Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Kraj

Pała+

Nietrudno wyobrazić sobie odprawę, jaka mogła się odbyć w znanym telewidzom luksusowym gabinecie Komendanta Głównego.

Wymieniając największych Polaków, Kopernika, Chopina i Jana Pawła, prezydent Trump zapomniał o Mariuszu Błaszczaku, a przecież to dopiero geniusz czystej krwi. To on wpadł na pomysł przerzucenia kosztów ochrony miesięcznicy, które idą w setki tysięcy złotych, na złaknionych krwi kontrdemonstrantów. W rozmowie telewizyjnej Błaszczak, uznany przez samego prezesa za jednego z najlepszych ministrów, powiedział, że demonstranci pragną krwi, podczas kiedy on łaknie pieniędzy, które państwo co miesiąc łoży na ochronę aktu religijnego.

Dużo się mówi o tym, że wkrótce każdy policjant będzie nosił minikamerę, która będzie rejestrować, kogo legitymuje, razi pałą lub paralizatorem i czy robi to z wdziękiem. Mało natomiast mówi się o tym, że policja wyposaży funkcjonariuszy w przenośne terminale do inkasowania należności od uczestników kontrmanifestacji, takie, jakie mają kelnerzy w restauracjach. Już wkrótce policjanci wystąpią w roli inkasentów. Tą drogą będzie można także uiszczać abonament na TVP.

Nietrudno wyobrazić sobie odprawę, jaka mogła się odbyć w znanym telewidzom luksusowym gabinecie Komendanta Głównego. Nadzorujący policję minister zwrócił uwagę, że pobór należności za zakłócanie aktu religijnego przebiega zbyt powoli. Podliczając utarg dzienny („raport kasowy”), minister Błaszczak przypomniał, że pieniążki nie lecą z nieba jak confetti na ministra Zielińskiego i trzeba zabrać się do roboty. – Niektórzy demonstranci celowo utrudniają pracę funkcjonariuszom – powiedział dowódca wyróżniającej się armatki wodnej. – Utrzymują, że nie mają przy sobie pieniędzy, gdyż rzekomo nie wiedzieli, że bierny opór kosztuje, a udział w kontrdemonstracji jest płatny.

Polityka 29.2017 (3119) z dnia 18.07.2017; Felietony; s. 96
Reklama