Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Kraj

Ale kino!

Włodzimierz Iljicz Lenin: Spośród wszystkich sztuk najważniejsze dla nas jest kino.

Jarosław Kaczyński: „Jeden film – a sądzę, że Polskę przy tym już prawie bilionie dolarów PKB na to stać – jeden film hollywoodzki, z bardzo znanymi na świecie twarzami, z bardzo znanym na świecie reżyserem, no za bardzo dużą sumę, bo to bardzo dużo kosztuje, np. o rotmistrzu Pileckim, może więcej zmienić niż wiele akcji propagandowych w mniejszej skali. Sprawa polskiej historii i prawda o polskiej historii, szczególnie o tej historii najnowszej, może stać się przedmiotem publicznej dyskusji. Możemy mieć okazję do przedstawiania naszych racji”.

Czego chcemy – chleba czy igrzysk? W sytuacji kiedy miliony polskich dzieci podobno nie dojadają, wydawanie milionów dolarów na film, który ma podreperować reputację naszego kraju, wydaje się co najmniej ekstrawagancją. Prezes Kaczyński i jego echo poseł Mastalerek, który powtórzył słowo w słowo to samo, wyobrażają sobie chyba, że wytwórnie filmowe, takie jak Metro Goldwyn Mayer lub Paramount, czekają tylko na zlecenia, by nakręcić pochlebny film o Arabii Saudyjskiej lub Nigerii, które siedzą na ropie naftowej i mają czym płacić. Scenariusz musiałby być zatwierdzony przez klienta, w myśl zasady obowiązującej na dancingach: ten, kto płaci orkiestrze, wybiera melodię.

Załóżmy, że ten nowatorski pomysł, ze względu na osobę autora, dostaje jednak zielone światło. Wtedy okazuje się, że jak bida, to do Żyda. Przypomnijmy, że Hollywood był symbolem zepsucia, deprawacji, siedliskiem komunistów i Żydów. W czasie zimnej wojny zdrowe siły pod wodzą senatora McCarthy’ego opublikowały listę podejrzanych o sympatie lewicowe scenarzystów, aktorów, muzyków, producentów.

Polityka 42.2015 (3031) z dnia 13.10.2015; Felietony; s. 103
Reklama