Kraj

Kogut wśród wilków

Czym i komu podpadł senator Kogut

Jeśli Kogut nie wpłaci miliona złotych poręczenia, a nie zamierza, bo nie ma, to prokurator znów wystąpi do Senatu o zgodę na aresztowanie. Jeśli Kogut nie wpłaci miliona złotych poręczenia, a nie zamierza, bo nie ma, to prokurator znów wystąpi do Senatu o zgodę na aresztowanie. EAST NEWS
Sprawa senatora Stanisława Koguta podzieliła członków PiS. Czy szybka reakcja prezesa Kaczyńskiego z powrotem ich zjednoczy?
Stanisław Kogut uzyskał najlepszy procentowy wynik ze wszystkich kandydatów do Senatu.Anna Kaczmarz/Dziennik Polski Stanisław Kogut uzyskał najlepszy procentowy wynik ze wszystkich kandydatów do Senatu.

Nowy Sącz to matecznik PiS, gdzie – jak mówi polityk PO – „poparcie dla partii Kaczyńskiego jest dramatycznie wysokie”. To tu Andrzej Duda zdobył rekordowe w skali kraju 84 proc. głosów, w ostatnich wyborach PiS zgarnął 8 na 10 mandatów, a senator Stanisław Kogut najlepszy procentowy wynik ze wszystkich kandydatów do Senatu. W 2009 r. Lech Kaczyński został honorowym obywatelem tego miasta – to jako poseł z Nowego Sącza pierwszy raz w 1991 r. zasiadł w parlamencie. I to właśnie w tym regionie pisowiec z pisowcem nie rozmawia. Jedni cieszą się z zarzutów korupcyjnych, które w styczniu usłyszał Stanisław Kogut, inni stają za nim murem.

Jak poważna to wojna w partyjnej rodzinie, okazało się w 2016 r., kiedy Jarosław Kaczyński postanowił, że Kogut nie będzie już pełnomocnikiem partii w okręgu nowosądeckim. Na szefa struktur (jako następcę Mularczyka) namaścił go pięć lat wcześniej w 2011 r., kiedy – jak mówił Kogut – „superzdrajcy z Solidarnej Polski opuścili PiS”. Ale łaskawość Kaczyńskiego odwróciła się od Koguta i na jego miejsce wskazał wiceministra finansów Wiesława Janczyka. Polecił go Joachim Brudziński, wtedy jeszcze szef komitetu wykonawczego, który wychował się na Sądecczyźnie. Dlaczego prezes postawił krzyżyk na Królu Południa, jak niektórzy tytułują senatora? – Jacyś „życzliwi” donieśli na Nowogrodzką, że w Fundacji Koguta dochodzi do przekrętów. I jestem pewien, że gdyby senator nie podburzał delegatów, aby głosowali przeciwko Janczykowi, to donosy spoczęłyby na dnie szuflady w biurku prezesa – słyszymy w Nowym Sączu.

Sędzia kalosz

We wszystkich 42 okręgach w wyborach na szefów struktur w cuglach wygrywali kandydaci wskazani przez prezesa, ale na Sądecczyźnie działacze wykręcili Kaczyńskiemu numer i nominata nie poparli. Janczyk rządzi w regionie, ale na mocy decyzji szefa partii. Jednak Kogut jeszcze do niedawna sprawiał wrażenie, jakby relacje między nim a prezesem dobrze się układały. W październiku 2017 r. ufundował tablicę upamiętniającą Lecha Kaczyńskiego, którą powiesił na budynku swojego biura senatorskiego. Kaczyński w oficjalnym liście bardzo za to Kogutowi dziękował. Na stronie senatora czytamy, że jeszcze w listopadzie widział się z prezesem przy Nowogrodzkiej. Kaczyński miał go wtedy zapewnić, że przyjedzie do Stróż, „aby zobaczyć dzieło pana senatora”. Kiedy go o tym zapewniał, pewnie wiedział już o planach prokuratora krajowego wobec senatora.

Trochę o tych donosach powiedział Kogut na zjeździe delegatów w 2016 r. w swoim emocjonalnym pożegnalnym wystąpieniu, które ujawnił portal sądeczanin.info: „Jeśli ta fundacja jest taka korupcyjna, to dlaczego mnie niszczy współpracownik, który mnie zdradził, przez tyle lat pracował i brał ogromne pieniądze”. Jak wyliczał Kogut, miały to być 324 tys. zł. Donos dotyczył tego, że za pieniądze Fundacji Pomocy Osobom Niepełnosprawnym (FPON) w swojej rodzinnej wsi Stróże zbudował stadion piłkarski. Kogut, wiceprezes klubu piłkarskiego, oddał serce Kolejarzowi Stróże. Widać to było dobitnie podczas pierwszoligowego meczu Kolejarza z GKS Katowice, podczas którego „pouczał” z trybun sędziego: „Ty kretynie! Do budy wejdź! Gówno się na piłce znosz, ino drzesz się tu. Kibicom zakłócasz spokój. Co, kupiliście mecz?!”. Potem przepraszał i tłumaczył: „jak widziałem, że krzywdzą mi chłopaków, to nie wytrzymałem”.

W 2009 r. syn Koguta – menedżer klubu – został zatrzymany przez CBA. Usłyszał zarzuty ustawiania meczów. Przyznał się do wszystkiego, dostał półtora roku więzienia w zawieszeniu na trzy lata i grzywnę w wysokości 5 tys. zł. Dwa dni przed ostatnią Wigilią trafił do aresztu z podobnymi zarzutami, które są stawiane jego ojcu. Senior chciał stworzyć swoim chłopakom piłkarzom zaplecze na najwyższym poziomie, ale klub nie miał pieniędzy, więc obiekt w Stróżach wybudowała FPON, której prezesem też jest Kogut, a junior wiceprezesem. Zanim prokuratura postawiła niedawno obu zarzuty, że za protekcję stanęły na stadionie latarnie o wartości 24 tys. zł i spoczęło kruszywo o wartości 170 tys. zł, Nowogrodzka już o tym wiedziała z donosów.

Mógłby, ale nie powie

Kogut dawno apelował do delegatów, aby strzegli się wilków w owczych skórach, którzy te donosy składali. Kto jest tym wilkiem, współpracownikiem, który zarobił w fundacji Koguta 324 tys. zł? To Leszek Langer, który w FPON przepracował 13 lat (z miesięczną pensją trochę ponad 2 tys. zł). Ktoś w mieście opowiada POLITYCE, że widział kiedyś pełnomocnictwo, którego Kogut udzielił Langerowi, do załatwiania w jego imieniu wszystkich spraw. Miał dostęp do wielu dokumentów i tajemnic fundacji.

Ale Langer przeniósł się do sądeckiego ratusza, został dyrektorem Wydziału Integracji i Rynku Pracy, a także pełnomocnikiem do spraw osób niepełnosprawnych. Przeszedł na stronę prezydenta Nowego Sącza Ryszarda Nowaka, którego prezes PiS darzy szczególnym szacunkiem, bo w chudych latach PC Nowak poręczył majątkiem kredyt Porozumienia. Kiedy Kaczyński postanowił odwołać Koguta z funkcji szefa okręgu, Nowak mówił, że „przyjmuje tę decyzję z ulgą i zadowoleniem, bo senator psuł wizerunek PiS”. – Nowak jeździł z Langerem na Nowogrodzką do Joachima Brudzińskiego, który odpowiada za porządek w strukturach, i wspólnie postanowili pozbyć się Koguta, bo za bardzo panoszył się w rodzinnych okolicach Brudzińskiego – mówi samorządowiec PiS.

Langer, odkąd związał się z Nowakiem, szybko zaczął się piąć po szczeblach kariery. Jeden z szeregowych członków PiS z okolic Nowego Sącza mówi: – Znam Langera, to cwaniaczek, który ustawia się z tymi, od których może czerpać korzyści. W partii kazali mu coś znaleźć na Koguta, więc donosił i dziś odbiera nagrodę w stanowiskach. W czerwcu zeszłego roku został dyrektorem Sądeckiego Urzędu Pracy, a stworzone – najwyraźniej tylko dla niego – dyrektorskie stanowisko przy prezydencie zostało zlikwidowane.

Langer, w wywiadzie dla portalu sądeczanin.info, oczywiście zaprzecza, że jest autorem donosów na senatora, choć jak twierdzi „po 13 latach mógłby wiele powiedzieć na temat pracy w fundacji i współpracy z senatorem. Wiele słyszałem i wiele widziałem”. Mógłby, ale zarzeka się, że nie powiedział. Jednak jego wiarygodność została nieco podważona, bo 13 grudnia 2017 r., cztery dni przed akcją CBA, w której zatrzymano pięć osób, w tym syna senatora Koguta, Langer sam usłyszał prokuratorskie zarzuty. Sprawa dotyczy podszywania się pod inną osobę i wykorzystywania jej wizerunku lub innych danych osobowych w celu wyrządzenia szkody materialnej lub osobistej. Pokrzywdzoną jest Emilia Brown z Nowego Sącza, która od kilku lat mieszka w Oxfordzie, a jej fundacja organizuje wycieczki dla niepełnosprawnych do Wielkiej Brytanii. Langer założył stronę internetową emiliabrown.pl i zamieszczał na niej dyskredytujące Brown informacje. Ona na własną rękę dowiedziała się, że to Langer wykupił domenę, i podała ją Prokuraturze Rejonowej w Nowym Sączu.

Langer usłyszał zarzuty, za które grożą mu trzy lata więzienia. Przyznał się do założenia „niewielkiej strony”, na której „zebrałem ogólnie dostępne w internecie informacje” o Brown. Oświadcza, że kiedy dowiedział się „o niezadowoleniu ze strony samej zainteresowanej”, zamknął stronę.

O dziwo, kilka dni przed tym, jak śledczy postawili Langerowi zarzuty, został on ponownie wybrany na szefa miejskich struktur PiS w Nowym Sączu. Kiedy pojawiły się zarzuty dla Koguta, to Joachim Brudziński szybko poinformował, że senator został zawieszony w prawach członka PiS. Jak ocenił, było to „jedyne wyjście w tej sytuacji”. Ale Langera nie zawieszono. Wiesław Janczyk oświadczył tylko, że dopóki sprawa nie została rozstrzygnięta, należy powstrzymać się od zdecydowanych kroków.

Dzieci muszą pracować

Fundacja senatora Koguta, która w tym roku obchodzi 20-lecie istnienia, to jeden z głównych pracodawców w gminie. Wybudowała cały kompleks, m.in. Centrum Szkoleniowo-Rehabilitacyjne im. Ojca Pio, Hospicjum im. Chrystusa Króla czy Niepubliczne Przedszkole Integracyjne im. Fundacji Polsat. W sprawozdaniu z działalności za 2016 r. można przeczytać, że zatrudnia 219 osób (z czego prawie wszyscy na etacie). Faktem jest, choć to zgodne z prawem, że w fundacji pracuje sześcioro bliskich członków rodziny senatora, a córka i syn, aresztowany dwa dni przed Wigilią Grzegorz K., są wiceprezesami.

Prokuratorzy we wniosku o areszt napisali, że sześcioro najbliższych członków rodziny od stycznia 2015 do połowy 2017 r. zarobiło w fundacji 1,163 mln zł. Średnio na głowę miesięcznie wychodzi po niecałe 5 tys. zł, co nie jest zawrotną pensją. Kogut nie brał w fundacji pensji. Kilka lat temu tłumaczył lokalnym mediom: „Czułbym się jak szmaciarz, gdybym coś brał dla siebie. Ale dzieci muszą gdzieś pracować, mam do nich ogromne zaufanie”.

W Stróżach (ok. 3 tys. mieszkańców) nikt złego słowa o Kogucie nie powie. – Proszę zobaczyć, jak on sam mieszka, żadna willa, niewyróżniający się dom. Jeśli chodził i prosił o pieniądze, to nie dla siebie, ale dla ludzi, którym pomaga fundacja – mówią mieszkanki spotkane po niedzielnej sumie w Stróżach. Kogut opowiadał dwa lata temu w rozmowie z dziennikarzem Onetu: „Pochodzę z bardzo biednej rodziny, czasem w domu brakowało chleba. To, co w Stróżach robię, to podziękowanie tym, którzy kiedyś mnie i moim braciom pomogli”.

Był najstarszym z czwórki rodzeństwa, rodzice uprawiali rolę w Białej Niżnej, ojciec dorabiał jeszcze jako stolarz. Kiedy Stanisław skończył zawodówkę w Grybowie, jako 19-letni mechanik osiadł w Stróżach. Jego znajomy mówi, że Staszek chciał coś tu dla ludzi zorganizować, pracę i pomoc, bo wiedział, że nikt z dużego miasta się wioską nie zainteresuje. Okoliczni mieszkańcy szybo się zorientowali, że z pracy w fundacji i oni mogą dobrze żyć. Stoją dziś za Kogutem murem.

Sprawa polityczna?

Kogut równolegle do swojej działalności fundacyjnej prowadził działalność związkową, od 1997 r. przez osiem lat był przewodniczącym Sekcji Krajowej Kolejarzy Solidarność. Politycy bali się protestów kolejarzy prawie tak samo jak górniczych. Kogut mawiał, że jednym telefonem może zatrzymać pociągi w całej Polsce. To szefowie spółek kolejowych wyłożyli kilkadziesiąt tysięcy złotych, które były kapitałem założycielskim FPON. W Stróżach o Kogucie mówią Anioł Stróż i że to jego księstwo. Pytany, czego tu nie może, półżartem odpowiadał: „Szczerze mówiąc, to nie mogę odprawić mszy świętej, bo jest ksiądz proboszcz”.

Ktoś, naprawdę życzliwy Kogutowi, mówi, że wielu biznesmenów z Sądecczyzny wpłaca na fundację, bo chcą dobrze żyć z senatorem. Kogut mówił, że ma prywatny telefon do Kaczyńskiego, ale choć w rozmowie z Onetem zastrzegał, że dzwoni do prezesa przez sekretariat, jednak robiło to na ludziach wrażenie. Po tym, jak aresztowali mu syna, dzwonił kilka razy do Kaczyńskiego, ale pani Basia nie umówiła mu spotkania.

Według Prokuratury Krajowej Kogut w latach 2016–17 miał powoływać się na wpływy w Wojewódzkim Urzędzie Ochrony Zabytków w Krakowie, u prezydenta miasta Krakowa i u wojewody małopolskiego oraz pośredniczyć w załatwieniu sprawy administracyjnej. Chodzi o działanie na rzecz inwestora, który nie chciał, by hotel Cracovia wpisano do rejestru zabytków. Tu – zdaniem prokuratury – Kogut miał otrzymać obietnicę miliona złotych łapówki. Połowę tej kwoty wpłacono na rzecz jego fundacji. Ostatecznie hotel i tak został wpisany do rejestru zabytków. 170 tys. miał natomiast przyjąć (w postaci kruszywa na boisko budowane przez FPON) za wywieranie wpływu na prezesa i zarząd PKP SA. Trzeci z zarzutów dotyczy łapówki (24 tys. zł w postaci oświetlenia na boisko) za pomoc jednemu ze skazanych w odbywaniu kary w lżejszych warunkach. Prokuratura zaznacza, że te zarzuty są poparte szczegółowym materiałem operacyjnym, w tym między innymi nagraniami z podsłuchów.

W zeszłym tygodniu, późnym wieczorem, w bardzo emocjonalnym przemówieniu Kogut mówił do senatorów: „Mogę zapewnić, że przez całe 20 lat mojej działalności charytatywnej nie wziąłem od nikogo ani jednego grosza i mam czyste sumienie. Może moim błędem było to, że jak chodzi o pomoc ludziom biednym, to powinni mnie przebadać psychiatrzy, bo miałem ogromny ciąg do pomocy i potrzebę pomocy ludziom w potrzebie”.

Kogut mówił też: „w tym pędzie pomocy ludziom chorym, ludziom w potrzebie, popełniłem może błąd… Ja nie mówię, że nie popełniłem błędu, ale od tego są niezawisłe sądy, żeby ocenić, czy go popełniłem czy nie”. Dodał, że wielu pyta go, czy to jest sprawa polityczna, czy główną przyczyną były wybory na terenie Sądecczyzny: „Ja odpowiadam, że nie wiem”. Ale chyba jednak wie…

Urwani ze smyczy

Cała sprawa nabrała wymiaru politycznego, kiedy kilkunastu senatorów PiS wbrew instrukcji prezesa w tajnym głosowaniu opowiedziało się przeciwko aresztowaniu partyjnego kolegi. W dyscyplinującym liście Kaczyński napisał do nich, że głosując w taki sposób, niczym nie różnią się od PO. Kiedy w grudniu do marszałka Senatu wpłynął wniosek o areszt dla Koguta, ten zrzekł się immunitetu.

Dwa dni przed Wigilią razem ze swoimi obrońcami stawił się w katowickim oddziale Prokuratury Krajowej, aby złożyć wyjaśnienia. – Ale prokurator nie chciał dopuścić do tych czynności. Tak jakby zależało mu na tym, aby przesłuchać senatora po tym, jak Senat zgodzi się na areszt. Z pewnością psychologicznie sytuacja mojego klienta byłaby o wiele trudniejsza – mówi Paweł Śliz, obrońca senatora. W styczniu, już po postawieniu mu zarzutów, prokurator zażądał miliona złotych poręczenia, które ma wpłacić do 8 lutego. – Zgodnie z KPK wysokość poręczenia powinna być adekwatna do wysokości wyrządzonej szkody jak i możliwości finansowych podejrzanego, a żądany milion nie spełnia żadnego z tych kryteriów – mówi mecenas Śliz. Jeden z senatorów PiS mówi, że ta kwota wydaje się zaporowa. Jeśli Kogut nie wpłaci miliona, a nie zamierza, bo nie ma, to prokurator znów wystąpi do Senatu o zgodę na aresztowanie.

Wiceminister sprawiedliwości Patryk Jaki już powiedział, że „jeśli to możliwe z punktu widzenia prawnego, to nie wyklucza, że prokuratura znów złoży taki wniosek”. Ale głosowanie w Senacie nad zgodą o areszt nie będzie już utajnione. W zeszłym tygodniu Senat, na wniosek marszałka Karczewskiego, w nocnym trybie, zmienił zapisany w regulaminie Senatu prawie 30 lat temu zwyczaj, że w sprawach personalnych głosowania są tajne. I choć wnioskodawcy próbowali wmówić wszystkim, że tajne głosowanie to anachroniczny zapis, senator Bobko (PiS) na komisji regulaminowej wyłożył karty na stół: „Nie ma co udawać, że zmiana jest wynikiem jakiegoś głębszego przemyślenia, że któryś z zapisów regulaminu jest anachroniczny i trzeba go uaktualniać. Tu działamy pod presją określonych wydarzeń politycznych, to jest dyskomfortowe i tak być nie powinno”.

Senator Słoń (PiS) przekonywał, że „wiele tych zapisów nie wytrzymuje próby czasu, tamte rozwiązania zostały wprowadzone u początków wolnego Senatu”.

Ma rację, bo rzeczywiście chyba nie wytrzymują próby rządów PiS i prezesa partii, który bardzo się irytował po tym, jak dzięki tajnemu głosowaniu senatorowie zerwali się z jego krótkiej smyczy. Co ciekawe, już w kwietniu Senat będzie musiał wybrać – jak zapisano w ustawie o Sądzie Najwyższym – w tajnym głosowaniu ławników do SN. Znów trzeba będzie zmienić regulamin i zapisać w nim tajność głosowań. Nie będzie problemu, bo senator Słoń przekonywał: „jesteśmy bardzo elastyczni, szybko i skutecznie potrafimy zastosować się do zapisów ustawy w naszym regulaminie”.

W jawnym głosowaniu wszyscy senatorowie PiS podnieśli ręce za zniesieniem tajności głosowań. Jeden z senatorów PiS mówi, że ci, którzy mają mocną pozycję w swoich regionach, po zapoznaniu się z materiałem prokuratorskim odważyli się, choć w tajnym jeszcze wtedy głosowaniu, postawić prezesowi. – Albo wystartują samodzielnie w kolejnych wyborach, albo już dadzą sobie spokój z polityką – mówi. Dwaj debiutanci Łukasz Mikołajczyk i Marek Pęk oświadczyli, że byli za aresztowaniem. – Wyjawiając, jak głosowali, chcieli się podlizać prezesowi, i tyle – mówi jeden z senatorów PiS.

Dlaczego senatorowie PiS wtedy nie posłuchali lidera? Może dowody, które przedstawił im prokurator, nie były aż tak mocne? Może tylko bronili kolegi? A może zobaczyli, że ochrona przed gniewem prezesa jest im naprawdę potrzebna.

Polityka 6.2018 (3147) z dnia 06.02.2018; Polityka; s. 25
Oryginalny tytuł tekstu: "Kogut wśród wilków"
Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Świat

Dyplomaci jak hostessy – tak działa polskie MSZ

PiS w zasadzie nie prowadzi polityki zagranicznej. Nie potrzebuje więc doświadczonych ambasadorów. Chyba że do roli hostess.

Grzegorz Rzeczkowski
09.10.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną