Kto nam podskoczy
Było to chyba w 1950 roku...

Było to chyba w 1950 r. Na długim szkolnym korytarzu leżeliśmy plackiem w czterech rzędach. W dwóch pierwszych chłopcy, w trzecim i czwartym dziewczynki. Wszyscy mieliśmy głowy nakryte rękami i tornistrami oraz kurtki na plecach. Regulamin nakazywał też ostro, by głowa była zwrócona w kierunku wybuchu.

Tak wyglądała podstawowa obrona przed amerykańskim atakiem atomowym. Wspominam o tym, bo dziś usłyszałem z telewizora wiadomość: polski rząd będzie się starał o broń atomową z USA, by odstraszać wrogów na wschodniej flance. Będziemy wtedy, mówi wiceminister z MON, zdolni nie tylko do odwetowego uderzenia, ale i do zadania potężnych strat. Po ludzku ostrzegam więc naszych sąsiadów, żeby mieli zawczasu przygotowane tornistry. I pamiętajcie: głowa zawsze w kierunku wybuchu!

Gdy będziemy już mieć bombę atomową, wciąż niedokończony gazoport oraz niezależność energetyczną dzięki hałdom zalegającego wszędzie węgla, to nie przypuszczam, by ktokolwiek nam podskoczył. Zwłaszcza że premier Szydło podczas smutnawej Barbórki złożyła obietnicę, że rząd, by ratować zadłużone kopalnie, za 1,6 mld zł wykupi zwały naszego czarnego złota. Czy rząd stać na taki wydatek? Oczywiście, że nie, i rząd to wie. Na spełnienie najważniejszych obietnic wyborczych i tak brakuje mu 60 mld zł, to co mu robi dodatkowe 1,6 mld? Jest tylko niewielki problemik, o którym napisała „GW”: węgiel ten stanowi w większości zabezpieczenie bankowych długów kopalń lub został sprzedany przedsiębiorstwom energetycznym. Na hałdach można więc najwyżej posadzić św. Barbarę z biało-czerwoną chorągwią – niech co godzinę odśpiewa jedną zwrotkę hymnu narodowego. Będzie bardzo patriotycznie. Ale najpatriotyczniej będzie, gdy się okaże, że wszystkie te św. Barbary są z rodziny Radia Maryja, a każda trzymana przez nie flaga ma wszyty rąbek z chorągwi Jagiełły spod Grunwaldu. I jak wtedy ten węgiel, którego święte relikwie naszych dziadów strzegą, oddać obcym bankom?

A skoro już znaleźliśmy się pod Grunwaldem, czyli w średniowieczu. Z przekazów historycznych wiadomo, że całe polskie i litewskie rycerstwo, które pokonało krzyżacką potęgę, zostało poczęte w sposób naturalny. Bóg dał dzieci i Bóg dał zwycięstwo. Będziemy się tego trzymać i dziś, a nie rozglądać się za hutami szkła i ciekłym azotem. Może dlatego nowy minister zdrowia zakończył rządowy program finansowania in vitro, na który „szkoda pieniędzy”. Ot tak tylko, dla porządku, przypomnę, że przez trzy lata program ten kosztował ok. 300 mln zł. Tymczasem za religię w szkołach płacimy księżom 1,15 mld w ciągu roku.

W ramach powrotu do zwycięskiego średniowiecza minister Radziwiłł zaproponował Narodowy (bo jakżeby inny) Program Prokreacji – „prostszy, tańszy, bardziej efektywny i niebudzący emocji etycznych”. Zamiast do lekarza będzie się chodziło na płatne kursy prowadzone przez szkolonych przez Kościół instruktorów. Każda para dostanie na zakończenie samoprzylepne naklejki-dzidziusie – czerwone, zielone i białe – by mogła umieścić je na wykresie płodności. Szczegóły pominę. Dzieci urodzone z takich naklejek na pewno nie będą gorsze od Zawiszy Czarnego. I jeszcze raz zapytam: kto nam podskoczy?

Opisane przeze mnie przykłady „dobrej zmiany” czyta się jak dziennik deliryka. Niestety, jest to polityczny program bezkarnego w swej nieodpowiedzialności prezesa PiS. Jego zielony dzidziuś-naklejka Joachim Brudziński mówi: „My się nie cofniemy, bo zaufali nam Polacy. Zostaliśmy wybrani przez naród”. A ja tylko czekam na tę chwilę, gdy naród zrozumie, co zrobił.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną