Ukryta karta
Marsz zakończył się zwycięstwem jego uczestników nad 12 kobietami, które zagrodziły im drogę, siadając na ulicy z transparentem „Stop faszyzmowi”.

Dusi mnie. Po prostu dusi to tegoroczne Święto Niepodległości, nędzą obłudnych zaklęć podszyte. To umacnianie wspólnoty Polaków, odbudowywanie wartości, oddanie wszystkich sił ojczyźnie, wzajemna życzliwość ponad podziałami, jeśli zaś spory, to cementujące patriotyzm i poczucie… Czego? A wszystkiego najlepszego.

Kilka godzin później nadęte opony słów, wygłaszane na placu imienia marszałka Piłsudskiego, pękły na moście Księcia Poniatowskiego. Patrzyłem na to z okna – przez teatralną lornetkę sąsiada z kamienicy przy alei 3 Maja. Rozżarzony dywan wulkanicznej lawy wrzał, dymił i wył nienawistnie, że Europa tylko dla białych. W Marszu Niepodległości pod hasłem „My chcemy Boga” szli Polacy, którzy sami sobie przyznali legitymacje patriotów. Twarze mieli zakryte maskami z rysunkiem trupiej czaszki, a w rękach nieśli, co tam im przydzielono – flagi narodowe, transparenty z faszystowskim celtyckim krzyżem czy symbolami falangi. Chcieli Boga, ale sikać też im się chciało, więc się nie krępowali i wonna perfuma lała się na chodnik.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną