Wzloty i upadki Marcina Dubienieckiego

Przypadki Marcina D.
Mówi się, że jak spadać, to z wysokiego konia. Mecenas Dubieniecki od ponad roku spada na naszych oczach. To go musi boleć. Ale swój problem z nim mają też Jarosław i Marta Kaczyńscy.
Gdynia, sierpień 2015 r., zatrzymanie Marcina Dubienieckiego przez agentów CBA
Łukasz Dejnarowicz/Forum

Gdynia, sierpień 2015 r., zatrzymanie Marcina Dubienieckiego przez agentów CBA

Marta i Marcin z dziećmi oraz Jarosław. Jeszcze wszyscy razem.
Adam Chełstowski/Forum

Marta i Marcin z dziećmi oraz Jarosław. Jeszcze wszyscy razem.

Zawsze wyznaczał sobie ambitne cele, nie interesowało go średniactwo. I sam dokonywał wyborów. W czasach szkolnych wraz z rodzicami mieszkał w Kwidzynie. Ojciec, w PRL funkcjonariusz departamentu II MSW i działacz PZPR, a potem adwokat, prowadził w tym niewielkim mieście kancelarię prawną. Jak pisała Bianka Mikołajewska (POLITYKA 30/10 – „Premier z Kwidzynia”), mały Marcin, mając do wyboru naukę albo grę w bilard, wybrał bilard. Chciał zostać zawodowcem i wyłącznie wygrywać. Klub bilardowy prowadziła jego mama, tam zaczynał. Kiedy wdrapał się na wyższy poziom, ojciec woził go już na turnieje po całej Polsce. Cierpiała na tym edukacja, rodzice obawiali się, że trafi do zawodówki i to będzie szczyt jego szkolnych dokonań. Ale w końcu chyba zrozumiał, że w bilardzie świata nie zawojuje.

Przyłożył się do nauki i za namową ojca skończył wydział prawa. Drogę życiową miał już wtedy jasno wytyczoną. Zostanie adwokatem jak tata.

Łącznik między SLD a PiS

Studiował na jednym roku z Martą Kaczyńską, ale zainteresował się nią dopiero, kiedy w 2006 r. oboje wzięli udział w szkoleniu dla aplikantów adwokackich. – Była wtedy w separacji z Piotrem, swoim, tak to nazwę, studenckim mężem. I zakochała się w Marcinie od pierwszego wejrzenia, tak się czasem zdarza – wspomina bliska znajoma Marty Kaczyńskiej. – On też mówił o miłości, ale jak dzisiaj na to patrzę, mocno wątpię. Dla niego Marta była po prostu dobrą partią, córką prezydenta.

Lech Kaczyński już od roku zajmował wtedy Pałac Namiestnikowski. – Kiedy Marcin oznajmił, że zostanie zięciem prezydenta, uśmiałem się jak norka, ale on wcale nie żartował – opowiada prawnik z Gdańska, kolegujący się przed laty z Dubienieckim. – Myślę, że miał już wtedy plan, jak na plecach teścia zbudować własną karierę.

Ślub Marty i Marcina odbył się bez rozgłosu. Uroczystość cywilna, z udziałem najbliższej rodziny. Ale bez brata prezydenta. Dubieniecki tłumaczył potem w wywiadach prasowych, że Jarosław Kaczyński nie był na ślubie wyłącznie dlatego, że poprzedniego dnia późno wrócił z Lizbony i natychmiast zajął się opieką nad chorą matką. Ale z otoczenia prezesa PiS dobiegały głosy, że ten celowo nie pojawił się na ślubie bratanicy. Nie akceptował jej partnera.

Dubieniecki był dla braci Kaczyńskich kłopotliwym nabytkiem głównie z powodu życiorysu ojca. Marek Dubieniecki, trochę na wyrost nazywany przez media baronem SLD, do dzisiaj działa w tej partii, jest przewodniczącym Wojewódzkiego Sądu Partyjnego na Pomorzu. Zna w Sojuszu wszystkich możnych. Marcina od dziecka wprowadzał na partyjne salony, zabierał ze sobą do Warszawy na spotkania z najważniejszymi politykami, z prezydentem Aleksandrem Kwaśniewskim na czele. Dubieniecki jr miał bliskie relacje z byłym premierem, dziś już nieżyjącym Józefem Oleksym. Z Grzegorzem Napieralskim (dawniej SLD, dzisiaj senator PO) do dzisiaj jest na ty, a „mój serdeczny znajomy”, jak ujawnił w jednym z wywiadów, były minister skarbu w rządzie SLD Wiesław Kaczmarek to dla niego, jak przyznawał w mediach, guru w sprawach gospodarczych.

Chciał być swoistym łącznikiem między SLD a PiS. „W SLD jest grupa ludzi, która mogłaby stworzyć koalicję z PiS, a w PiS są chętni do koalicji z SLD” – mówił przed wyborami parlamentarnymi w 2011 r. Prawdopodobnie to pod jego wpływem podczas kampanii wyborczej Jarosław Kaczyński niespodziewanie przeszedł na inną retorykę wobec byłych członków PZPR, działających potem w SLD. Nazwał ich patriotami, wypowiedział się ciepło o Józefie Oleksym.

Stosunki Marcina Dubienieckiego z Jarosławem Kaczyńskim od zawsze fascynowały media. On sam umiejętnie tworzył obraz wyjątkowych więzi łączących go ze stryjem, jak nazywał brata swojego teścia. „Mam bardzo dobre relacje z Jarosławem Kaczyńskim, czego boją się niektórzy działacze PiS” – oznajmił w wywiadzie dla „Angory”. I dalej: „Jarosław Kaczyński to jedyny polityk, któremu nic nie można zarzucić”. Albo: „Jako jedyny ma pomysł na Polskę i nie ma drugiego tak wyrazistego polityka w kraju. Jedyną »wadą« Jarosława Kaczyńskiego jest to, że zawsze mówi prawdę”.

Natomiast w drugą stronę sygnały o wyjątkowych relacjach nie płynęły. Prezes PiS nigdy nie wypowiadał się o Dubienieckim. Kiedy mąż bratanicy towarzyszył mu w publicznych miejscach, nie zaszczycał go nawet spojrzeniem. – Jarosław go zwyczajnie, po ludzku, nie lubił – mówi Hanna Foltyn-Kubicka, przyjaciółka Lecha i Marii Kaczyńskich, była eurodeputowana z ramienia PiS. – Nie lubił? On go wprost nie trawił, ale traktował jako zło konieczne – dodaje inny polityk z otoczenia prezesa.

Dubieniecki dobrze odczytywał niechętne mu nastroje panujące w środowisku bliskim braciom Kaczyńskim. „PiS nie darzy mnie sympatią, ale proszę się nie martwić, albowiem PiS nie jest całym moim życiem” – wyznał jednej z gazet. Kadry partyjne omijał szerokim łukiem, za to lgnął do osób z otoczenia prezydenta Kaczyńskiego, pracowników jego kancelarii. To o nich powiedział w 2011 r.: „Mam wielu serdecznych przyjaciół, bardzo bym chciał, aby wrócili do polityki i poszli pod szyldem SLD, chociaż byli związani z Lechem Kaczyńskim”. Akurat ta wizja Marcina Dubienieckiego nigdy się nie ziściła. Podobnie jak jego plany zaistnienia w wielkiej polityce.

Indagowany przez dziennikarzy, jaką widzi dla siebie rolę do odegrania w polityce, odpowiadał niejasno, że na razie tam się nie pcha, ale czeka na swój czas, no, chyba że dostanie „jedynkę” na pomorskiej liście PiS do Sejmu. Twierdził, że takie miejsce mu się należy, bo miałby najlepszą ofertę dla wyborców. Nigdy jej jednak nie sformułował, bo „jedynki” mu nie przyznano. Być może dlatego zmienił retorykę i oświadczył, że jeżeli kiedykolwiek miałby zaangażować się politycznie, to nie w roli szeregowego posła. Ma swoje ambicje polityczne i w przyszłości mógłby zostać ministrem gospodarki. Nie wykluczał objęcia teki premiera, bo „każdy, kto chce się poważnie zająć polityką, dąży do bycia premierem”. Uważał, że to nie jest nierealne.

Wielokrotnie podkreślał, że interesuje go gospodarka, a w szczególności energetyka. Miesiąc po katastrofie smoleńskiej pojechał z oficjalną delegacją (m.in. z Jackiem Sasinem) do gruzińskiego Batumi, aby wziąć udział w uroczystości nadania jednej z ulic imienia Marii i Lecha Kaczyńskich. Wygłosił przemówienie, którego lwią część poświęcił problemom energetycznym.

Był już wtedy adwokatem prowadzącym własną kancelarię i specjalizował się w sprawach dotyczących obrotu gospodarczego, chociaż nie stronił też od klientów z zarzutami natury kryminalnej. Wcześniej, zanim uzyskał adwokackie uprawnienia, pomagał ojcu w prowadzeniu kancelarii w Kwidzynie. To z tamtego okresu pochodziło 18 wniosków o ułaskawienie klientów tej kancelarii, które za pośrednictwem Sądu Rejonowego w Kwidzynie trafiły do urzędników Prezydenta RP. Były też wnioski składane przez inne sądy. Pisanie wniosków o akt łaski to dochodowa usługa, choć, poza jednym wyjątkiem, całkowicie jałowa.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną