Smród
Bardzo dawno temu, kiedy wszyscy w moim wieku mieli po 16 lat, kumpel mnie spytał: – Stasiek, czy ty wiesz, co to jest jednokąt ujemny?

Byłem na sto procent pewny, że mnie robi w konia, ale nie pękałem. – Jasiu, odpowiedziałem, a czy ty wiesz, że nieskończoność nie istnieje? Jasio rozdziawił dziób: – Jak to nie istnieje? To co jest dalej? – Nic, nieskończoność się kończy i już. Tylko to jest tak daleko, że nikt tam jeszcze nie doleciał i tego końca nie sfotografował. W ten sposób kombinując, już po dwóch tygodniach doszliśmy do wspaniałych rezultatów. Najczulej wspominam bryłę sprzecznie otwartą. Wejść do niej było łatwo, ale wyjścia żadnego nie było...

Że głupie i absurdalne? Właśnie o to chodziło, bo absurd zawsze mnie bawił. I nagle od stu dni przestał. Poszedłem do swojego lekarza. – Nie ma pana doktora – powiedziała pielęgniarka – został dyrektorem tej kopalni, co jest w upadku. Pojechałem do kopalni. Była zamknięta na cztery spusty. Górnicy mieli zebranie na zewnątrz. Właśnie swoje wystąpienie kończył poseł Sasin, który jeszcze raz podkreślił, że „Ida” to film dający „fałszywe wyobrażenie o tym, co działo się w Polsce w czasie drugiej wojny światowej”, bo przecież to Niemcy, a nie Polacy mordowali Żydów. Górnicy kiwali głowami i obiecywali, że powtórzą to żonom. Tylko jeden nie kiwał. Krzyknął: Dlaczego zamknęliście naszą kopalnię?

– Za to otwieramy kilkanaście nowych muzeów. Sybiru, Ziem Zachodnich, Kresów, Westerplatte, Żołnierzy Wyklętych… – odkrzyknął wysiadający właśnie z limuzyny wicepremier Gliński – musimy budować wspólnotę narodową i dowartościować nurty dotąd spychane na margines.

Górnicy słuchali i zapewniali, że nie powtórzą tego żonom. Nieoczekiwanie zza wielkiej hałdy węgla wyłonił się duet Szydło-Szyszko. Pani premier poinformowała zebranych, że ta właśnie, kolejna już hałda, stała się własnością Rady Ministrów, więc rząd czuje się na niej jak u siebie w domu. – Każdy z tu obecnych może sobie wziąć kawałek naszej narodowej kopaliny na pamiątkę. Zróbcie piękny prezencik waszym dzieciom z okazji 100 dni rządu – zachęcała Beata Szydło. To mówiąc, wyciągnęła z niebieskiej teczki zwój biało-czerwonej wstęgi, aby każdy mógł sobie przewiązać swoją bryłkę.

A co z pracą? – dał się słyszeć kolejny okrzyk z tłumu. Uciszył go minister Szyszko, który zszedł z hałdy, trzymając w ręku słoik. – Tu jest wasza praca – powiedział z uśmiechem. – Powąchajcie, co planuje Ministerstwo Środowiska. Postanowiliśmy zadbać o polskie miasta i wsie. Mój resort wkrótce przedstawi ustawę, która pozwoli Polakom żyć w atmosferze wolnej od uciążliwych zapachów. Smrodu po prostu. W całym kraju dokładnie wskażemy miejsca, gdzie i co może wydzielać woń i w jakim natężeniu. Wyszkolimy tysiące specjalistów, roboty będzie dla każdego na wiele lat. Żadnej aparatury nie potrzebujemy, wystarczą nosy. Trójki wąchaczy, zawsze idąc pod wiatr, przemierzą codziennie składowiska śmieci, gospodarstwa rolne oraz przedsiębiorstwa w całym kraju i ocenią, czy długo da się wytrzymać w takim zapachu, jaki właśnie badają. Na koniec dodam, że Puszczę Białowieską wytniemy z innych powodów.

Do tej pory największym natężeniem wydzielanego fetoru mogą się jednak poszczycić liczni rządowi politycy. Jacek Żalek na przykład, z partii Gowina Polska Razem, opluł wielotysięczne manifestacje KOD, maszerujące pod hasłem „My, naród” taką oto recenzją: „Jeżeli to jest naród, to rozumiem, że to jest ten naród, który miał krępującą przeszłość w SB i UB. Ale to nie jest naród polski”. Zapamiętajmy sobie te słowa.

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną