Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Kraj

Zwierz Alpuhary

Wszyscy jesteśmy ignorantami.

Ileż to rzeczy nam się tylko wydaje! I są tak oczywiste, że w ogóle nie myślimy o nich, choć tkwimy w błędzie. Brakuje nam okazji, aby się o tym błędzie przekonać i zawstydzić. Albo odwrotnie – dziwimy się czemuś niezmiernie, a tu okazuje się, że cały dziw na tym polega, że to w ogóle nieprawda. Pewnie każdy z nas tkwił po uszy w przesądach, a potem, z biegiem lat, wyłaził z nich, jak z bagna. Na szczęście czasy temu sprzyjają. Tylko po jaką część ciała fałsze, złudzenia i przesądy sięgają nam dzisiaj? Tego nie możemy sami ocenić, tu i teraz. Dopiero ex post spojrzeć możemy na dzieje własnej głupoty, a potem odwrócić wzrok i z lękiem wybałuszyć oczy na mroczną przyszłość: ileż to jeszcze czeka nas autokompromitacji? Lepiej założyć, że bardzo wiele i odtąd już za dużo nie twierdzić. Lepiej być milkliwym sceptykiem niż idiotą.

Pierwsze zderzenie z własną ignorancją przyszło wcześnie. Owóż ojciec przyłapał mnie na niewiedzy, że kobiety mają o jeden otwór cielesny więcej. Moja sześcioletnia duma męska została wystawiona na szwank, co odczułem boleśniej niż młodzianie swe chwilowe i błahe porażki w sprawach płci. A potem już było tylko gorzej. Gdy miałem lat dziesięć, staroświecki ojciec, odznaczający się pewną, właściwą ziemianom (do których się nie zaliczał) i zasymilowanym Żydom (między których go liczono, acz uszedł z życiem) superatą patriotyzmu, czytał mi wieczorami Mickiewicza. Wymowę miał patetyczną i dostojną, a ja leżałem w łóżeczku nieźle wystraszony tym powiewem XIX w. wdzierającym się do pacholęcej alkowy pośrodku PRL. I gdy padły raz słowa ballady o arabskim wodzu Almanzorze, co to „bronił się jeszcze z wież Alpuhary”, popadłem w popłoch na wieść o nieznanym mi jeszcze „zwierzu Alpuhary”.

Polityka 13.2017 (3104) z dnia 28.03.2017; Felietony; s. 112
Reklama