Oferta na pierwszy rok:

4 zł/tydzień

SUBSKRYBUJ
Osoby czytające wydania polityki

Wiarygodność w czasach niepewności

Wypróbuj za 24,99 zł!

Subskrybuj
Kraj

Nie zabierzemy i oddamy

Tydzień w polityce – komentuje Marek Borowski

Przed transakcją cenne pamiątki znajdowały się w Polsce, pod kontrolą rządu, a 500 mln zł spoczywało w budżecie. Po transakcji cenne pamiątki nadal znajdują się w Polsce, pod kontrolą rządu, natomiast 500 mln zł jest w Liechtensteinie, do wydania na potrzeby rodziny Czartoryskich.

Dwa tygodnie temu w Sejmie odbyła się burzliwa debata nad wnioskiem o odwołanie ministra kultury Piotra Glińskiego. Ministrowi opozycja postawiła szereg zarzutów, ale debatę zdominowała sprawa transakcji z Adamem Czartoryskim (na marginesie: co to za maniera, aby nazywać tego pana „księciem”?!). Obie strony zadawały ciężkie ciosy. Posłanka Pasławska z PSL wyprowadziła lewy sierpowy: „Pan nienawidzi (!) kultury!”. Gliński zachwiał się, bo po takim ciosie – minister kultury nienawidzący kultury to jednak ewenement na światową skalę – trudno utrzymać równowagę. Na szczęście dla ministra na ring wskoczył do pomocy premier Morawiecki, bijąc oponentów z obu rąk i nóg: „Wy w waszym DNA macie coś takiego, żeby polską kulturę wyprzedawać!”. To mogło zakończyć walkę, bo w końcu dowody, oparte na DNA, są decydujące. Na szczęście w następnym zdaniu premier jako przykład wyprzedaży dóbr kultury wymienił Stocznię Remontową Marynarki Wojennej w Gdyni, co sprawiło, że potencjalnie groźne ciosy nie wyrządziły opozycji wielkiej szkody.

Ataku próbował jeszcze minister Gliński, twierdząc, że – w przeciwieństwie do polityków PO, którzy załatwiali sprawy na cmentarzu – ta transakcja była „całkowicie transparentna”. Ten cios został jednak sparowany pytaniem, dlaczegóż to ta rzekoma dbałość o transparentność przejawiła się w dwukrotnym żądaniu ministra Glińskiego, aby rozmowy z panem Czartoryskim prowadzić nie w gmachu ministerstwa, ale w restauracji?

Polityka 22.2018 (3162) z dnia 28.05.2018; Komentarze; s. 8
Oryginalny tytuł tekstu: "Nie zabierzemy i oddamy"
Reklama