Senator Żaryn i jego „pozytywne mity” na temat polskości

Dzieje bez grzechu
Wszyscy ubabrani Peerelem należą do obozu zdrady narodowej. Suchą nogą przez komunę do polskości przejść mogły jedynie zwykłe rodziny. Oto motto senatora Jana Żaryna.
Prof. Jan Żaryn
Robert Gardziński/Forum

Prof. Jan Żaryn

Z akademickiej niszy wyszedł w 2000 r., gdy Paweł Machcewicz wziął go do Biura Edukacji Publicznej w budowanym wtedy IPN.
Kuba Dąbrowski/PRZEKROJ/Forum

Z akademickiej niszy wyszedł w 2000 r., gdy Paweł Machcewicz wziął go do Biura Edukacji Publicznej w budowanym wtedy IPN.

Jan Żaryn i Antoni Macierewicz, grudzień 2016 r.
Mateusz Włodarczyk/Forum

Jan Żaryn i Antoni Macierewicz, grudzień 2016 r.

audio

AudioPolityka Rafał Kalukin - Dzieje bez grzechu

Zasady są dwie. Po pierwsze, Polacy jako naród są niewinni. Po drugie, nawet jeśli ten czy ów rodak coś ma za uszami, to odpowiedzialność ponosi wyłącznie jako jednostka. Przeważnie zresztą sprowadzona na złą drogę przez wrogów.

Taki schemat odnajdziemy w większości tekstów Jana Żaryna, senatora PiS – choć bezpartyjnego. Głównego dziś ideologa bezgrzesznej polskości w obozie rządzącym. Który sam o sobie mówi, że jego zadaniem jest kreowanie „pozytywnych mitów” na temat polskości. Co nie jest takie proste, gdy jest się profesorem historii i trzeba dołożyć starań, aby każda teza poddana weryfikacji dała się obronić.

– Jest oczywiście napięcie pomiędzy naukową dociekliwością a popularyzatorskim obrazowaniem prawdy historycznej. Ale jestem za prawdą, tak zostałem wychowany – deklaruje prof. Żaryn.

Ale panu jakoś tak wychodzi, że nasi zawsze są niewinni. A to przecież niemożliwe, aby wielka zbiorowość przeszła przez dzieje bez skazy – zauważam.

Przepraszam, ale jaki zbiorowy grzech polskiego narodu i państwa dałoby się porównać z grzechem III Rzeszy albo Rosji Sowieckiej? Pomijanie perspektywy państwowej byłoby fałszowaniem historii. Choć przyznaję, że może powinienem się zastanowić, czy nie popadam niekiedy w manierę obrony Okopów Świętej Trójcy...

Mitolog

Jego projekt uchwały na rocznicę Marca ’68 napisany został ściśle według autorskiej metody. Jest w tekście o tym, że Marzec „budował drogę do niepodległości”. Jest o milicyjnej pałce. Sporo o chwalebnej roli Kościoła, który stanął po stronie bitych studentów. Za to ani słowa o Adamie Michniku, Jacku Kuroniu i Karolu Modzelewskim.

O marcowym antysemityzmie tyle, że jakkolwiek „patologiczny”, to „nie reprezentował woli Narodu, a jedynie Moskwy”. Dostaje się zresztą obywatelom pochodzenia żydowskiego, że zamiast zarzucać antysemityzm komunistom, budowali na wygnaniu „czarną legendę o Narodzie”. Jednakowoż pod koniec autor przyznaje, że komuniści koniec końców byli Polakami, należy więc ofiary Marca ’68 oficjalnie przeprosić.

Projekt okazał się zbyt kontrowersyjny nawet dla samego PiS. Przegłosowano więc alternatywne stanowisko, a tekst Jana Żaryna zarzucono. Profesor nie ma o to żalu. Trudno, trzeba dalej robić swoje w mitach. Tworzyć pozytywne i rozbijać fałszywe. A może czasem warto trochę odpuścić i wyważyć racje? – Zostawiam to innym – odpowiada z uśmiechem.

I trzeba Żarynowi przyznać, że od lat jest konsekwentny. Z akademickiej niszy wyszedł w 2000 r., gdy Paweł Machcewicz wziął go do Biura Edukacji Publicznej w budowanym wtedy IPN. W pluralistycznie dobranym zespole miał reprezentować wrażliwość narodowo-katolicką. Sześć lat później decyzją prezesa Janusza Kurtyki już sam stanął na czele BEP. W tamtych czasach IPN poszedł twardym prawicowym kursem. Wejście Żaryna w politykę było już pewnie kwestią czasu.

Pozostaje bezpartyjny, ideowo bliższy jest Markowi Jurkowi niż Jarosławowi Kaczyńskiemu. W sposób nietypowy łączy fanatyczny nieraz pryncypializm z osobistym urokiem. „Uprzejmy, kulturalny, nie obraża się” – tak opisują go koledzy po fachu. Lojalny wobec dawnych współpracowników – chyba że na przeszkodzie stanie Sprawa. Tak było z Machcewiczem, którego rząd PiS odwołał ze stanowiska Muzeum II Wojny Światowej, a jako pretekst posłużyła m.in. krytyczna ekspertyza Żaryna wytykająca placówce deficyt wrażliwości na polską martyrologię. – Bardzo Pawła szanuję, wiele się od niego nauczyłem w IPN. Ale nie mogłem inaczej – zapewnia.

I pewnie tak samo należy traktować jego ostre publiczne wypowiedzi. Choćby niedawna, gdy zasugerował wydalenie z Polski izraelskiej ambasador. Anna Azari naraziła się Żarynowi dostrzeżeniem antysemickich demonów w polskim życiu publicznym. A to przecież jeden z najgorszych fałszywych mitów, więc trzeba było zareagować.

Szlachcic

Opowiada, że od dziecka czuł się jakiś inny. W podstawówce pani zadała raz dzieciom wredne pytanie: czy wykonają polecenie rodziców, mając pewność, iż nie mają oni racji? Mały Jaś jako jedyny w klasie odparł, że rodziców należy słuchać zawsze.

W ogólniaku był już dumny ze swojej odmienności kulturowej. Skąd się wziąłeś? – zapytał nauczyciel. Odparł: ze stosunków ziemiańsko-szlacheckich.

Żarinowie byli zbuntowanymi rosyjskimi bojarami, którzy przed wiekami schronili się w Rzeczpospolitej przed gniewem cara. Ojciec Stanisław działał przed wojną w ONR. W 1939 r. podczas kawaleryjskiej szarży granat rozerwał pod nim konia, lecz sam przeżył. Zrobił konspiracyjny dyplom z architektury i ożenił się z Aleksandrą, z domu Jankowską, której rodzinę Niemcy wygnali z majątku w Wielkopolsce. Zamieszkali u krewnych w dworku w podwarszawskich Szeligach. Jeszcze za okupacji przyszły na świat pierwsze z pięciorga dzieci. Chociaż matka ukrywała również Irenkę i Lazara Engelbergów, za co po latach została uhonorowana Medalem Sprawiedliwych wśród Narodów Świata.

Gdy Stanisław poszedł do powstania, Niemcy aresztowali mu żonę. Wyszła na wolność dzięki zabiegom przypadkowo spotkanego kapitana Wehrmachtu. Jak się później okaże, dobroczyńcą był Wilm Hosenfeld. Ów legendarny „dobry Niemiec”, który uratował też życie Władysławowi Szpilmanowi.

Potem jednak do Szelig przybyli pijani enkawudziści. Tyle dobrego, że nie postawili od razu pod mur, tylko kazali się wynosić. W zrujnowanej Warszawie Stanisław zaszedł do powstającego Biura Odbudowy Stolicy i został jednym z najbliższych współpracowników Jana Zachwatowicza. Odbudował szereg kamieniczek na Starym Mieście. Wedle jego projektu zrekonstruowano też kolumnę Zygmunta. I to razem z krzyżem, którego początkowo nowa władza sobie nie życzyła. Dziś Stanisław Żaryn ma swoją ulicę na Mokotowie.

Jan przyszedł na świat w 1958 r. jako ostatni z rodzeństwa. Wyniósł z domu katolicyzm, endecką tradycję oraz wieloletnią więź z uratowanymi przez matkę Żydami.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną