Kraj

Przyczajona minister

Tajemnicza minister Wasiak

Nominacja Marii Wasiak na szefową MIiR była zaskoczeniem. Nominacja Marii Wasiak na szefową MIiR była zaskoczeniem. Paweł Krzywicki / Forum
Maria Wasiak nigdy nie miała parcia na szkło, ale po nominacji do rządu jeszcze bardziej unika mediów. Budząc tym większą ciekawość. W nadchodzącym roku rozliczenie szefowej superresortu może mieć duże znaczenie dla rozstrzygnięć wyborczych.

Od sukcesów lub wpadek Ministerstwa Infrastruktury i Rozwoju zależy nieraz postrzeganie całego rządu. Dlatego noc z 13 na 14 grudnia pani minister spędziła na posterunku, czyli w swoim gabinecie. Śledząc na komputerze ruch pociągów. – Na wypadek gdyby trzeba było podejmować jakieś błyskawiczne decyzje – mówi Maria Wasiak. Tej nocy wchodził w życie nowy rozkład jazdy PKP, co w przeszłości nieraz wysadzało z fotela szefa kolejowej spółki. W swój pierwszy rejs tej samej nocy ruszyło też Pendolino. Gdyby coś na torach zaiskrzyło, pani minister gotowa była także na dymisję. Zwłaszcza że pierwszy raz zażądano jej tuż po nominacji. Okazało się, że w związku z odejściem ze stanowiska członka zarządu PKP SA należy jej się wysoka odprawa, aż 510 tys. zł. A przecież nikt jej nie odprawił, awansowała nawet do rządu, dlaczego więc wypłacać jej roczne pobory jako rekompensatę za zakaz pracy dla konkurencji?

Maria Wasiak w PKP pracowała od 2000 r., przez długie lata za chudą „kominówkę”. Kontrakty menedżerskie, umożliwiające podniesienie wynagrodzeń dla zarządu PKP, wprowadził dopiero Sławomir Nowak, gdy został ministrem transportu. Zaczęła wtedy zarabiać miesięcznie ponad 40 tys. zł brutto. Z jej oświadczenia majątkowego wynika, że prawie wszystko odkładała. W nowym rządzie należy do najbardziej zasobnych ministrów. Mieszka jednak chyba najgorzej. Na Mokotowie, ale w małym 50-metrowym mieszkaniu. To, co w nim najcenniejsze, to sprzęt do słuchania muzyki. W swoim gabinecie też słucha, jest fanką muzyki poważnej. Jako jedyna z rządu stale bywa w operze.

Odprawa Wasiak, w połączeniu ze stanowiskiem w Orlenie dla odchodzącego z Kancelarii Premiera Igora Ostachowicza, zaczęła wyraźnie psuć wizerunek nowego rządu. Mimo że nikt w tej sprawie prawa nie naruszył. Po telefonie od pani premier Wasiak przekazała pół miliona pomagającemu dzieciom Stowarzyszeniu Centrum Arka w Radomiu, skąd pochodzi.

Drugą wpadkę, jako minister, zaliczyła, gdy zawiesił się elektroniczny system sprzedaży biletów na Pendolino. – Nie zrezygnowaliśmy ze sprzedaży w internecie, ale szukaliśmy błędu – wspomina Maria Wasiak. Po czterech dniach system naprawiono.

Rewolucyjne zmiany 

Nominacja Marii Wasiak na szefową MIiR była zaskoczeniem. Elżbieta Bieńkowska, która chciała mieć wpływ na wybór swego następcy, nie brała jej pod uwagę, znały się tylko z widzenia. Wprawdzie Wasiak nieraz przychodziła coś załatwić do Ministerstwa Rozwoju Regionalnego, ale na niższych resortowych szczeblach. Partnerem dla Bieńkowskiej był minister Nowak. Kiedy obejmował resort, Maria Wasiak była od kilku miesięcy szefem całej grupy PKP. Jej poprzednik poleciał po bałaganie przy wprowadzaniu nowego rozkładu jazdy. Dlaczego minister jej nie zatrzymał, powierzając kierowanie koleją Jakubowi Karnowskiemu? – PKP czekały rewolucyjne zmiany, do ich przeprowadzenia potrzebni byli ludzie z zewnątrz – twierdzi Jakub Karnowski. – Maria została jednak w zarządzie. Zależało mi na niej bardzo, bo znała spółkę od środka, a do zmian nastawiona była bardzo pozytywnie.

Jako następcę Bieńkowskiej wskazywano któregoś z jej bliskich współpracowników, na przykład wiceministra Adama Zdziebłę. Podpadł tym, że mocno zaangażował się w działalność partyjną, jest znanym na Śląsku działaczem PO. W gronie kandydatów wymieniano czołowych polityków Platformy – Cezarego Grabarczyka, a nawet Grzegorza Schetynę, a także marszałka małopolskiego Marka Sowę.

Wasiak to autorski pomysł Ewy Kopacz, choć w najbliższym otoczeniu premier nie brakowało też opinii, że świeżo połączony superresort (taką decyzję wymusiła niespodziewana dymisja Sławomira Nowaka) należy ponownie rozdzielić. Nie widziano osoby, która pociągnie molocha po Bieńkowskiej. Ale podział mógłby zostać odczytany jako słabość nowego rządu, niewierzącego we własne siły. Co Tusk złączył, Kopacz więc nie rozłącza.

To wtedy Ewa Kopacz przypomniała sobie o pracującej w zarządzie PKP koleżance z Radomia. Rozmowa była krótka. – Chcesz ciężko popracować? – zapytała premier. – Jak trzeba – usłyszała w odpowiedzi. Panie świetnie się znają, tyle że z działalności w zupełnie innej partii. Obie mocno były zaangażowane w radomski oddział Unii Wolności, którym Kopacz kierowała.

Maria Wasiak, dzięki poparciu Tadeusza Syryjczyka, jednego z ówczesnych liderów UW, krótko pełniła funkcję wicewojewody radomskiego. Po reformie administracyjnej, w wyniku której radomskie przestało być województwem, szefowała gabinetowi politycznemu Syryjczyka, gdy w rządzie Jerzego Buzka pełnił funkcję ministra transportu.

Po rozpadzie koalicji AWS-UW trafiła do PKP, jako pracownik biura prywatyzacji. W 2004 r. była już w zarządzie. Kolejowy moloch wymagał szybkiej i głębokiej restrukturyzacji. Młoda, zdolna prawniczka wydawała się idealna, poparcie Syryjczyka także nie było bez znaczenia. Gdy w 1984 r. na Uniwersytecie Warszawskim wybierała temat pracy magisterskiej, promotor podsunął „Spółki akcyjne”, czyli coś, co w ówczesnej gospodarce polskiej nie istniało. – Ale byliśmy już po karnawale Solidarności, wiedziałam, że nie piszę na darmo – mówi Wasiak.

Dziś poprawia ówczesne błędy, także swoje. Popełniła je przy restrukturyzacji PKP. Podział kolejowego molocha, na wiele niby konkurujących ze sobą spółek, nie okazał się dobry ani dla kolei, ani jej pasażerów. Sprzedane Przedsiębiorstwo Napraw Infrastruktury zbankrutowało, stąd opóźnienia w remontach torów. Powstałe wtedy PKP Przewozy Regionalne, przejęte przez samorządy wojewódzkie, toną w długach i pewnie będą przejmowane przez państwową Agencję Rozwoju Przemysłu. Prywatyzacyjna lokomotywa jedzie do tyłu.

 

Maria Wasiak jest bezpartyjna. W partii potrzebni są inni politycy – przekonuje. – Ja lepiej czuję się w roli bezpartyjnego fachowca. Wielu takich jak ja wypadło już z polityki. Do Platformy wstępować nie zamierza. Co nie znaczy, że jest w partii osobą nieznaną. Wielu liderów PO zdobywało przecież polityczne szlify w Unii Wolności, m.in. Donald Tusk, Sławomir Nowak, Grzegorz Schetyna. Mówią o niej, że wygląda jak mimoza, ale kręgosłup ma sztywny. Trudno sterowalna. Nie wszystkim podoba się, że resortem, który podzieli kolejne 300 mld, kieruje ktoś spoza partyjnej czołówki. Niekoniecznie życzliwie jej kibicują. A Wasiak wprowadza własne porządki. Właśnie zdymisjonowała aż czterech z dziewięciu wiceministrów pozostawionych przez Bieńkowską. W tym Adama Zdziebłę. Oficjalnego uzasadnienia na razie brak. Z pewnością jednak ta operacja kadrowa jest uzgodniona z Ewą Kopacz, która robiła niedawno słynny przegląd wiceministrów w swoim rządzie. Więcej o zamiarach można będzie mówić wtedy, gdy wprowadzi do resortu swoich ludzi.

Na długiej liście częstych w polityce zachowań, których Maria Wasiak nie akceptuje, są takie, które symbolicznie nazywa dopalaczami. Gdy dzieje się coś złego, wyborcy oczekują od rządzących: „zróbcie coś”. Więc robi się coś, co daje efekt spektakularny, ale pożądanych skutków nie przynosi, problemu nie rozwiązuje. Takiego dopalacza zostawiła swojej następczyni nawet Elżbieta Bieńkowska, która deklarowała, że politykiem nigdy nie będzie. Tuż przed wyjazdem do Brukseli ogłosiła, że w 2016 r. bramki na zakorkowanych autostradach zostaną zastąpione przez elektroniczny pobór opłat.

Szefowa superresortu 

Maria Wasiak nie mówi, że jej ciasno w tych pozostawionych po Bieńkowskiej butach. Woli tłumaczyć, że Elżbieta użyła skrótu myślowego. Jakkolwiek rzecz nazywać, raczej się w 2016 r. na elektroniczny pobór opłat nastawiać nie należy. Technicznie sprawa jest prosta, prawnie – niekoniecznie. Polskimi autostradami zarządza kilku koncesjonariuszy. W umowach, jakie przed laty zawierało z nimi państwo, o elektronicznym poborze opłat nie pomyślano. Teraz do zamiany bramek na system elektroniczny nie można ich zmusić, bo byłoby to niezgodne z prawem. Zrobią to, jeśli uznają, że im się opłaci. O tym, co dalej z bramkami, dowiemy się w 2015 r.

Wśród innych resortowych wyzwań są też kontrakty regionalne. Czyli umowy rządu z samorządami, jakie inwestycje na ich terenie będą finansowane za unijne pieniądze. Odchodząc, wicepremier Bieńkowska zapewniała, że są wynegocjowane, wystarczy tylko podpisać. Ale Wasiak, nie patrząc na termin wyborów samorządowych, uznała, że kontrakty wymagają dodatkowych uzgodnień, nie wszyscy prezydenci miast byli zadowoleni z trybu konsultacji.

W dniu wyborów Platforma nie mogła się więc pochwalić, że wszystkie kontrakty zostały podpisane. Wasiak popsuła przygotowany scenariusz. W ministerstwie mówią, że szefowa udała się nawet w tej sprawie do Brukseli, aby wątpliwości wyjaśnić także z Bieńkowską. Media jednak podróży pani minister do Brukseli nie wyśledziły. Ostatnie kontrakty podpisano już po wyborach.

Bezpartyjna Maria Wasiak, w przeciwieństwie do poprzedniczki, nie została wicepremierem. W relacjach z Januszem Piechocińskim jej pozycja jest więc słabsza. Tymczasem sporą część unijnych pieniędzy rozdziela podległe szefowi PSL Ministerstwo Gospodarki, o rolnikach nie wspominając. Jak najbardziej zgodnie z unijnymi wymogami formalnymi. Ale czy zawsze z sensem? Jakie są rzeczywiste efekty wpompowania w gospodarkę kilkuset miliardów? Odpowiedź na to pytanie jest największym wyzwaniem, przed którym stoi szefowa superresortu.

Maria Wasiak konsekwentnie unika mediów, zwłaszcza elektronicznych. Nawet pytania, dlaczego nie posiada prywatnego auta. Czyżby nie miała prawa jazdy? To byłaby gratka dla mediów porównywalna z oświadczeniem Jarosława Kaczyńskiego, że nie ma konta w banku. Wizyt w radiu i telewizji zabrania także swoim zastępcom, którzy byliby chętni pochwalić się sukcesami. Bo na torach i autostradach gorzej już było, nadchodzi lepsze. Pendolino trasę do Wrocławia pokonuje w 3 godz. 40 minut.

Politykę bezpartyjnej Marii Wasiak chwali Krystyna Skowrońska, posłanka PO. – Urzędnicy ministerialni są do roboty, o sukcesach będzie opowiadać pani premier.

Polityka 1.2015 (2990) z dnia 28.12.2014; Wydarzenie roku; s. 38
Oryginalny tytuł tekstu: "Przyczajona minister"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kultura

Kawiarnia literacka: Jerzy Pilch, Kinga Strzelecka

Polska to nie jest kraj, w którym wypada mówić, że 500 plus nie należy się wszystkim.

Jerzy Pilch, Kinga Strzelecka
26.05.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną