Kozak i Tatarzyn
Józef Piłsudski mawiał ponoć: „Inteligent w wojsku to podwójne nieszczęście: dla wojska i dla inteligenta”.

Z takiego punktu widzenia mianowanie przez Jarosława Kaczyńskiego ministrem obrony narodowej Antoniego Macierewicza byłoby posunięciem genialnym. Silne wojsko, którego korporacyjność niezwykle trudno złamać, jest zawsze niewygodne dla dążącego do pełni władzy cywila; o Macierewiczu mówi zaś vox populi, iż od kiedy pozwolono mu się bawić w Clausewitza, ostatecznie zwariował. Czyli dwa grzyby w jednym barszczu. Niestety, nie wydaje mi się, by tak było do końca. Oczywiście gonienie żołnierzy do apeli smoleńskich z okazji niemających jedna z drugą niczego wspólnego, awansowanie Misiewiczów, tworzenie jakichś gwardii republikańskich, czy jak kto zwał ten pomysł militaryzowania młodzieży, wreszcie projekt przywrócenia w szkołach przysposobienia obronnego, mogłyby nie świadczyć najlepiej o zrównoważeniu psychicznym i umysłowym ministra.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj