Jak się zmieni Żandarmeria Wojskowa pod rządami Antoniego Macierewicza?

Szkarłatne berety
Żandarmeria Wojskowa ma chronić wojsko. A kto ochroni wojsko przed żandarmerią?
Ćwiczenia Żandarmerii Wojskowej w Centrum Szkolenia w Mińsku Mazowieckim
Przemysław Piątkowski/PAP

Ćwiczenia Żandarmerii Wojskowej w Centrum Szkolenia w Mińsku Mazowieckim

Minister obrony narodowej Antoni Macierewicz i komendant główny ŻW Tomasz Połuch jeszcze jako pułkownik. Dziś ma już generała.
Marcin Obara/PAP

Minister obrony narodowej Antoni Macierewicz i komendant główny ŻW Tomasz Połuch jeszcze jako pułkownik. Dziś ma już generała.

Pokaz Żandarmerii Wojskowej na PGE Stadion Narodowy przed szczytem NATO
Stefan Maszewski/REPORTER/EAST NEWS

Pokaz Żandarmerii Wojskowej na PGE Stadion Narodowy przed szczytem NATO

Żandarmeria Wojskowa, choć umundurowana w szkarłatne berety, z założenia stara się nie rzucać w oczy. Po tym, jak kolumna wioząca ministra Macierewicza zderzyła się z pięcioma autami osobowymi, o ŻW zrobiło się jednak głośno. A przy okazji na światło dzienne zaczęły wychodzić historie, którymi żandarmi woleliby nie kłuć w oczy opinii publicznej. Zakup ponad 30 ekskluzywnych limuzyn, rozbuchana ochrona szefa resortu, rozdawanie limuzyn ludziom nowej władzy czy wreszcie załatwienie sobie specjalnych dodatków, jakie dotychczas przysługiwały jedynie żołnierzom z GROM. To jednak dopiero wierzchołek góry lodowej, bo ŻW od lat chętnie widzi się w roli gwardii przybocznej ministra. A jak minister ma mentalność Dzierżyńskiego, to siłą rzeczy i jego gwardia tak ewoluuje.

Bartłomiej Grabski, obejmując urząd wiceministra obrony narodowej, plan dnia ułożył niestandardowo. We wtorek 17 listopada 2015 r. odwiedził najpierw szefa Żandarmerii Wojskowej, a dopiero później udał się do ministerstwa. Rozmowa z gen. Piotrem Nideckim nie była długa, co podwładni komendanta interpretowali raczej na jego niekorzyść. Słusznie, bo Nidecki 34 dni później przestał być komendantem ŻW. Wniosek z odwołaniem dostał w Wigilię punktualnie o godzinie 14. Komuś bardzo zależało, żeby generał nie miał udanych świąt. Ministerstwo nie ufało jeszcze własnym kadrom, więc wniosek był z szablonu, a nazwisko i stopień oficera wpisane długopisem. W grudniu 2015 r. takie wnioski były normą.

Minister lubi pływać

Normą nie były działania, do których wcześniej próbowano namówić Nideckiego. On sam na ten temat milczy, ale w ŻW hulało od plotek, że nowa władza chce starych metod. – Komendant ŻW ma ludzi i środki, żeby zrobić każde śledztwo. Albo też jakieś zamknąć. To on decyduje, komu będzie założony podsłuch, a komu nie. W zasadzie ma pełnię władzy nad swoimi ludźmi i całym wojskiem – mówi jeden z oficerów znający kulisy sprawy. Podobno Grabski złożył propozycję, że jak komendant będzie strzelał z ucha, czyli donosił na kolegów, to nowa władza łaskawie zapomni, że przez ostatnie lata był osobistym asystentem ministra Siemoniaka. Zaufany i lojalny komendant żandarmerii to dla każdego ministra skarb. To do komendanta ŻW trafia większość anonimów, a w ich pisaniu wojskowi są niestety dosyć rzutcy. Ale trafia też wiedza urzędowa, bardzo przydatna, jak na przykład stan posiadania. Wszyscy kluczowi dowódcy mają obowiązek składania zeznań majątkowych. Cała dokumentacja trafia do ŻW. Komendant ma do niej pełen wgląd. Generał Nidecki, jako komendant ŻW, miał jeszcze jednego asa w rękawie. To jego formacja zabezpieczała większość dowodów ze śledztwa smoleńskiego. A minister Grabski był tymi dowodami żywo zainteresowany.

Z kolei sam szef resortu był żywo zainteresowany basenem, który należy do kompleksu sportowego żandarmerii. Specjalnie dla niego obiekt otwierano w środku nocy. Minister Macierewicz lubił zażyć kąpieli o godz. 1, a nawet 2 w nocy. Nidecki ani razu nie został po pracy, żeby witać pryncypała w drzwiach i wykorzystać okazję, żeby jakoś zapunktować. Co żołnierze z długim stażem w kontaktach z władzą jednoznacznie interpretowali, że sam się prosi o emeryturę.

Gen. Nidecki widocznie miał wystarczająco silny kręgosłup, by nie ulec lękowi przed dymisją. Kiedy w nocy 18 grudnia 2015 r. Bartłomiej Misiewicz zdobywał Centrum Eksperckie Kontrwywiadu NATO, szef Żandarmerii Wojskowej nie zgodził się wysłać tam swoich ludzi jako wsparcia. – Ostatecznie na miejscu pojawili się ludzie z oddziału specjalnego dowodzonego przez płk. Tomasza Połucha. I stąd cała tajemnica, skąd się wziął następca gen. Nideckiego. Kiedy władza leży na ulicy, to trzeba mieć refleks, żeby się po nią schylić – mówi proszący o anonimowość oficer.

Pan Kazimierz wymiata

Płk Połuch refleksem wykazał się już wcześniej. Jako szef Oddziału Specjalnego Żandarmerii Wojskowej odpowiedzialny był za zabezpieczenie ochrony szefa resortu. Macierewicz już pierwszego dnia urzędowania odmówił współpracy z dotychczas działającym w ŻW zespołem. Przez lata kolejnych szefów resortu ochraniała ta sama, wąska grupa sprawdzonych ludzi. Niektórzy zaczynali jeszcze z ministrem Szmajdzińskim, po drodze pracowali z Sikorskim, Szczygłą, Klichem, Siemoniakiem. Ministrowie się zmieniali, ale ich ochrona nie, bo zbudowanie profesjonalnego zespołu wymaga czasu i pieniędzy. Za nowej władzy wszystkich odsunięto od zadań.

Macierewicz, który nikomu nie ufa, do resortu przyszedł z własnym człowiekiem. Formalnie zatrudniony w Służbie Kontrwywiadu Wojskowego Kazimierz Bartosik został oddelegowany do MON jako osobisty kierowca szefa resortu. Macierewicz postawił warunek, że będzie jeździł tylko z tym człowiekiem. Płk Połuch nie robił z tego problemu. To zdecydowanie pomogło w jego błyskawicznej karierze. – Murowanym kandydatem na nowego komendanta był dotychczasowy zastępca płk Jędrychowski. Nie tylko miał przygotowanie i doświadczenie, ale tak się składa, że kończył prawo na jednym roku z prezydentem Dudą – mówi jeden z oficerów. Po zmianie władzy do Jędrychowskiego szybko zaczęły ustawiać się kolejki, bo każdy widział w nim człowieka, który z prezydentem przyjacielsko poklepuje się po ramieniu. Szybko okazało się jednak, że zażyłość z prezydentem w oczach szefa resortu to właściwie pocałunek śmierci. Jędrychowski przegrał walkę o stanowisko z człowiekiem, który jeszcze kilka dni wcześniej był niżej w hierarchii ŻW. W dniu odwołania komendanta Nideckiego na pełniącego obowiązki wyznaczono płk. Połucha.

Kilka miesięcy później nowy szef żandarmerii znalazł się w wąskiej grupie oficerów, którzy zostali skierowani na kurs generalski do Akademii Sztuki Wojennej. Kurs otwierany zresztą bez większej pompy, bo – pierwszy raz w długiej historii tej uczelni – organizowany w trybie zaocznym. Komendant Połuch nie zdążył jeszcze na dobre rozpocząć nauki, a już kilka tygodni później został mianowany przez prezydenta na stopień generała brygady. Minister chwalił nowego szefa żandarmerii za sprawność i elastyczność.

Macierewicz przekonał się do żandarmerii. Nie tylko pozwolił im się chronić, ale zaangażował ich również do ochrony własnego ministerstwa. Gmach przy Klonowej, który dotychczas chroniony był przez regularną służbę wartowniczą, dziś ochraniany jest przez kilka patroli żandarmerii jednocześnie. – Takie środki trzeba stosować w stanie podwyższonego zagrożenia, którego przecież nie ma. Zamiast tracić pieniądze na rozbuchaną ochronę, można je wydać na modernizację, z czym minister Macierewicz najwyraźniej sobie nie radzi – mówi Czesław Mroczek, były wiceminister obrony narodowej. Minister Macierewicz widzi to zupełnie inaczej. W styczniu dał żandarmom dodatek specjalny, którym mogli się cieszyć jedynie żołnierze elitarnego GROM. W uzasadnieniu do rozporządzenia zapisano, że koszt w skali roku wyniesie około 8 mln zł. Dodatek znacznie podwyższy również emerytury żandarmów. To kolejne miliony z kieszeni podatnika.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną