Od Smoleńska do Berlina
Na szczęście dobry prezes, chcąc zrozumieć i ukoić troski swojego ludu, przygotował mu nowy obiekt pretensji i nienawiści.

Minęły lata i stało się, co stać się musiało. Religia smoleńska zaczęła się zgrywać i murszeć. W Kościele rzymskokatolickim nawet przy kanonizacji (a jest przecież świętych na pęczki) wymagany jest cud dokonany przez lub za wstawiennictwem kandydata na ołtarze. A tutaj nic nadprzyrodzonego. Nawet źródełko nie wytrysło. O przyrzeczonych przez Antoniego Macierewicza rzekomo uratowanych z katastrofy prezydenckiego samolotu ani słychu, zresztą o tej sensacji dawno już zapomniano. Sztuczna mgła rozwiała się po przestworzach.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj