A niech to jasny gwint!
Komu jak komu, ale wdowie po generale Kiszczaku można chyba wierzyć tak jak jemu samemu.

Trzeba też wierzyć prezesowi IPN, który na pierwszy rzut oka rozpoznał autentyczność ubeckich dokumentów i podpisów Lecha Wałęsy. Wprawdzie powiedział, że rozumie ludzi domagających się opinii choćby grafologów, ale dodał, że takie ekspertyzy zajęłyby za dużo czasu. Na razie zatem znalezisko udostępniono dziennikarzom i naukowcom, żeby się naród dowiedział. A potem żadne ekspertyzy nie będą już potrzebne.

I pomyśleć, że przez 319 miesięcy byliśmy dumni – no, oczywiście nie wszyscy – z odzyskania Polski i wolności.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną