Kraj

Zlecenia do ZUS

Kto zyska, kto straci dzięki „ozusowaniu” umów-zleceń

TongRoASIA Lewis Lee / PantherMedia
Coś w walce ze „śmieciówkami” jednak zaczyna się robić. Nieśmiało, ale w dobrą stronę.

Politycy boją się biznesu, więc patent na „śmieciówki” straci ważność dopiero od 2016 r. Żeby pracodawcy mieli czas się przygotować. Od tego momentu wszystkie umowy-zlecenia zostaną „ozusowane”, czyli będą od nich pobierane składki na ubezpieczenia społeczne – do wysokości płacy minimalnej. Krok w dobrą stronę, wcale jednak nie witany entuzjastycznie, nawet przez pracowników.

Teraz składki płaci się tylko od pierwszej umowy, więc wielu pracodawców najpierw umawia się na 100 zł miesięcznie (plus ZUS), a w kolejnej umowie, już nieoskładowanej, na prawdziwą sumę wynagrodzenia za pracę. Od tej drugiej sumy składek już płacić nie trzeba. O odkładaniu na emeryturę pracownika w takim wariancie mowy nie ma. Ale firma pociesza go, że pieniądze, których nie dostał ZUS, trafią do jego kieszeni. W rzeczywistości oszczędza głównie pracodawca.

Koszt nowych przepisów także raczej pracodawcy nie obciąży. I to jest ich najsłabsza strona. Przy tak nieprzyjaznym rynku pracy warunki dyktuje pracodawca. Więc organizacje pracodawców już teraz uprzedzają, że to nie z ich kieszeni płacony będzie ZUS, ale z pieniędzy na wynagrodzenia. Po wejściu więc w życie nowych przepisów pracujący na zleceniach „na rękę” zarobią mniej. Ci, w interesie których prawo zmieniono, będą uważali się za pokrzywdzonych. W dużej mierze słusznie.

Pracujący na umowach-zleceniach w większości chcieliby odkładać na starość, ale żeby finansował to pracodawca. Pracodawcy jednak ani myślą. Przy tak wielkiej armii poszukujących pracy to oni dyktują warunki. Jest też niebezpieczeństwo, że – zamiast zleceń – jeszcze bardziej powszechne staną się umowy o dzieło, nieozusowane. Państwowa Inspekcja Pracy będzie miała więcej roboty, bo już obecnie „dzieła” wykonują murarze, śmieciarze i sprzątaczki.

Przy wszystkich tych zastrzeżeniach coś w walce ze „śmieciówkami” jednak zaczyna się robić. Nieśmiało, ale w dobrą stronę. Tak naprawdę jednak rzeczywista poprawa płac zależy od przedsiębiorców, którzy najwyraźniej dobrych pomysłów na innowacyjność nie mają. Polskie firmy bardzo niskich zarobków podnosić nie zamierzają. Zamiast nowych, konkurencyjnych produktów i lepszej organizacji pracy, które pozwoliłyby zwiększyć efektywność i zyski, wolą oszczędzać na płacach. Taka droga na pewien czas może zapewnić środki do utrzymania właściciela, ale o rozwoju firmy raczej nie ma mowy. 

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Pomocnik Historyczny

Fiat 126p. Polski Volkswagen, tylko trochę mniejszy

Gdyby szukać materialnego symbolu gierkowskiej dekady, Polski Fiat 126p byłby jak znalazł. To za sprawą tego małego autka zaczęła się w PRL era masowej motoryzacji. Bo samochód – obok własnego mieszkania – miał być najbardziej widomym znakiem dobrobytu Polaków.

Adam Grzeszak
12.10.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną