Gwiazda Betlejemska

Zastanawiam się, czy w tym roku odbędą się święta Bożego Narodzenia, bo może politycy je odwołają. Są przecież poważne powody. Trzeba dokładnie obliczyć kilometrówki 460 posłów, i to w obecności mężów zaufania, żeby się nie okazało, że kilometr ma 980 m, doba mija w 21 godzin, a obwód kół samochodu jest większy niż rondo kapelusza księdza biskupa. Trzeba też się pochylić nad odwagą Adama Hofmana, który podczas konferencji prasowej ujawnił prawdziwy powód latania tanimi liniami do Madrytu. Przecież chodząc na czworakach po stolicy Hiszpanii tylko udawał, że się bawi, a tak naprawdę załatwiał z Rosją oddanie smoleńskiego wraku.

Ma rację prezydent Komorowski, mówiąc, że niektórym politykom do końca już puściły hamulce. Weźmy takiego… Bo ja wiem? On się uważa za katolika, a za kogo ja go uważam, pisać nie będę. „Słabo myślący babsztyl, który przypadkiem rządzi moim krajem” – tak o premier Kopacz powiedział Łukasz Warzecha, któremu wydaje się, że jest czwartą władzą. Nie spodobała mu się pani premier mówiąca, że Polacy nie chcą kolejnych seansów nienawiści, tylko spokoju, którego prezes Kaczyński nie gwarantuje.

O nowo wybranym burmistrzu Radzynia Podlaskiego Jerzym Rębku wiadomo, że pierwszą decyzję administracyjną ma już za sobą. Podczas uroczystej mszy świętej zrobił więcej, niż ktokolwiek mógłby się spodziewać. Otóż zawierzył on miasto i jego mieszkańców Jezusowi. Może nie ufa własnym siłom i na wszelki wypadek część swojej samorządowej władzy postanowił przekazać „górze”? Wydawało mi się, że po informacji z Łodzi, że księża poświęcili uczniowskie tornistry, już nic mnie nie zdziwi. A jednak. Dodam jeszcze, że wcześniej Rębek dał się poznać jako parlamentarzysta PiS, który z trybuny sejmowej nawoływał, by najmłodsze pokolenie dowiedziało się, że jeśli ich braciszek lub siostrzyczka urodzili się z in vitro, to wiele dzieci musiało przedtem umrzeć.

W 2008 r. rząd Donalda Tuska zapowiadał, że jednym prostym ruchem znajdziemy się „w awangardzie państw”, które nie dręczą obywateli nadmiernymi biurokratycznymi rygorami. Chodziło o zniesienie obowiązku meldunkowego. I oto już 6 lat później, w 2014 r. zebrał się Międzyresortowy Zespół do spraw Przygotowania Administracji Rządowej do Zniesienia Obowiązku Meldunkowego. W jego skład wszedł nawet Waldemar Pawlak, a ściślej mówiąc przedstawiciele straży pożarnej, bo zawsze w gorączce zbiorowych prac dobrze jest mieć kogoś, kto powie: „Spokojnie, nie pali się”. I rzeczywiście się nie pali, bo oto wspomniany zespół zarekomendował „pozostawienie obowiązku rejestracji miejsca zamieszkania w obecnie obowiązującej formie”.

Powód? Trzeba by było zmienić ponad 100 ustaw, a na taki wysiłek naszego Sejmu jeszcze długo nie będzie stać. Skoro się nie da biurokracji ograniczyć, to zawsze można ją powiększyć. I taka idea pewnie przyświecała, niczym ogon Gwiazdy Betlejemskiej, całemu Zespołowi do spraw wyż. wym., gdy dorzucił nam kolejny biurokratyczny obowiązek – uzupełnienie rejestru PESEL o adres do korespondencji każdego obywatela. Jak to robią Amerykanie, że wszystkich tych przepisów nie mają, a kraj im się nie rozpada? Widocznie nikt z Polski ich nie poinformował, że tak się żyć nie da.

Boże Narodzenie oczywiście będzie, i to w terminie. Biały opłatek jakoś ten nasz bałagan zasłoni, a pięknie śpiewane kolędy zagłuszą żenujące słowa, które oblepiają nas na co dzień.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną