Do kogo naprawdę należy logo Solidarności

Solidarność®
Logo Solidarności to symbol, który kiedyś Polaków łączył, a teraz dzieli.
Piotr Duda nie wykupił praw do dziedzictwa Solidarności i nie może nikomu odebrać symbolu walki o wolność.
Agnieszka Morcinek/Agencja Gazeta

Piotr Duda nie wykupił praw do dziedzictwa Solidarności i nie może nikomu odebrać symbolu walki o wolność.

Piotr Duda w marcu ostrzegał w TVP Info, że pozwie do sądu i „puści w skarpetkach tych, którzy nadużywają znaku Solidarności”.
Marek Lapis/Forum

Piotr Duda w marcu ostrzegał w TVP Info, że pozwie do sądu i „puści w skarpetkach tych, którzy nadużywają znaku Solidarności”.

Działaczka związkowa Solidarności z Gdańska: – Kiedy Komisja Krajowa zawiadomiła prokuraturę, że do promocji warszawskiego Czarnego Protestu bezprawnie wykorzystano logo „S”, to wiele kobiet ze związku było zażenowanych. Przecież część z nas była na tych marszach. Prosiły, napisały list do wierchuszki związkowej, aby wycofali to doniesienie, ale „panowie uprawiają tam na górze politykę” i nie chcieli słuchać. Kiedy gdańska prokuratura odmówiła w końcu wszczęcia śledztwa w sprawie nieuprawnionego wykorzystania logo, odetchnęły. Śledczy nie dopatrzyli się znamion czynu zabronionego. Uzasadniali, że użycie znaku nie naraziło związku na utratę zaufania i nie zniesławiło go. Ale związek nie powiedział w tej sprawie ostatniego słowa. – Będziemy składać zażalenie na tę decyzję. Gdańska prokuratura budziła kontrowersje w wielu sprawach i nie możemy tak tego zostawić – mówi rzecznik „S” Marek Lewandowski.

Poszło o plakat, który pojawił się na transparentach. To praca „Niewidzialne kobiety Solidarności” chorwackiej artystki, feministki Sanji Iveković, przedstawiająca czarną sylwetkę kobiety w kowbojskim kapeluszu, z logo Solidarności w tle. To komentarz do męskiej perspektywy pisania historii i głos za tym, by przywrócić kobietom należne miejsce. Artystka dostała zgodę związku na wykorzystanie logo. Jej praca to parafraza plakatu z Garrym Cooperem „W samo południe”, z czerwcowych wyborów 1989 r., autorstwa Tomasza Sarneckiego. Związek nie ma prawa ani do plakatu Sarneckiego, ani do Iveković. Sarnecki nie chce komentować sprawy.

Prof. Ryszard Markiewicz, kierownik Katedry Prawa Własności Intelektualnej UJ, nie ma wątpliwości. – Związek ma prawa do swojego logo i tylko do niego. Logo to mogło być wykorzystane w charakterze cytatu na plakacie bez jego zgody. Związek nie może zatem przeciwstawiać się wykorzystaniu tego plakatu na przykład w czasie demonstracji.

Wartość malucha

Solidarność wymalował w sierpniu 1980 r. grafik Jerzy Janiszewski. Zainspirowany napisami na murach, gdzie przez wszystkie przypadki odmieniane było słowo Solidarność, namalował czerwoną farbą Solidarność, a z litery n wyprowadził biało-czerwoną flagę. Wielkie hasło „Solidarność zwycięży” napisane solidarycą wisiało za plecami Wałęsy i wicepremiera Jagielskiego, gdy podpisywali porozumienie sierpniowe. Zdjęcia obiegły cały świat i znak Janiszewskiego błyskawicznie stał się rozpoznawalnym symbolem.

W 1990 r. Janiszewski dowiedział się, że jego znak stał się dźwignią handlarzy wódki, papierosów, ręczników o nazwie „Solidarność”. Zgłosił się do władz związku, by oficjalnie uznali jego prawa. Za ile? To tajemnica handlowa, ale ktoś zapamiętał, że wypłacono Janiszewskiemu honorarium w wysokości ówczesnej wartości małego fiata. Później, kiedy zmieniło się prawo autorskie, prawnicy grafika znów zapukali do drzwi związku, by spisać nową umowę co do praw do znaku. – Wystąpili wtedy z dużym roszczeniem, straszyli, że odbiorą logo, i przejęcie praw majątkowych kosztowało nas wtedy sto kilkadziesiąt tysięcy złotych – relacjonuje osoba związana z władzami związku. W maju zeszłego roku związek zarejestrował znak towarowy Solidarność w Urzędzie Harmonizacji w ramach rynku wewnętrznego UE. Tym samym jego ochrona komercyjna obejmuje wszystkie kraje Unii.

Prof. Markiewicz wyjaśnia, co ta rejestracja oznacza. – Jeśli jakaś firma chce sprzedawać produkty lub świadczyć usługi firmowane tym znakiem, to musi starać się o zgodę związku. W przypadku protestów KOD czy Czarnego Protestu mamy jednak do czynienia z inną sprawą. Tu znak został wykorzystany jako symbol ruchu społecznego, a nie związkowego znaku towarowego. Tego rodzaju użycie znaku jest zgodne z prawem. Dodaje, że sąd powinien wziąć pod uwagę okoliczność, że w odbiorze społecznym było jasne, że za marszem nie stoi związek zawodowy, ale że logo symbolizuje tu ruch społeczny solidarności. Nie może więc być mowy o tym, że logo Solidarności na marszu narusza prawa związku.

Janiszewski sprzedał prawa majątkowe, ale osobiste prawa autorskie należą wciąż do niego. W sprawie Czarnego Protestu autor logo zabrał głos tylko raz, szybko i jednoznacznie. Oświadczył, że NSZZ ma prawo do korzystania ze znaku „Solidarność” w ramach statutowych oraz jego ochrony. Jednak jako autor nie zgadza się ze ściganiem i karaniem osób wykorzystujących znak w pokojowych, i w jego przekonaniu słusznych, demonstracjach na rzecz praw kobiet w Polsce. Napisał, że ten znak to „przede wszystkim symbol walki o wolność, o prawa człowieka, prawa obywatelskie” i cieszy się, że logo jeszcze reprezentuje te wartości.

Prof. Sławomir Witkowski, rektor ASP w Gdańsku, uważa, że wypowiedź autora „S” ma ważny aspekt moralny. Jednak kierownictwo związku nie chce tego prawa uznać. Marek Lewandowski, rzecznik związku, powtarza za to, że Janiszewski za ciężkie pieniądze sprzedał Solidarności wszelkie prawa do logo: – Autor ma prawo do opinii, ale jego głos nie jest wiążący.

Spotkamy się w sądzie

Piotr Duda, przewodniczący związku, w marcu ostrzegał w TVP Info, że pozwie do sądu i „puści w skarpetkach tych, którzy nadużywają znaku Solidarności”. Mówił, że czuje zażenowanie, widząc, jak w obecności lidera KOD Mateusza Kijowskiego Lech Wałęsa podpisywał flagę z napisem Solidarność. Duda twierdzi, że organizatorzy marcowej demonstracji w obronie legendy Solidarności, Wałęsy, przekroczyli granice prawa, używając logo „S” i odwołując się do idei związku. „Związek Zawodowy Solidarność jest właścicielem znaku graficznego. Myśmy to wykupili” – grzmiał przewodniczący w narodowej telewizji.

Jak na razie nikogo w skarpetach nie puścił, a pozew do sądu złożył tylko jeden. Związek wzywał już sztab wyborczy PO w 2009 r. podczas kampanii do europarlamentu do natychmiastowego zaprzestania emitowania spotu, w którym Platforma pokazała plakat z Cooperem. Sztab nie posłuchał i na groźbach się skończyło. Dwa lata później związek oburzył się na Andrzeja Celińskiego. W 2011 r. startował do Senatu, wykupił trzy billboardy, na których umieścił swoje archiwalne zdjęcie z czerwcowych wyborów z Lechem Wałęsą i logo „S”. Wszyscy solidarnościowi kandydaci mieli takie zdjęcie z Wałęsą. Na pomysł wpadł Bronisław Geremek i Andrzej Wajda. – Nie pozwali mnie do sądu. Odpowiedziałem im, że jeśli mówimy o duchowej własności znaku, to z całą pewnością mam do niego większe prawo aniżeli przywódcy obecnej Solidarności – mówi Celiński.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną