Wrze pod przykrywką
Państwowy kult smoleński staje się raczej obciążeniem niż siłą.
Jerzy Baczyński
Polityka

Jerzy Baczyński

Trzeba się obawiać złych wiadomości dla rządu, ponieważ każda z nich jest zapowiedzią kolejnych nieprzyjemnych zdarzeń. Jeśli kłopotliwej wizerunkowo informacji nie uda się zataić, zdezawuować ani przeczekać, piarowcy na ogół podejmują próbę jej przykrycia. Czyli wypuszczenia królika, za którym pogonią media. Jak każdy chwyt marketingowy, stosowany zbyt często wytwarza odruch oczekiwania: był kłopot, znaczy będzie wrzutka. Po potężnym ciosie w prestiż partii, jakim okazał się Trzeba się obawiać złych wiadomości dla rządu, ponieważ każda z nich jest zapowiedzią kolejnych nieprzyjemnych zdarzeń. Jeśli kłopotliwej wizerunkowo informacji nie uda się zataić, zdezawuować ani przeczekać, piarowcy na ogół podejmują próbę jej przykrycia. Czyli wypuszczenia królika, za którym pogonią media. Jak każdy chwyt marketingowy, stosowany zbyt często wytwarza odruch oczekiwania: był kłopot, znaczy będzie wrzutka. Po potężnym ciosie w prestiż partii, jakim okazał się przedświąteczny sondaż Kantar Media dla TVN, pokazujący bezprecedensowy (12 pkt proc.) spadek notowań PiS, należało więc się spodziewać jakiejś natychmiastowej, spektakularnej reakcji władzy. W redakcji różnie typowaliśmy, ale nikt nie przewidział, że zostanie odgarnięta tzw. afera hazardowa sprzed, uwaga, 9 lat. Rozumowanie partyjnego piaru było zapewne takie: ponieważ za spadek sondaży odpowiada, bez wątpienia, wpadka z wielotysięcznymi nagrodami dla ministrów i autonagroda premier Szydło, trzeba pokazać natychmiast, że poprzednicy też byli pazerni. Zażądano więc ujawnienia informacji o premiach dla ministrów Tuska i tu potknięcie, które z radością podchwyciły tabloidy: „Miliony u Szydło, u Tuska bieda”, bo rzeczywiście Tusk był dla swoich ministrów pokazowo skąpy. Więc następnego dnia został zatrzymany na zlecenie prokuratury były wiceminister finansów Jacek K., co pozwoliło, jeszcze przed wypuszczeniem ministra na wolność kilka godzin później, głosić, że „afera hazardowa przyniosła 20 mld zł straty”. Wznowienie przez prokuraturę Zbigniewa Ziobry sprawy, zdawało się politycznie rozliczonej (liczne dymisje) i prawnie (już za rządów PiS) umorzonej, na kilometr pachnie doraźną polityką. Tym bardziej że Jacek K. był pozytywnym bohaterem tamtej historii (jako nieprzekupny „skur...”, którego przestępcy, jak wynika z podsłuchów, chcieli „upier...”), bo to on doprowadził do uszczelnienia systemu opodatkowania hazardu w Polsce. Zresztą zarzuty niedopełnienia obowiązków, przekroczenia uprawnień lub niegospodarności są rozciągliwe jak guma i można je postawić właściwie każdemu urzędnikowi, zwłaszcza jeśli nie trzeba takiego zarzutu potem bronić w sądzie (bo promocyjnie wystarczy sama akcja CBA-TVP). Nie szukając daleko, jakaś następna władza mogłaby bez trudu ogłosić, że np. kontrakt na zakup baterii Patriot został przepłacony o kilka miliardów, bo Rumuni kupili praktycznie to samo za pół ceny, i trzeba aresztować min. Błaszczaka. Zresztą, w sprawie zakupu Patriotów też trzeba podejrzewać motyw przykrywkowy, próbę przesłonięcia poważnego kryzysu w stosunkach z USA. Jednak Patrioty choć w trudnych okolicznościach udzieliły władzy wizerunkowej pomocy, nie mogą być odpalane codziennie. Stąd zapowiedź powołania komisji śledczej do spraw wyłudzeń VAT. Tym razem, według premiera Morawieckiego, mogło już chodzić o stratę 200 mld zł. Znów, wielkie kwoty wymierzane od hipotetycznych przychodów. Zdaniem wielu biegłych, gdyby tak liczyć, obecna ekipa też musiałaby w przyszłości odpowiadać za wielomiliardowe straty, także w VAT, podatkach korporacyjnych, składkach niezapłaconych dziś w Polsce przez robotników z Ukrainy albo „nieuzasadnionych” wydatkach budżetu. Niebezpieczna to zabawa, jeśli polityczni zwycięzcy, bez wyraźnych dowodów i powodów, chcą rywali traktować jak kryminalistów. To zaproszenie do przyszłego odwetu. Święta zawsze nieco rozrzedzają atmosferę polityczną, ale w najbliższych kilkunastu dniach powinniśmy się spodziewać kolejnych ostrych akcji politycznych, przysypujących ślady po „minus 12”. Mamy już weto prezydenta wobec tzw. ustaw degradacyjnych. Wkrótce też z nową siłą powinna wrócić, zawsze poręczna, sprawa „żydowskich roszczeń majątkowych”. Tyle że po gorzkiej lekcji ustawy o IPN, raczej nie w wypowiedziach oficjalnych, ale w formie rozproszonego przekazu państwowych i propisowskich mediów. „Eksperci TVP” będą podsuwali interpretację, że cała afera wokół polskiej ustawy „antydefamacyjnej” była od początku na

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj