Osoby czytające wydania polityki

„Polityka” - prezent, który cieszy cały rok.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Kraj

Kolejna katastrofa smoleńska może wydarzyć się niedługo

Premier Beata Szydło w Londynie Premier Beata Szydło w Londynie Kancelaria Prezesa Rady Ministrów / Facebook
Dalsze ignorowanie elementarnych zasad bezpieczeństwa w transporcie najważniejszych osób w państwie niechybnie doprowadzi do kolejnego wypadku, być może o katastrofalnych skutkach. Takich jak w Smoleńsku.

Lotnictwo nie toleruje łamania przepisów, samolot nie wybacza błędów – piloci doskonale znają te prawdy. Mają świadomość, że nie warto z nimi dyskutować ani tym bardziej ich podważać. Wiedzą, że kryją się pod nimi tysiące ofiar różnych katastrof, do których dochodziło z powodu lekkomyślności, nadmiernej fantazji czy zwykłego niechlujstwa. Zdecydowanej większości pilotów ta świadomość wystarcza, by szanować procedury.

Na szczęście takim pilotem jest kapitan rządowego embraera (brawo, Panie Kapitanie!), którym podróżowała z Londynu premier Beata Szydło i jej ministrowie, z szefem MON Antonim Macierewiczem na czele. Jak napisał „Dziennik Gazeta Prawna”, pilot nie zgodził się na start, gdy zdał sobie sprawę, że na pokład jego maszyny weszło więcej osób, niż powinno. I to nie jedna czy dwie, a co najmniej kilkanaście, które przesadzono z wojskowej casy, bo ta maszyna musiała dłużej zostać w Londynie.

Znowu złamano procedury przewozu najważniejszych osób w państwie

Ale mniejsza z tym. Ważniejsze, że naruszona została monowska instrukcja lotów o statusie HEAD, która reguluje sposób przewożenia najważniejszych osób w państwie. Jej czwarty paragraf w punkcie 10. wyraźnie mówi, że lista osób podróżująca samolotem z rządową delegacją musi być znana najpóźniej 24 godziny przed lotem.

Instrukcja bierze też pod uwagę tzw. sytuacje nagłe, kiedy trzeba zorganizować podróż w krótszym czasie. Zaznacza jednak, że musi się to odbywać tak, by możliwe było „bezpieczne przygotowanie lotu”. Mimo to przedstawiciele rządu postanowili pójść w zaparte. Nie tylko szefowa kancelarii premiera Beata Szydło oraz rzecznik rządu Rafał Bochenek twierdzą, że przepisy nie zostały złamane. Mówi to nawet pierwszy tropiciel smoleńskiego spisku Antoni Macierewicz, a inni politycy PiS dorzucają, że to sprawa rozdmuchana przez dziennikarza „DGP” i opozycję.

Reklama