Masz głos

Dziś zapędziłem się w feminizmie tak daleko, że nawet zapisałem się do jednej feministycznej organizacji. Z przekory od razu do takiej, która zrzesza najmłodszych i najmłodszym służy. Gdy tylko dowiedziałem się o grupie licealistek pod nazwą „Mamy głos”, działającej na rzecz swoich dyskryminowanych rówieśnic, zaraz postanowiłem się przyłączyć. Dożartych feministek-doktorantek to ja się boję, ale do licealistek mam śmiałości więcej. To wszystko brzmi nawet śmiesznie, bo, och, czegóż to nie robią kabotyni itd. Ale w moim przypadku chodzi po prostu o to, kto i co robi. Rodzącą się fundację „Mamy głos” prowadzą dziewczyny tak mądre, tak inteligentne i kulturalne, że słuchając wywiadu z nimi w radiu, odniosłem wrażenie, że za chwilę świat na powrót znajdzie się w dobrych rękach.

Słowo ulatuje, a warto byłoby zachować, na przykład spisać, ten powściągliwy i elegancki dyskurs, w którym wrażliwość walczyła o lepsze z wiedzą i uczciwością. Wiedza to nie tylko ogólnie socjologiczna i psychologiczna, godna doktorów, a nie licealistów, lecz całkiem konkretna – o tym, jak często jeszcze źle traktowane są w szkołach dziewczyny. Protekcjonalizm, dyskryminacja, molestowanie i seksizm mają się nadal bardzo dobrze.

A ja myślałem, że wszystko się zmieniło od czasu, gdy popularną rozrywką na przerwie było zaciąganie dziewcząt do męskiej ubikacji przed nic niewidzącymi oczami nauczycieli. Jeśli coś takiego dzieje się i dzisiaj, to jako ojciec i były mizogin mam znakomitą okazję przyłożyć rękę do dobrego. Jestem przekonany, że za kilka lat nikt już nie będzie bezkarnie molestował i znieważał uczennic – sieć interwencyjna, pomoc prawna i edukacja spod znaku „Mamy głos” załatwi się z tym raz-dwa. „Girls power” plus paru starszych do pomocy i jeden z tysiąca problemów społecznych znika. To się nazywa aktywizm i demokracja. O takie społeczeństwo walczy lewica.

Mniejsza o mnie, a nawet o te wspaniałe nastolatki z „Mamy głos”. Budujące jest to, że mimo katastrofy, jaka przydarzyła się edukacji i całej komunikacji społecznej, odradzają się obywatelskie i kulturalne elity – i to w najmłodszym pokoleniu. Gdy myślący ludzie mogą uczyć się od młodszych i ich podziwiać, to znaczy, że społeczeństwo się umacnia moralnie i intelektualnie. A w naszym kraju jest tak coraz częściej. I to na wielu polach. Młodzież, o dziwo, przeciętnie biorąc, działa w sposób bardziej profesjonalny i systematyczny niż starsi. Korzysta z dobrych wzorców organizacyjnych i narzędzi technicznych, którymi starsze pokolenia operują z trudem i nieporadnie. Na protekcjonalizm i mentorstwo nie ma już miejsca. Można by się tylko ośmieszyć. Jest za to miejsce na zwykłe dobre rady, wynikające z większego doświadczenia życiowego, oraz konkretną pomoc. Tak jak uczymy się współżyć po ludzku ponad barierą płci, możemy to czynić również pomiędzy oddalonymi o dekady pokoleniami.

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną