Elita przed audytem
Fakty, niekiedy naprawdę bulwersujące, lawinowo ujawniane przez pozarządowe media i środowiska, na ogół są ignorowane przez państwowy aparat propagandy.
Jerzy Baczyński
Polityka

Jerzy Baczyński

Niedawno wielkim przebojem internetu było zdjęcie prezydenta Andrzeja Dudy i grupy oficjeli oglądających występy młodziutkich gimnastyczek. Fotografię przesyłano sobie głównie ze względu na szczególną sytuację oraz takąż minę Andrzeja Dudy. Prezydentowi minęła niedawno połowa kadencji i pewnie dałoby się ją streścić w kilku pamiętnych memach, takich jak ten. (Niedawno wielkim przebojem internetu było zdjęcie prezydenta Andrzeja Dudy i grupy oficjeli oglądających występy młodziutkich gimnastyczek. Fotografię przesyłano sobie głównie ze względu na szczególną sytuację oraz takąż minę Andrzeja Dudy. Prezydentowi minęła niedawno połowa kadencji i pewnie dałoby się ją streścić w kilku pamiętnych memach, takich jak ten. (Szerzej o fenomenie Dudy piszą Mariusz Janicki i Wiesław Władyka). Jednak to zdjęcie z pokazu gimnastyczek przypadkowo uchwyciło coś więcej niż scenkę rodzajową: zbiorowy, symboliczny portret nowej polskiej elity. Obok Andrzeja Dudy zasiada ksiądz biskup, dalej przewodniczący związku zawodowego Solidarność Piotr Duda, także inni ministrowie i VIP-y – prawdziwy sojusz władzy, przedstawicieli ludu pracującego i Kościoła. Niby nic nadzwyczajnego, ale nie przypominam sobie podobnych kompozycji z poprzednich politycznych sezonów. Ważne jest również to, czego tu nie widać, bo znajduje się niejako pod spodem tej i mnóstwa innych oficjalnych fotografii. Otóż elita pisowskiego państwa czuje się już na tyle pewnie przy władzy, tak jest przekonana o kolejnej kadencji, że to po prostu „widać, słychać i czuć”. Władza bez zahamowań sama się celebruje, nagradza, wychwala, obdziela przywilejami, publicznymi pieniędzmi. To nie zaczęło się dziś, ale teraz przybrało ostentacyjną formę. Nigdy w historii III RP nie mieliśmy tej skali utożsamienia państwa z władzą, politycznego przejęcia jego zasobów, wykluczenia opozycji. PO z PSL, które rządziły przez długie 8 lat, jawią się tu jak marni amatorzy, skrępowani jakimiś procedurami, resztkami własnej liberalnej wiary i modernizacyjnej legendy, a przede wszystkim dojmującym lękiem przed PiS. Choć mowa o prywatyzacji państwowych pieniędzy, to, co się teraz dzieje, trudno nawet nazwać korupcją, bo wątpliwe przepływy finansowe odbywają się przy zachowaniu form legalności, zgodnie z nowo uchwalanymi ustawami, zmienianymi statutami instytucji, decyzjami odpowiednich ministrów czy zarządów spółek. Przykłady przytłaczają. Miliony dla spółek ojca Rydzyka; kilkaset milionów dla Fundacji Narodowej na finansowanie propagandowych przedsięwzięć władzy; prawie miliard dla telewizji państwowej; setki reklamowych stron i miliony na tzw. sponsoringi lokowane w prorządowych gazetach; kilka milionów złotych na ekstra nagrody dla ludzi prezydenta Dudy i dla ministrów; nowe luksusowe auta i samoloty-salonki dla PiS-VIP; hojne dotacje na organizowane przez Kościół imprezy i akcje; przejęte na rzecz partii warszawskie nieruchomości warte ze 200 mln zł; wielkie pensje, po kilkadziesiąt tysięcy złotych miesięcznie dla działaczy partii oddelegowanych do spółek państwowych, łącznie z odprawami (np. 2 mln zł dla byłego posła PiS) za niepodejmowanie pracy „u konkurencji”… Fakty, niekiedy naprawdę bulwersujące, lawinowo ujawniane przez pozarządowe media i środowiska, na ogół są ignorowane przez państwowy aparat propagandy. Chyba że coś dostanie się do tabloidów. Wtedy mamy zwykle takie same rutynowe reakcje: 1. Oskarżają nas poprzednicy oderwani od koryta albo niemieckie i lewackie media. 2. Wreszcie przywracamy sprawiedliwość, a pieniądze dostają ci, których zawsze pomijano. 3. Wygraliśmy wybory i mamy prawo decydować, na co wydajemy. Jak zawsze w tego typu argumentacji jest trochę racji, ale tylko trochę. Zawołanie „oni też” można zostawić na boku, bo, jako się rzekło, tym razem skala jest nieporównywalna, również dlatego, że nigdy wcześniej jedna formacja nie miała pełni władzy. I to jeszcze taka, która ideologicznie nie uznaje autonomii instytucji państwa, wagi urzędowych procedur czy niepisanych „poprawnościowych” standardów. Jeśli chodzi o tzw. przywracanie sprawiedliwości, jest chyba tak, że działacze PiS podczas wieloletniej opozycyjnej smuty uwierzyli we własną (podtrzymującą na duchu) propagandę o wszechzłodziejstwie rządzących, szalejącej korupcji, niepohamowanych luksusach przy cygarach i ośmiorniczkach. Niestety, tzw. audyty, po których spodziewano się odkrycia wielkich afer poprzedniej władzy, nie przyniosły zgoła nic, żadnych aktów oskarżenia, poza kabaretowym wyliczaniem hipotetyczny

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj