premier Donald Tusk o szansach Bronisława Komorowskiego, o tym, jak wyglądałaby prezydentura Jarosława Kaczyńskiego, o wojnie domowej oraz o tym, czy da się skleić dwie Polski w jedną.
Nie mam co do tego żadnych złudzeń, że zwycięstwo Jarosława Kaczyńskiego oznaczałoby znowu wydatkowanie gigantycznej ilości  koncentracji na politycznej wojnie.
Leszek Zych/Polityka

Nie mam co do tego żadnych złudzeń, że zwycięstwo Jarosława Kaczyńskiego oznaczałoby znowu wydatkowanie gigantycznej ilości koncentracji na politycznej wojnie.

[Wywiad ukazał się w POLITYCE w 2010 r.)

POLITYKA: – Czy nie ma pan poczucia, że historia się powtarza? Sytuacja jest podobna do tej z 2005 r. – kilkuprocentowa przewaga kandydata PO w pierwszej turze i co? – przegrana na końcu?
Donald Tusk: – Historia się nie powtarza, chociaż sytuacja kusi, by sięgać po takie analogie. Między tamtymi i tymi wyborami jest więcej różnic niż podobieństw. Po pierwsze, ja miałem tylko 36 proc. w pierwszej turze, a Komorowski ma prawie 42. Po drugie, wiedza Polaków o tym, czym jest PiS, a czym Platforma, kim jest Jarosław Kaczyński, co znaczą rządy tej formacji, a co rządy formacji Bronisława Komorowskiego, jest bez porównania większa niż zaledwie intuicje, jakie towarzyszyły wyborom pięć lat temu. Ta wiedza w drugiej turze będzie sprzyjała Komorowskiemu. Wreszcie, inne były nastroje wtedy, kiedy tym trzecim, osiągającym wynik w granicach 15 proc., był Andrzej Lepper; dziś za Grzegorzem Napieralskim stoją zupełnie inni ludzie niż za Samoobroną. Nie chcę siebie ani sympatyków Komorowskiego uspokajać. Po katastrofie smoleńskiej i po powodzi wiemy, że nie ma mowy o łatwym zwycięstwie. To będzie bój bardzo wyrównany. Dlatego musimy być skoncentrowani i zdeterminowani do ostatniej minuty, ale okoliczności, oceniam, są zupełnie inne od tych sprzed pięciu lat.

Jeżeli taka jest pana ocena, to może jednak należało samemu kandydować? Katastrofa pod Smoleńskiem wstrząsnęła polską polityką i taka decyzja byłaby zrozumiała.
Uważam, że Komorowski jest optymalnym kandydatem na prezydenta, także w tej nowej sytuacji. Nie zmieniły się również okoliczności, które spowodowały moją decyzję o niekandydowaniu. Zresztą prezentowano bardzo ciekawe badania, w których zapytano, kto byłby dziś lepszym kandydatem, Tusk czy Komorowski? Wygrał Komorowski. Zresztą, mimo bardzo trudnych ostatnich kilku tygodni, w rankingach zaufania nadal jest na pierwszym miejscu, czego dowodzą ostatnie badania sondażowe CBOS.

Powiedział pan, że Polacy wiedzą, co znaczą rządy PiS. Ale już w „Weselu” Wyspiańskiego jest takie słynne zdanie: „myśmy wszystko zapomnieli”. IV RP w przeciętnym odbiorze przestaje mieć znaczenie.
Nikt nie ma obowiązku odkładać w pamięci doświadczeń politycznych, bo ludzie mają na głowie wiele rzeczy ważniejszych niż polityka. Ale jednak tło zostaje. Zauważmy, że Bronisław Komorowski wygrał pierwszą turę w okolicznościach, które były przygniatające, jeśli idzie o emocje polityczne. Wygrał ją po wielu tygodniach niezwykle intensywnej, początkowo tuż po Smoleńsku bardzo spontanicznej, a później coraz bardziej skutecznie reżyserowanej kampanii, która z katastrofy uczyniła oręż, wręcz emocjonalny fundament całej kampanii. Następnie przyszła niespotykana powódź i nie muszę nikogo przekonywać, że nie jest to czas sprzyjający władzy. I jeszcze wybuch islandzkiego wulkanu, a na dodatek kryzys finansów wielu państw europejskich. Nie dziwię się, że wśród polityków, ale także u wielu ludzi, powstały nastroje może jeszcze niewieszczące koniec świata, ale prawie. Takie okoliczności nie sprzyjają kandydatowi centrowemu.

Komorowski jest liderem obozu centrowego, a w nim jest wyznacznikiem samego środka. W mojej ocenie uosabia wszystko to, co jest najlepsze dla osoby sprawującej najwyższy urząd, choć wcale nie pomaga mu to w efektownej kampanii. Komorowski po prostu traktuje ludzi z wielkim szacunkiem, a to, co robi, czyni z wielką powagą. To odwrotnie niż u Kaczyńskiego, którego atuty są znakomite na kampanię i jednocześnie stanowią złowrogą przestrogę przed jego rządzeniem. W kampanii bezcenne bywają cynizm, zdolność do każdego podstępu, do każdej przebieranki, wrodzona agresja, umiejętność życia w konflikcie, a także odczuwanie przyjemności, jeśli komuś się dołoży. Może trochę przejaskrawiam, ale z całą pewnością kampania to żywioł Jarosława Kaczyńskiego i broń Boże Polskę przed prezydentem wyposażonym w tego typu cechy.

Ale kampania nawet z takim kandydatem jak Komorowski nie musi być aż tak defensywna. Można próbować narzucać tematy dyskusji. Czy tej wizji centrowej nie da się dobrze opowiedzieć?
To raczej pytanie, czy ta opowieść jest dobrze słyszana? Przepraszam za taką może nieco kiczowatą metaforę, ale wiele czasu poświęcam powodzi i mam takie wrażenie, że nasz obóz polityczny przypomina trochę, dający stabilizację, zbiornik retencyjno-rekreacyjny, a Kaczyński i jego kampania jest jak ta rwąca rzeka, która dla obserwatorów jest niewątpliwie ciekawsza, bo kamery są zazwyczaj tam, gdzie coś szaleje. Sam, gdy widzę Jarosława Kaczyńskiego, jestem zaciekawiony, tak jak wówczas, gdy słyszę, że gdzieś coś wybuchło albo się zatrzęsło. I gdzie za chwilę rozpocznie się akcja ratunkowa.

Daliście się bardzo zdusić katastrofą pod Smoleńskiem. Można było odnieść wrażenie, że trwacie w żałobie dłużej niż PiS.
Widziałem wielu ludzi z PiS, którzy w żałobie przestali być w dzień po katastrofie i ruszyli do akcji politycznej. Dla mnie był to czas autentycznego smutku i powinności, które trzeba było wypełnić, aby państwo polskie przez te tygodnie przeszło z należytą godnością i szacunkiem dla tych, którzy zginęli. Wierzcie mi, dwie osoby, na których spoczywa odpowiedzialność za naszą kampanię, czyli Komorowski i Tusk, kolejność nie jest tu przypadkowa, nie zanurzały się wyłącznie w żałobie. Mieliśmy po prostu gigantyczną pracę do wykonania, aby zapewnić sprawność i ciągłość funkcjonowania państwa, zorganizować śledztwo, identyfikację ofiar, kontakty z Rosją, pogrzeby. Uważam, że w tych kluczowych tygodniach wykazaliśmy nadzwyczajną sprawność. A przecież tuż potem przyszła wielka powódź, która znów zaangażowała rząd i także pełniącego obowiązki prezydenta w nadzwyczajne przedsięwzięcia. W tym kontekście trzeba też patrzeć na wynik Komorowskiego. Moim zdaniem jest on znakomity w tych niezwykłych okolicznościach.

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną