Tomasz Arabski: kozioł smoleński

Wróg publiczny
Ruszył proces Tomasza Arabskiego, oskarżonego w sprawie katastrofy smoleńskiej.
W 2007 r. został szefem Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Nie wzbudziło to zachwytu w Platformie.
Adam Chełstowski/Forum

W 2007 r. został szefem Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Nie wzbudziło to zachwytu w Platformie.

Donald Tusk i Tomasz Arabski na stopniach rządowego tupolewa
Radek Pietruszka/PAP

Donald Tusk i Tomasz Arabski na stopniach rządowego tupolewa

audio

AudioPolityka Joanna Podgórska Ryszarda Socha - Wróg publiczny

[Artykuł ukazał się w tygodniku POLITYKA 23 lutego 2016 roku]

Jeszcze niedawno był jednym z najbardziej wpływowych ludzi w Polsce. Niedługo ma stanąć przed sądem, oskarżony w sprawie katastrofy smoleńskiej. I pewnie nie będzie to ostatni proces Tomasza Arabskiego.

Miło cię jeszcze widzieć na wolności – żartują znajomi na powitanie. Jemu samemu nie jest specjalnie do śmiechu. Mimo przekonania, że sprawa w wymiarze prawnym wydaje się dość oczywista, ma świadomość, że czeka go sądowa droga przez mękę.

Sprawa dotyczy organizacji lotu do Smoleńska. Akta liczą blisko 200 tomów. Prokuratura wykonała gigantyczną pracę, przesłuchała setki świadków, zgromadziła dziesiątki ekspertyz. I trzykrotnie umarzała śledztwo. Stwierdzono błędy i zaniedbania w organizacji lotu, ale prokuratorzy uznali, że nie wyczerpują one znamion przestępstwa i nie wystarczą do postawienia zarzutów. Prywatny akt oskarżenia wnieśli członkowie rodzin pięciu ofiar katastrofy. Zarzucają urzędnikom, że nie dopełnili obowiązków służbowych (art. 231 k.k.), co miało wpłynąć na bezpieczeństwo lotu. Grozi za to do trzech lat pozbawienia wolności. Sąd uznał, że nie może umorzyć sprawy bez oceny dowodów.

W sytuacji prywatnego, czyli tzw. subsydiarnego, aktu oskarżenia to pokrzywdzeni mają wybór, kogo chcą oskarżyć. Wybrali urzędników Kancelarii Premiera i polskiej ambasady w Moskwie. Kancelaria Prezydenta ich nie interesowała – mówi mec. Jacek Dubois, który jest obrońcą jednego z pracowników ambasady.

Przed sądem ma stanąć pięć osób. Troje pracowników Kancelarii Premiera i dwoje z ambasady. Przy czym wiadomo, że główną zwierzyną łowną jest Tomasz Arabski. Pozostała czwórka dostała rykoszetem. Główny zarzut wobec Arabskiego dotyczy tego, że nie złożył zamówienia zgodnego z instrukcją HEAD, która reguluje loty najważniejszych osób w państwie. On sam podkreśla, że nie odpowiadał za ten lot, nigdy nie zajmował się organizowaniem prezydenckich wizyt. – Wierzę w wymiar sprawiedliwości – deklaruje Tomasz Arabski. – Przecież nawet w czasach PRL zdarzało się, że zapadały wyroki zgodne z prawem, a nie tylko z oczekiwaniami partyjnymi.

Z papieżem i z cygarem

Zanim Arabski trafił do polityki, zajmował się dziennikarstwem. Anna Rembas, dziś dziennikarka Radia Gdańsk, wspomina, że po raz pierwszy zetknęła się z nim w 1990 r., gdy stawiał pierwsze kroki w katolickim Radiu Plus w Gdańsku. – Był rzutki, szybki, bardzo sprawny, jeśli chodzi o kwestie techniczne, ale nie tylko. Umiał na przykład w kilku trafnych zdaniach streścić uzasadnienie sądowe. Zwierzę radiowe. Jego atutem była także znajomość angielskiego i hiszpańskiego – opowiada.

Za pierwszego promotora jego kariery uchodzi abp Tadeusz Gocłowski, któremu przypisywano duży wpływ na decyzje kadrowe w Trójmieście. – W pewnym momencie, gdy Arabski był reporterem Radia Zet, Gocłowski otoczył go opieką, bo go po prostu polubił jako człowieka – wspomina Witold Bock, przed laty sekretarz prasowy arcybiskupa. Nie bez znaczenia był też pewnie fakt, że Arabski bardzo serio traktował swoją religijność. Był członkiem Krajowej Rady Katolików Świeckich. Jako najmłodszy Polak został odznaczony przez Jana Pawła II medalem Pro Ecclesia et Pontifice. Delegowano go do relacjonowania papieskich pielgrzymek. Jako reporter Zetki był w 1998 r. na Kubie podczas wizyty papieża. Witold Bock waletował u niego wtedy w pokoju hotelowym. To był hotel, który zagrał w „Ojcu chrzestnym 2”. Wieczorami Bock z Arabskim wylegiwali się na wielkich materacach w hotelowym basenie, paląc pierwsze w życiu cygara, żeby poczuć się częścią tamtego świata.

Z Zetki Arabski wrócił do Radia Plus, ale już jako szef gdańskiego oddziału. – Przyjmował mnie do pracy i był pierwszym nauczycielem zawodu – wspomina Piotr Jacoń, dziś dziennikarz TVN24. – To był pionierski czas. Mała redakcja, siedzieliśmy wszyscy razem jak w kurniku. Panowała rodzinna, niekorporacyjna atmosfera. Arab był specyficznym szefem: emocjonalny, rozgestykulowany i chaotyczny. Notorycznie mylił nasze imiona, nie był w stanie zapamiętać, jak się nazywa jego sekretarka, ale był to też chaos twórczy. Pozwalał podwładnym się rozwijać.

Koledzy z Plusa wspominają, że często opowiadał, jak poznał swoją żonę Dorotę. To było na Kaszubach. Siedział z kolegą na murku, a ona – piękna blondynka z włosami do pasa – przechodziła obok. Jak się odwróci, to będzie moją żoną – powiedział do kolegi. Odwróciła się. Stworzyli bardzo tradycyjną rodzinę. On utrzymuje dom, ona zajmuje się czwórką dzieci.

Jedną jego pasją było radio, a drugą rodzina – wspomina Anna Rembas. – To się czuło. To nie było udawane. Gdy Arabski awansował na szefa całej sieci Radia Plus, rodzina przeniosła się z nim do Warszawy. Razem z ks. Kazimierzem Sową miał postawić na nogi podupadającą finansowo rozgłośnię. Zastali bidę z nędzą, nawet papieru do drukarek brakowało. Przed Bożym Narodzeniem zabrakło pieniędzy na pensje dla pracowników. Razem z ks. Sową wzięli kredyt na 100 tys. zł, żeby ludzie mieli coś na święta.

Dla niego to nie była łatwa decyzja, miał czwórkę dzieci na utrzymaniu – wspomina ks. Sowa. – Jest niesłychanie lojalny i traktuje ludzi serio. Był dziennikarskim ojcem chrzestnym dla wielu „niepokornych”, dla których stał się dziś wrogiem publicznym. Pracowali z nami Piotr Gociek, Piotr Gursztyn czy Marcin Wikło, a z drugiej strony Beata Tadla. I jakoś wszyscy się wtedy dogadywali.

Z tamtych czasów zachowała się anegdota, że Arabski ogłosił w Plusie listę piosenek zakazanych, na której figurowała m.in. „Dziewczyna szamana”. Według ks. Sowy rzecz zaczęła się od awantury, którą wszczął dziennikarz innego katolickiego radia, gdy na antenie Plusa usłyszał piosenkę Madonny i „Kołysankę dla nieznajomej” Perfectu. Dotąd robił raban, że to upowszechnianie treści, na które w katolickim radiu nie ma miejsca, aż Arabski stwierdził, żeby dla świętego spokoju je sobie darować. – „Dziewczynę szamana” z kolei ktoś puszczał w kółko i wszyscy już mieli tego dosyć – opowiada. Sam Arabski przyznaje jednak, że piosenka o kapłance diabła na antenie katolickiego radia go uwierała. To kreacja artystyczna, ale słowa są ważne – tłumaczy.

Singiel, ale z rodziną

Plus to był właściwie koniec przygody Arabskiego z radiem. Gdy stacja została zamknięta, wrócił na Wybrzeże i został naczelnym „Dziennika Bałtyckiego”. Dziennikarze wspominają, że zachowywał się niesztampowo. Idąc przeszklonym korytarzem, pukał w szybę newsroomu, wołając: widzę was. Więc nazwali go sanitariuszem psychiatryka. Jako naczelny chciał zrezygnować z prenumeraty „Nie” Jerzego Urbana, ale napotkał opór zespołu, który upierał się, że dziennikarze powinni czytać wszystko. Pewnego dnia zobaczyli, jak czyta „Nie” w swoim gabinecie. Ubrany w koszulkę z krótkim rękawem, bo był upał, i w zimowe rękawice. Gdy ktoś go spytał, dlaczego, odpowiedział, że nie chce brudzić sobie rąk. – Jego powołanie na naczelnego było jednak pewnym zaskoczeniem. Nie miał doświadczenia gazetowego. U nas był człowiekiem z zewnątrz, który wpadł na chwilę – wspomina Ryszarda Wojciechowska z „Dziennika Bałtyckiego”. – Mówiło się, że u nas ma przeczekać, aż się znajdzie coś innego.

Polityka interesowała go od zawsze i od zawsze był gdzieś w orbicie Donalda Tuska. Bywali obaj w Cotton Clubie, modnej na początku lat 90. gdańskiej knajpie, miejscu spotkań środowiska liberałów, i w siedzibie Fundacji Liberałów przy ul. Szerokiej. Tam powstawały gdańskie albumy Tuska w czasach, gdy był poza parlamentem. – Przyjaźnili się od dawien dawna – twierdzi Jacek Karnowski, prezydent Sopotu. – Według mnie Arab po cichu doradzał Tuskowi w sprawach medialnych.

Od dawien dawna spotykali się też na boisku, bo Radio Plus miało swoją drużynę, która grywała z drużyną polityków i samorządowców. – Bardziej ambitny niż uzdolniony piłkarsko – ocenia Arabskiego Andrzej Kowalczys, kapitan drużyny polityków. Teraz kopią piłkę sporadycznie, najczęściej w okolicy świąt. Tusk ostatni raz grał przed Bożym Narodzeniem, Arabski w sylwestra. – Na meczu była Telewizja Trwam i filmowała Arabskiego – relacjonuje Jacek Karnowski. – Przypuszczam, że na potrzeby przyszłych materiałów, jak zacznie się proces i polityczna rozgrywka przeciw niemu.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną