Kraj

Śledztwo cmentarne

Jak będą wyglądały ekshumacje ofiar spod Smoleńska

Ekshumowane w 2012 r. ciało ofiary katastrofy smoleńskiej, Ryszarda Kaczorowskiego, opuszcza świątynię Opatrzności Bożej na warszawskim Wilanowie. Ekshumowane w 2012 r. ciało ofiary katastrofy smoleńskiej, Ryszarda Kaczorowskiego, opuszcza świątynię Opatrzności Bożej na warszawskim Wilanowie. Wojciech Artyniew/SE / EAST NEWS
14 listopada ruszą ekshumacje ofiar katastrofy smoleńskiej. Jak się odbędą i dlaczego?
Trumny z ciałami ofiar katastrofy na lotnisku w Warszawie, 14 kwietnia 2010 r.KAncelaria Prezydenta RP/Wikipedia Trumny z ciałami ofiar katastrofy na lotnisku w Warszawie, 14 kwietnia 2010 r.
Kwiaty i znicze przy krzyżu papieskim złożone przez mieszkańców Warszawy w hołdzie ofiarom katastrofy, 10 kwietnia 2010 r.Agata Materowicz/Polityka Kwiaty i znicze przy krzyżu papieskim złożone przez mieszkańców Warszawy w hołdzie ofiarom katastrofy, 10 kwietnia 2010 r.

Dla prokuratora zwłoki, a także szczątki ludzkie to dowód rzeczowy. Człowiek, jego nazwisko i cierpienie znikają, pojawiają się za to bezosobowa kość piszczelowa, czaszka czy żebra, na których śledczy, a właściwie w jego imieniu medyk sądowy, szuka śladów zbrodni. Jeżeli je znajdzie, dowód w postaci ludzkich szczątków nabiera mocy procesowej.

Prokurator zarządził ekshumacje smoleńskie, bo szuka śladów zbrodni. Prokuratura Krajowa twierdzi, że przepisy Kodeksu postępowania karnego wręcz nakazują przeprowadzenie tej czynności, nie było innego wyboru. Powołuje się na art. 209 kpk: „Jeżeli zachodzi podejrzenie przestępnego spowodowania śmierci, przeprowadza się oględziny i otwarcie zwłok”. Ten zapis dotyczy jednak konieczności dokonywania sekcji zwłok bezpośrednio po śmierci ofiary. O ekshumacji mówi art. 210 kpk: „W celu dokonania oględzin lub otwarcia zwłok prokurator albo sąd może zarządzić wyjęcie zwłok z grobu”. Może, a nie musi. Skoro nie musi, a zarządza czynność, to znaczy, że po prostu jej chce.

Nieumyślny zamach terrorystyczny

Czego szukają prokuratorzy w smoleńskich grobach? Prowadzą śledztwo w sprawie „nieumyślnego spowodowania katastrofy w ruchu powietrznym”. Po likwidacji pionu wojskowego prokuratury przejęła je Prokuratura Krajowa. Powołano grupę nazwaną Zespołem Śledczym nr 1. Nadzór nad tym zespołem pełni zastępca prokuratora generalnego Marek Pasionek, a grupą kieruje prok. Marek Kuczyński.

Zespół nr 1 bada trzy hipotezy. Pierwsza, czyli doprowadzenie do katastrofy w wyniku błędu, niedopełnienia obowiązków albo przekroczenia uprawnień. Druga – zaistnienie katastrofy w następstwie okoliczności niezależnych. I wreszcie trzecia hipoteza, w tym przypadku kluczowa: doprowadzenie do katastrofy przez celowe działanie innych osób. Konkretnie chodzi o zamach terrorystyczny. To dziwne, że w śledztwie dotyczącym nieumyślnego spowodowania katastrofy badany jest wątek ewentualnego zamachu. Powinien być wyłączony do osobnego postępowania. Nie ma przecież nieumyślnych zamachów terrorystycznych.

W informacji, jaką dostały w czerwcu rodziny ofiar, tak opisano różne możliwe wersje domniemanego zamachu. Mógł być dokonany przy użyciu środków konwencjonalnych (np. materiał wybuchowy lub wystrzelony pocisk?) albo niekonwencjonalnych (sztuczna mgła?). Mógł wynikać z zamierzonego działania personelu naziemnego w Warszawie (ktoś podłożył bombę z opóźnionym zapłonem lub uszkodził samolot?). Albo z zamierzonego działania kontrolerów lotu w Smoleńsku (fałszywe komunikaty?). Zamach przygotowano podczas remontu samolotu w rosyjskich zakładach (zamiast naprawiać zepsuto?). I wreszcie, zamachu dokonali członkowie załogi (celowo rozbili maszynę?) lub ktoś, kto wywarł na załogę presję (ciekawe, kogo ma na myśli prokuratura?).

Ekshumacje i sekcje zwłok mają na celu, jak twierdzi prokuratura, ustalić „przyczyny i mechanizm zgonów” ofiar katastrofy oraz określić rodzaj doznanych obrażeń. Prokurator Robert Bednarczyk z Zespołu nr 1 w postanowieniu o dopuszczeniu dowodu z opinii biegłych z zakresu medycyny sądowej bez ogródek tłumaczy, że badania szczątków ofiar pozwolą stwierdzić, czy ich obrażenia powstały „w miejscu i czasie zaistnienia katastrofy lotniczej”. Wynika z tego, że dociekliwi prokuratorzy dopuszczają ewentualność już kiedyś sugerowaną przez Antoniego Macierewicza, że przynajmniej niektóre ofiary katastrofę przeżyły i zostały zamordowane później.

Prokuratorzy mają nadzieję, że sekcje pozwolą stwierdzić, czy obrażenia ofiar powstały z powodu „uderzenia statku powietrznego o powierzchnię ziemi i fragmentacji podzespołów konstrukcyjnych samolotu bądź przedmiotów znajdujących się na pokładzie”. Bez ekshumacji i sekcji nie są tego pewni? Robert Bednarczyk w uzasadnieniu postanowienia cytuje co prawda art. 168 kpk („fakty powszechnie znane nie wymagają dowodu”), ale uważa, że okoliczności śmierci członków załogi i pasażerów prezydenckiego samolotu nadal są niejasne. Prokurator nie podważa faktu, że doszło do uderzenia maszyny o ziemię, ale zakłada, że mogło to nastąpić z powodu „eksplozji materiałów wybuchowych, łatwopalnych, albo innego gwałtownego wyzwolenia energii”. Pisze więc, że badanie zwłok pozwoli stwierdzić, czy obrażenia ofiar powstały w wyniku zamachu. W końcu do udziału w sekcjach zaangażowano międzynarodowe grono ekspertów i medyków sądowych. Ale po otwarciu trumien nawet najlepsi specjaliści mogą okazać się bezradni, zważywszy, co znajdą po sześciu latach od pochówku.

Brońcie ich przed zbezczeszczeniem!

Do zespołu biegłych powołano sześciu zagranicznych medyków sądowych. Oto ich lista: prof. Silke Grabherr, dr Tony Fracasso i dr Fabrice Dedouit z Uniwersyteckiego Centrum Medycyny Sądowej w Lozannie i Genewie; prof. Duarte Nuno Vieira z Uniwersytetu Coimbra w Portugalii; prof. Peter Leth i prof. Peter Knudsen z Uniwersytetu Odensee w Danii. Ten ostatni zastąpił prof. Guya Rutty z Uniwersytetu w Leicester (Wlk. Brytania), którego powołano początkowo, ale poprosił o skreślenie z listy biegłych w powodów „osobistych i zawodowych”.

Listę uzupełnia ośmiu specjalistów krajowych z uniwersyteckich zakładów medycyny sądowej w Krakowie, Lublinie, i Warszawie.

Mają uczestniczyć w sekcjach 83 ofiar katastrofy. 10 kwietnia 2010 r. zginęło co prawda 96 osób, ale dziewięć sekcji przeprowadzono już wcześniej, a cztery ciała na życzenie rodzin spopielono. W sekcjach z 2012 r. uczestniczyli m.in. eksperci z Wrocławia. Przeprowadzono je na wnioski rodzin, które chciały potwierdzenia, że w trumnach faktycznie znajdują się ciała bliskich. W trzech grobach zwłoki były pomylone. Zamiast Anny Walentynowicz pochowano Teresę Walewską-Przypiałkowską, zwłoki Ryszarda Kaczorowskiego zamieniono ze szczątkami Tadeusza Lutoborskiego, a Ryszarda Rumianka ze Zdzisławem Królem. Nie stwierdzono pomyłki w przypadku ciał Zbigniewa Wassermanna, Przemysława Gosiewskiego i Janusza Kurtyki. Przeprowadzono nie tylko badania genetyczne, ale też oględziny zwłok dotyczące odniesionych obrażeń, śladów eksplozji i pobrano materiał do badań toksykologicznych. Nie stwierdzono innych przyczyn zgonów od tych już znanych. Obrażenia były typowe dla ofiar wypadków lotniczych. Liczne złamania kości i rozczłonkowanie części ciał. Śladów materiałów wybuchowych nie znaleziono. Nie stwierdzono też, że badane osoby zostały zastrzelone albo otrute.

Rodziny 17 ofiar katastrofy smoleńskiej nie chcą, aby odkopywano groby ich bliskich i zakłócano spokój zmarłych. Wystosowały w tej sprawie petycję podpisaną przez 238 osób. „Apelujemy do hierarchów Kościołów, których kapłani odprowadzali naszych Ukochanych na cmentarze: brońcie ich grobów przed zbezczeszczeniem! Apelujemy do ludzi władzy: nie pozwólcie, aby dokonał się ten akt, któremu sprzeciwiają się nasze serca! Apelujemy do wszystkich ludzi dobrej woli z prośbą o pomoc!”.

Kościół katolicki nie zajął w sprawie ekshumacji jednoznacznego stanowiska. Hierarchowie wspominają co prawda, że nie powinno się postępować wbrew woli rodzin ofiar, ale jeżeli tak stanowi prawo, to nie ma wyjścia. Prokuratury zaś żadna petycja nie wzrusza. Ekshumacje odbędą się w zaplanowanym terminie i będą dotyczyć wszystkich wskazanych w postanowieniu grobów.

Cena ekshumacji

Ekshumacje przeprowadza się w Polsce w tzw. okresie zimowym, między 16 października a 15 kwietnia, we wczesnych godzinach rannych. W wyjątkowych, wymagających natychmiastowej reakcji sytuacjach zdarzają się odstępstwa od tej reguły. Nadzór nad otwieraniem grobów i wyjmowaniem trumien pełni właściwy powiatowy inspektor sanitarny. Ekshumacji musi towarzyszyć przedstawiciel zarządu cmentarza i ekipa grabarzy. Jeżeli otwarcie grobu następuje na życzenie prokuratury lub sądu, na miejscu musi być prokurator i przeważnie technik kryminalistyki. Teren zabezpieczają policjanci.

Podczas ekshumacji mogą asystować członkowie rodzin osób zmarłych oraz wskazani pełnomocnicy prawni. Na życzenie rodzin w czynności może brać udział ksiądz właściwego wyznania. Pierwszą ekshumację planuje się przeprowadzić na Wawelu, gdzie zostanie otwarty grobowiec pary prezydenckiej. Zdzisław Sochacki, proboszcz tamtejszej katedry, zapowiada, że będzie asystował czynnościom, modlił się i pilnował, aby nie doszło do zniszczenia krypty.

Po wyjęciu z grobów trumny zgodnie z procedurą zostaną włożone do drewnianych skrzyń i umieszczone w workach z tworzywa sztucznego. Do poszczególnych zakładów medycyny sądowej zostaną przewiezione specjalistycznymi pojazdami do przewozu zwłok, prawdopodobnie karawanami zamówionymi w firmach pogrzebowych. Tam oględzinami szczątków zajmą się medycy sądowi pod nadzorem prokuratora i w obecności protokolanta. Cała czynność zostanie utrwalona kamerą i opisana w protokole. Po sekcji szczątki ponownie trafią do trumien i zostaną odwiezione na cmentarze. O ile rodziny nie zdecydują inaczej, złożone będą do tych samych grobów, z których je wcześniej wyjęto. Po sześciu latach pod ziemią trumny mogą być w złym stanie, wtedy konieczna będzie ich wymiana na nowe, prawdopodobnie na koszt Skarbu Państwa, chociaż przepisy tego nie regulują.

Operację wyjęcia z grobów 83 trumien, sekcji zwłok i ponownego pochówku sfinansuje z budżetowych pieniędzy prokuratura. Koszt ekshumacji z grobu ziemnego osoby pochowanej do 10 lat wcześniej wynosi ok. 2200 zł. Jeżeli grób jest pogłębiony, cena sięga 2600 zł. Przełożenie szczątków do innej trumny kosztuje 500 zł. Do tego dochodzą koszty transportu. Zaplanowane ekshumacje będą kosztować od 250 do 300 tys. zł. Znacznie kosztowniejsze będą sekcje zwłok i wydane na podstawie oględzin ekspertyzy biegłych, tym bardziej że zaangażowano specjalistów z renomowanych zagranicznych uczelni. To już mogą być koszty sięgające wielu milionów złotych.

Jak mówi ks. Andrzej Luter, ponownemu złożeniu zwłok w grobach na życzenie rodzin może towarzyszyć ceremoniał pogrzebowy włącznie z ponowną mszą żałobną. Nie jest jednak jasne, kto za drugi pogrzeb będzie musiał zapłacić. Prawdopodobnie ten wydatek obciąży rodziny zmarłych.

Do urny nie zajrzą

Otwartą kwestią pozostają efekty zaplanowanych ekshumacji. (Poza spodziewanymi efektami „natury politycznej”; wśród nich wymienia się m.in. ponowny uroczysty pogrzeb pary prezydenckiej, nagłaśnianie ewentualnych pomyłek w pochówkach ofiar, a nawet możliwość preparowania dowodów na zamach). Co można znaleźć na szczątkach ludzkich po sześciu latach od pochówku? Według warszawskiego specjalisty medycyny sądowej raczej wątpliwe jest, aby dało się potwierdzić lub zaprzeczyć teorii zamachu. – Ślady materiałów wybuchowych zostają przez jakiś czas na odzieży ofiar, ale w tym przypadku zmarłych pod Smoleńskiem chowano przecież w innych ubraniach i obuwiu niż te, w których odbywali lot – mówi i prosi o anonimowość. – Nie wiem, czy nie zostanę dokooptowany do grona biegłych w tej sprawie. Lepiej nie błyszczeć w mediach.

Szef Zakładu Medycyny Sądowej Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego w Szczecinie prof. Mirosław Parafiniuk nie ma takich obaw, bo jego placówkę ominęły wskazania prokuratury. – Po sześciu latach niewiele można znaleźć – mówi. – Niekiedy zostaje tylko szkielet, a wtedy można jedynie ustalić, jak w przypadku zbrodni katyńskiej, wlot i wylot kuli albo charakter odniesionych urazów.

Jednym z celów ekshumacji mają być badania toksykologiczne, czyli zbadanie, czy ofiar katastrofy nie otruto albo nie odurzono środkami chemicznymi. Jak mówi prof. Parafiniuk, trucizny przechowują się w ludzkich szczątkach różnie. Arsen i jego pochodne mogą przetrwać wiele lat, ale alkaloidy, na przykład strychnina, znikają szybko.

Jeden z prokuratorów mówi nam, że gdyby miał podejrzenia, iż doszło do zamachu, to nawet wiedząc, że po sześciu latach szanse na znalezienie dowodów w grobach są minimalne, też podjąłby decyzję o przeprowadzeniu ekshumacji wszystkich ciał. – Taka jest pragmatyka zawodowa, nie można przeprowadzać czynności wybiórczo – mówi. – Problem polega jednak na tym, że prokuratorzy zajmujący się teraz tym śledztwem nie mają nawet najmniejszego dowodu wskazującego na zamach. Dobrze znają przyczyny katastrofy i powody, dla których 96 osób straciło życie.

Ekshumacje zwłok po wielu latach od pochówku dokonywane na zlecenie prokuratury zdarzają się rzadko i są podyktowane pojawieniem się nowych okoliczności. Tak było w Hajnówce, gdzie prokurator zarządził ekshumację mężczyzny, który, jak sądzono, zmarł w wyniku wypadku. Po latach jego syn złożył zeznanie, że ojca zabiła matka, uderzając go w głowę drewnianym polanem. Po wydobyciu zwłok biegli orzekli, że na czaszce ofiary pozostał trwały ślad od uderzenia. Na tej podstawie prokurator oskarżył żonę denata, a sąd ją skazał.

Wielkie emocje wzbudziła w 2010 r. ekshumacja Krzysztofa Olewnika, ofiary słynnego porwania dla okupu. Przeprowadzono ją, aby potwierdzić, że to na pewno jego szczątki znajdują się w grobie. Prokuratura uznała, że jest taka konieczność, bo biegła z Olsztyna, która na podstawie badania DNA ustaliła jego tożsamość, popełniła kardynalne błędy w sztuce.

Jednym z wymienianych przez prok. Roberta Bednarka z Zespołu Śledczego nr 1 celów zaplanowanych ekshumacji jest ponowne ustalenie tożsamości ofiar. Przyjęto bowiem za pewne, że rosyjscy biegli dokonujący sekcji zaraz po katastrofie popełnili wiele pomyłek. Tożsamość ofiar katastrofy jest w gruncie rzeczy istotna dla ich rodzin. Dla prokuratora nie ma znaczenia, kto leży w jakim grobie. Miałoby to znaczenie jedynie w przypadku, gdyby podejrzewał, że pochowano szczątki osób nielecących feralnym samolotem, a prawdziwe ofiary gdzieś ukryto. Na razie o takiej hipotezie nie było mowy, chociaż w tej sprawie można spodziewać się jeszcze niejednej sensacyjnej teorii.

Rodziny 17 ofiar smoleńskich nie chcą otwierania grobów ich bliskich i sprawdzania, czy nie pomylono ciał. Po tylu latach pragną jedynie, aby nad trumnami zapadła wreszcie cisza. Zapowiadają, jak Paweł Deresz, mąż Jolanty Szymanek-Deresz, zaskarżenie postanowienia prokuratury do sądów. Niektóre z rodzin zastanawiają się, czy jeżeli, mimo wszystko, dojdzie do ekshumacji, po zakończeniu czynności nie spopielić szczątków. – Przecież za jakiś czas prokuratorzy mogą znów wpaść na szatański pomysł, aby ponownie przeprowadzić oględziny i znów sprofanować zwłoki bliskiej mi osoby – mówi jeden ze smoleńskich wdowców. – A do urny z prochami nie zajrzą, bo i po co.

Polityka 46.2016 (3085) z dnia 07.11.2016; Polityka; s. 14
Oryginalny tytuł tekstu: "Śledztwo cmentarne"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Ludzie i style

Jak amerykańskie flippery z Francji do Polski trafiły

Flippery, czyli zręcznościowe, elektromechaniczne maszyny do grania, były kiedyś obowiązkowym elementem wyposażenia w barach, hotelach i... nocnych klubach. O ich losach opowiada Marek Jasicki, który importował je z Francji do Polski.

Łukasz Dziatkiewicz
15.09.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną