W zeszłym tygodniu minister-prokurator Zbigniew Ziobro ogłosił „dobrą zmianę dla uczciwych obywateli”. Polegać ma na tym, że po zsumowaniu drobne kradzieże (do 400 zł każda) będą przestępstwem, a nie wykroczeniem. Będzie więc można wsadzić do więzienia kogoś, kto popełnił te drobne kradzieże kilkakrotnie. Dziś dostaje grzywnę. PiS wraca więc do swojego założycielskiego hasła: zaostrzać prawo i wsadzać do więzienia. Zero tolerancji. Za ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego Lecha Kaczyńskiego zakłady karne zapełniły się tymczasowo aresztowanymi, bo wydał prokuratorom wytyczne, aby w każdej sprawie wnioskowali o areszt. Od tamtego czasu Polska zaczęła mieć problem z przeludnieniem w więzieniach, na co zwrócił uwagę Trybunał w Strasburgu i inne instytucje Rady Europy, Unii Europejskiej i ONZ. Polska płaciła odszkodowania więźniom przetrzymywanym w zatłoczonych celach.
Za poprzednich rządów PiS Zbigniew Ziobro, wtedy też minister i prokurator, ogłosił, „że liczba miejsc w więzieniach nie może limitować polityki karnej państwa”. I przerobił na cele gabinety psychologów, świetlice, biblioteki i inne pomieszczenia, gdzie w więzieniach prowadziło się resocjalizację. Teraz buduje nowe więzienia.
Polityka karna w Polsce faluje, raz obowiązuje zasada: wsadzać, ile wlezie, to znowu: stosować kary wolnościowe, a nie izolacyjne, bo taniej i mniej społecznych szkód. Za rządów SLD uchwalono prawo, które penalizuje posiadanie każdej, najmniejszej nawet ilości środka odurzającego. Nie wpłynęło to na zmniejszenie podaży i popytu na narkotyki, za to zapełniło rejestry karne nazwiskami młodych ludzi złapanych ze skrętem. W tym samym czasie uchwalono, że jazda rowerem w stanie nietrzeźwym będzie przestępstwem. Nie podniosło to bezpieczeństwa na drogach, za to zapełniło więzienia rowerzystami-recydywistami.