Oferta na pierwszy rok:

4 zł/tydzień

SUBSKRYBUJ
Osoby czytające wydania polityki

Wiarygodność w czasach niepewności

Wypróbuj za 24,99 zł!

Subskrybuj
Kraj

Wieczór z Andrzejem

Andrzej jednak odszedł.

Jakże dobrze pamiętam ten wieczór, kiedy siedzieliśmy z Andrzejem Żuławskim, Sophie Marceau i Basią na przyzbie naszego domu w Saacy-sur-Marne i zrywaliśmy jagody z winnicy tworzącej nad nami pozorny daszek. Potem oczywiście sąsiedzi, których wiejskim oczom nic nie ujdzie, przybiegli po autografy. Nic to nie zaszkodziło. Zapadała noc, zostaliśmy sami, a dusza wina śpiewała w butelkach. Nagle, dzisiaj, muszę sobie uprzytomnić, że to było tak dawno. I już się nie powtórzy. Zadzwoniłem do Kasi Merty – jego najbliższej przyjaciółki z kondolencjami. Powiedziała mi łamiącym się głosem: „Wiesz, gdzieś w głębi ducha chciałam wierzyć, że on jest nieśmiertelny”. Odłożyłem słuchawkę, w gruncie rzeczy ja tak samo myślałem.

Andrzej jednak odszedł. W niektórych pośmiertnych notatkach kwalifikowany jest jako „reżyser kontrowersyjny”. Do tej „kontrowersyjności” zaraz wrócimy. Nikt nie wydaje się jednak pamiętać, że był nie tylko reżyserem, ale również pisarzem, autorem ponad 20 powieści i zborów esejów. Gdyby pisał teksty, jakie trzeba, dobrze widziane i aktualnie w decydującym środowisku słuszne, miałby Nike parę razy z rzędu. Tyle że jemu na tym nigdy nie zależało.

Takie na przykład „Juki podróżne”. Jedna z najoryginalniejszych powieści w literaturze polskiej. Składa się z samych krótkich, oderwanych od siebie refleksji Żuławskiego i cytatów. Bardzo lubię: „Wyłaniam się z filmu (»L’important c’est d’aimer«) jak z karnych robót. Dwa miejsca tak mnie ogłupiają – Polska i film. Kiedy robię film, to jakbym był w Polsce, i odwrotnie...”. Z tym że nie jest to żaden klucz do książki, która nie jest ani o filmie, ani o Polsce, ani o autorze.

Polityka 9.2016 (3048) z dnia 23.02.2016; Felietony; s. 95
Reklama