Kraj

Mecenas dyżurny

Ewolucja Romana Giertycha

Nie brakuje ludzi, którzy wciąż pamiętają mu skrajne prawicowe poglądy i dyskryminującą retorykę. Nie brakuje ludzi, którzy wciąż pamiętają mu skrajne prawicowe poglądy i dyskryminującą retorykę. Tomasz Ozdoba / Newspix.pl
Roman Giertych ewoluuje. I choć dziś jest zagorzałym obrońcą praworządności, bywalcem antyrządowych manifestacji oraz prawnikiem wielu polityków opozycji, ciągnie za sobą ogon – dawnych wypowiedzi, działań, poglądów. Czy utrudni mu to powrót do polityki?
Roman Giertych i Leszek Czarnecki w drodze do Prokuratury Okręgowej w Katowicach. 19 listopada 2018 r.Arkadiusz Lawrywianiec/Forum Roman Giertych i Leszek Czarnecki w drodze do Prokuratury Okręgowej w Katowicach. 19 listopada 2018 r.
Roman Giertych pozdrawia uczestników demonstracji KOD-u. Warszawa 2016 r.Zorro2212/Wikipedia Roman Giertych pozdrawia uczestników demonstracji KOD-u. Warszawa 2016 r.

Nowy Świat. Klasycystyczna kamienica w centrum Warszawy, zadbane podwórze z posągiem jelenia pośrodku i wartą kilkaset tysięcy złotych czarną limuzyną nieopodal. W oficynie urzędują myśliwi, na pierwszym piętrze – Roman Giertych. To tu, równo kilometr od Sejmu, otworzył swą kancelarię adwokacką. Na końcu przedzielonej szklanymi drzwiami amfilady, w eleganckim gabinecie, obszernym na tyle, że nie przytłaczają go skórzane fotele i ciężkie drewniane meble, powiesił zdjęcia z audiencji rodziny u kolejnych papieży. Nad biurkiem zaś – ramę z modlitwą: „Św. Tomaszu Morusie, Ty wiesz co to znaczy czekać na wyrok. Daj mi cierpliwość czekania, pokorę przy zwycięstwach, radość przy porażkach, ale daj mi też wygrać sprawę o którą proszę!” [pis. oryg.] Renesansowy prawnik, pisarz i poseł – męczennik obwołany patronem polityków – jest dla Romana Giertycha wzorem. Słowa modlitwy, jak mówi, powtarza przed wyrokami w trudnych sprawach.

Do zawodu wrócił po nieudanym koalicyjnym romansie z PiS, kiedy jesienią 2007 r. wylądował na politycznym marginesie. I nie bieduje. Postawił okazałą willę pod Warszawą; dwa razy do roku – na powitanie i pożegnanie lata – urządza wystawne przyjęcia, na których goszczą znani politycy, prawnicy i biznesmeni; jest stałym bywalcem mediów. Na co dzień także obraca się wśród polityków – z jego usług korzystają lub korzystali m.in.: Donald Tusk, Jan Krzysztof Bielecki, Radosław Sikorski, Jacek Rostowski, Killion Munyama czy Stanisław Gawłowski. Muszą mieć do niego zaufanie, ponieważ powierzają mu nie tylko swoje tajemnice, ale i sprawy swoich bliskich – jak choćby w przypadku obojga dzieci szefa RE czy żony Mirosława Drzewieckiego. Problemy są różne: od komisji śledczych, przez hejt w internecie, rasistowskie ataki, po oskarżenia o korupcję.

Sam Giertych twierdzi jednak, że głośne sprawy z polityką w tle to niewielka część jego aktywności zawodowej. A tej prawdziwej polityki wciąż mu brakuje. Nie kryje, że chciałby do niej wrócić. – Nie wykluczam startu w nadchodzących wyborach, najprawdopodobniej do Senatu. Wszystko inne to spekulacje medialne, które nie ja wypuszczam – podkreśla adwokat. – Przez te kilkanaście lat zarobiłem dostatecznie dużo, żeby poświęcić się służbie publicznej. Chociaż, nawet jeżeli zostałbym senatorem, nadal prowadziłbym kancelarię. Czynnik finansowy nie będzie więc tu grał roli, bardziej względy rodzinne, ponieważ mam jeszcze dwoje małych dzieci.

Kodeks postępowania

Buduje nowy wizerunek i znajomości, które powrót na Wiejską mogą ułatwić. Wśród polityków parlamentarnej opozycji jest raczej lubiany. Nasi rozmówcy często wskazują na jego „angielskie poczucie humoru” i błyskotliwość, a przede wszystkim na ogromną determinację do walki z PiS. Bywa autoironiczny, ale i złośliwy – co zresztą pokazał już na finiszu swojej ostatniej kadencji w Sejmie.

Polowano na Leppera, koalicja PiS-Samoobrona-LPR się rozpadła, posłowie dyskutowali o samorozwiązaniu izby. Ówczesny szef Ligi Polskich Rodzin, uzbrojony w sejmowe statystyki, wkroczył na mównicę i zaczął punktować Jacka Kurskiego, który chwilę wcześniej chwalił się dokonaniami PiS. „Przypisał pan swojemu klubowi reformę edukacji, mundurki. A ja mam tutaj głosowanie…” – drwił Giertych i odczytywał wyniki kolejnych głosowań, w których spora część posłów PiS, w tym sam Kurski, nie głosowała albo opowiadała się przeciwko: mundurkom, becikowemu i uldze prorodzinnej. Kurski z nietęgą miną, skubiąc nerwowo podbródek, wysłuchiwał uszczypliwości Giertycha, śmiechów z sali i okrzyków: „oszust!”, „kłamca!”.

W jednym tylko próbujący się odciąć Kurski miał rację: „Pan Giertych przemawiał tak, jakby to był jego ostatni raz”. Przyspieszone wybory zmiotły LPR z politycznej sceny. Partia, która dwa lata wcześniej weszła do Sejmu z 8-proc. poparciem, w 2007 r. uzbierała raptem 1 proc. głosów. Już się nie podniosła.

Tamte czasy pozostawiły zadrę. Tak przynajmniej tłumaczą to teraz politycy znający Giertycha, w tym Tadeusz Cymański, którego podczas pamiętnej debaty Giertych również punktował. – Oprócz kwalifikacji wkłada w to serce, bo ma zadawnione porachunki i żywi do nas bardzo negatywne uczucia. Był przecież szefem partii, którą wielu określało „przystawką”, a po 2007 r. ta partia przepadła. Taka trauma zostawia trwały ślad – tłumaczy. – Gdybym potrzebował adwokata i widział, że jest taki, który pała jakąś żądzą, tobym brał go w ciemno! Bo to przecież gwarancja, że zrobi wszystko, aby osiągnąć swój cel – dodaje.

Normy

Ta determinacja do walki z państwem PiS i aparatem jego władzy jest rzeczywiście jedną z przyczyn, dla których czołowi politycy opozycji decydują się korzystać z usług mecenasa Giertycha.

– Zna metody PiS, widział je z bliska – mówi jeden z polityków Platformy. Ale nie tylko to ma znaczenie, zwłaszcza dla ludzi spoza politycznego świecznika. – Jest wielu świetnych prawników, jednak rzadko który ma takie „publiczne branie”, czyli taką szeroko rozpoznawalną twarz. Profesjonalizm i rozpoznawalność przydają się w tym zawodzie – mówi senator Bogdan Klich. Inny z polityków PO, któremu zresztą niedawno Giertych proponował swoje usługi, tłumaczy: – On jest najbardziej „politycznie” zbudowanym adwokatem. Ale Leszek Czarnecki sprawę ujawnienia nagrań z KNF na pewno konsultował wcześniej ze swoimi prawnikami. Giertych pojawił się dlatego, że Czarnecki potrzebował frontmana. Przecież żaden z prawników, który obsługuje interesy Czarneckiego, nie załatwiłby mu takiego dojścia do telewizji czy radia. Roman gwarantuje, że sprawa zostanie nagłośniona i nie przycichnie.

A PiS, nie mając najwyraźniej dobrej odpowiedzi na aferę KNF, usilnie stara się wyciszyć temat i przekierować uwagę na inne sprawy. Jak w ubiegłym tygodniu kolejną nowelą dotyczącą Sądu Najwyższego. Ale i po prawej stronie mają świadomość, że Giertych nie odpuści. Stąd rządowe media przypuściły na niego atak. Dziennik TVP, w dniu, w którym przez ponad 11 godzin Czarnecki zeznawał w katowickiej prokuraturze, połowę wydania poświęcił nie tylko echom „budzących kontrowersje” publikacji „Gazety Wyborczej” oraz „kreującemu się na ofiarę” miliarderowi, ale także jego pełnomocnikowi. W materiale „Kontrowersyjny mecenas i polityk” wytykano Giertychowi koniunkturalizm i „obrażanie homoseksualistów”, sugerowano też, że „mógł chcieć stworzyć grupę, która będzie wymuszała pieniądze najbogatszych Polaków”. Chodzi o ujawnione cztery lata temu przez „Wprost” nagranie, w którym Giertych negocjował odkupienie od Piotra Nisztora (specjalizującego się w publikowaniu podsłuchów) praw do nieukończonej książki o Janie Kulczyku.

Był alkohol, homofobiczne żarty i propozycje szantażowania biznesmenów (w tym Leszka Czarneckiego). Giertych twierdzi, że wówczas blefował; że działał w imieniu tajemniczego klienta, przyjaciela Kulczyka, który chciał zdobyć książkę, a ujawnienie rozmowy z 2011 r. miało być zemstą, ponieważ po wybuchu tzw. afery podsłuchowej został pełnomocnikiem ministrów Sikorskiego i Rostowskiego. „Atak na adwokata, który prowadzi sprawy przeciwko tygodnikowi »Wprost«, wygląda na prywatę i akt desperacji” – twierdził ówczesny szef MSZ.

Dziś Giertych przyznaje, że Nisztorowi się upiekło: – Nie mogę go skarżyć prywatnie, ponieważ oskarżam go jako oskarżyciel subsydiarny w imieniu Radka Sikorskiego za sprawę afery podsłuchowej. To byłoby sprzeczne z zasadami etyki zawodowej. Ale mam nadzieję, że sprawa niedługo wejdzie na wokandę i sąd go skaże.

Pozwem grozi za to Danucie Holeckiej – od prowadzącej „Wiadomości” TVP żąda przeprosin i 200 tys. zł na Caritas lub WOŚP za „czarny piar” we wspomnianym materiale. W odpowiedzi TVP oświadczyła, że groźby „prawnika banksterów i skompromitowanych polityków” nie powstrzymają jej dziennikarzy w wypełnianiu misji. No to Giertych zapowiedział również pozwy przeciwko członkom zarządu telewizji – będzie domagał się zasądzenia im prac społecznych, w tym 40 godz. miesięcznie przez rok dla prezesa Kurskiego. Kilka godzin później funkcjonariusze TVP odpalili kolejne taśmy, popłuczyny po aferze podsłuchowej. Na nagraniach Czarnecki opowiada o rzekomym dealu z Giertychem, który miał obiecać przeciąganie sprawy z frankowiczami domagającymi się odszkodowania od Getin Banku.

Wokanda

– Ostatnie ataki rządowych mediów tylko dowodzą tego, że mec. Giertych siada PiS na karku i żądli jak osa. A to wynika z jego szkoły politycznej – uważa senator Klich. – Swoją ewolucją udowodnił, że potrafi być człowiekiem myślącym szeroko. Walczy teraz o wartości europejskie, demokrację, rządy prawa i prawa obywatelskie. Czynnie występuje po stronie opozycji, daje świadectwo, że do tych wartości jest przekonany, choć wcześniej tak nie było.

Ale nie wszystkich przekonał do siebie. Nie brakuje ludzi, którzy wciąż pamiętają mu skrajne, radykalnie prawicowe poglądy i dyskryminującą retorykę. Dlatego, kiedy ostatnio w mediach zaczęto spekulować, że po odsunięciu PiS od władzy Giertych mógłby zostać ministrem sprawiedliwości i prokuratorem generalnym, także lewa strona zaatakowała. I Giertycha, i PO. Rzeczniczka SLD, która ledwie kilka dni wcześniej chwaliła się porozumieniem koalicyjnym Sojuszu z Platformą i PSL w sejmikach i pisała o „dobrej woli głównego koalicjanta, czyli PO” (dzięki której przedstawiciele jej partii znaleźli się w zarządach województw, w których nie mają radnych), obruszała się: „I ja mam z PO wspólnie startować?”. Zapowiadała też: „Będziemy mieli pewne warunki brzegowe współpracy. Poparcie Giertycha odpada”.

Plotka jeszcze mocniej rozemocjonowała sympatyków Roberta Biedronia, którzy drwili, że Giertych jest dowodem na „progresywność” PO. Rykoszetem dostało się także Barbarze Nowackiej, choć ta w przeciwieństwie do niektórych kolegów z Koalicji Obywatelskiej nie widzi w jej szeregach miejsca dla Giertycha. Szeroki front: tak, ale na prawej flance granicę wyznacza Kazimierz Michał Ujazdowski. – Poglądowo Roman Giertych jest bardzo daleko od KO, on nie zmienił swojego światopoglądu, jak to np. zrobił Stefan Niesiołowski. Jest antypisowski, ale nie widzę, aby cenił sobie np. prawa kobiet, wolności osobiste i świeckość państwa. Ciężko także zapomnieć jego ministrowanie. Nasza koalicja musi być jak najszersza, ale też spójna programowo i oparta na pewnych wartościach. Samo nielubienie PiS to za mało – mówi Nowacka.

I choć część polityków PO podchwyciła temat i podobnie jak Sikorski przyznawała, że Giertych jako prokurator generalny „dałby radę”, to władze Platformy dystansują się od tych dywagacji. – Nie ma takiego tematu – ucina Grzegorz Schetyna. – Naprawdę ktoś wierzy, że my teraz układamy rząd? Oczywiście, nie mam wątpliwości, że Roman byłby bardzo chętny, żeby PiS ścigać i rozliczyć, ale na rok przed wyborami dyskusja o stanowiskach jest niepoważna – wtóruje mu inny członek zarządu partii, przekonany, że plotkę wypuszczono, aby odwrócić uwagę od afery KNF i dać lewicy pretekst do ataku na KO.

Apelacja

Bo Giertychowi wciąż ciąży przeszłość: wskrzeszenie na przełomie lat 90. Młodzieży Wszechpolskiej, antysemicka (nawet jeśli zawoalowana) retoryka LPR, antyunijne i homofobiczne wypowiedzi oraz radykalizm w kwestiach aborcji, in vitro czy związków partnerskich. Do tego „zasługi” z czasów szefowania MEN: mundurki, Gombrowicz, religia wliczana do średniej i amnestia maturalna. Nawet dziś musi się tłumaczyć z wykreślenia „Transatlantyku” z listy lektur. I choć wprowadzenie obowiązkowych jednolitych strojów dla uczniów wywołało w 2006 r. protesty młodzieży (słynne hasło: „Giertych do wora, wór do jeziora”), jest z tego pomysłu dumny. Jak i z przywrócenia obowiązkowej matury z matematyki.

Ile zostało z tamtego Giertycha? – Światopoglądowo się nie zmieniłem, natomiast uleciał ze mnie cały radykalizm. Wracając do adwokatury, wyzbyłem się także skłonności do oceniania ludzi – mówi. Nadal jest przeciwnikiem aborcji i sprzeciwia się legalizacji związków homoseksualnych; zmienił jednak swój stosunek do UE – sprzeciw wobec Unii uważa za swój „największy polityczny błąd”.

Czy formuła szerokiej opozycyjnej koalicji jest jednak na tyle pojemna, aby i on się w niej pomieścił? – To oczywiste, że moje poglądy różnią się od poglądów Joanny Muchy. Ale nie przeszkadzało nam to objeżdżać Lubelszczyznę, spotykać się z ludźmi i przekonywać do głosowania na KO. Dlaczego to robiliśmy? Bo nasze różnice poglądów w kontekście zawłaszczania państwa, które widzimy każdego dnia, są bez znaczenia. To takie różnice, jak pomiędzy ekologiem a myśliwym w sytuacji, kiedy płonie las. Ratuje się las, a spory odkłada na dalszy plan i działa razem – podkreśla.

Może więc ten radykalizm nie tyle z niego uleciał, co diametralnie zmienił kierunek. Dziś z niemal równą zaciętością Giertych walczy o to, aby PiS nie demolował dalej państwa.

Przedawnienie

Radykalizm to także kwestia domu. Maciej Giertych, profesor dendrologii, endek, zasłynął nie tylko kwestionowaniem teorii ewolucji i dowodzeniem, że dinozaury żyły wśród ludzi (co uwiarygadniać mają m.in. legendy o Smoku Wawelskim i potworze z Loch Ness), ale publikacjami o zabarwieniu rasistowskim i antysemickim. Jędrzej, dziadek Romana, współpracownik Dmowskiego, jeden ze skrajnych ideologów przedwojennej endecji, był zdeklarowanym antysemitą; fascynował się włoskim faszyzmem i tropił masońskie spiski. Młody Giertych zapewnia jednak, że z antysemickimi poglądami nie ma nic wspólnego. – Ja w tej chwili reprezentuję wiele tradycyjnych środowisk żydowskich w Polsce. Przyjaźnię się z Żydami, byłem gościem prezydenta Izraela, odwiedzałem najwybitniejszych rabinów w Tel Awiwie i Jerozolimie – podkreśla. Bliżej mu pod tym względem do stryja, o. Wojciecha, dominikanina, od 2005 r. Teologa Domu Papieskiego, jednego z ośmiorga rodzeństwa Macieja.

Sam Roman dochował się czwórki dzieci. Najstarsza córka ma 18 lat, najmłodsza Alicja Antonina – 4,5. Z żoną Barbarą – również prawniczką, pracującą w jego kancelarii – poznali się 25 lat temu na zjeździe MW. Były jej imieniny, siedem lat starszy rosły wszechpolak, który czujnie złożył jej życzenia, na wstępie miał plus. O małżeństwie, dzieleniu się obowiązkami i wychowywaniu dzieci chętnie opowiadali w ubiegłym roku prowadzącym „Dzień Dobry TVN”.

Aplikacja

Giertych stara się odciąć od wizerunku wyklętego narodowca. W dobrze skrojonym garniturze, z hollywoodzkim uśmiechem, ważący słowa nie przypomina siebie sprzed raptem dekady. Jednak to nie o twarz idzie. Bo choć pamięć w polityce bywa ulotna, jego radykalne przekonania i decyzje wryły się w najnowszą historię polskiego parlamentaryzmu. Powrót do polityki już raz mu się nie udał – w 2015 r. startował do Senatu; formalnie nie miał poparcia PO, jednak partia nie wystawiła w jego okręgu kandydata. Wszedł inny konserwatysta – Konstanty Radziwiłł.

– Jeżeli poprzez aferę KNF uda mu się pogrążyć obóz władzy, to dominować będzie opinia, że to „facet, który zatopił PiS”, cała reszta, te słynne mundurki nie będą miały już takiego znaczenia. A on sam zyska bardzo mocne podstawy, żeby wrócić do polityki – uważa Ludwik Dorn.

Ćwierć wieku temu 22-letni Roman Giertych napisał „Kontrrewolucję młodych” – biblię ówczesnych wszechpolaków, z przebitą szczerbcem unijną flagą na okładce. Dziś wydaje kolejny zbiór swoich fejsbukowych felietonów, w których rozprawia się z metodami państwa PiS. Te dwie pozycje to dobry dowód na ewolucję.

Polityka 48.2018 (3188) z dnia 27.11.2018; Polityka; s. 21
Oryginalny tytuł tekstu: "Mecenas dyżurny"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Polska jako jedyna w Unii nie udostępnia szczepionki HPV

Szczepionka, którą od 12 lat uznaje się na świecie za wybawienie od raka szyjki macicy, w Polsce jest nadal moralnie podejrzana. Wyparowała też z naszego rynku, za co sami jesteśmy sobie winni.

Paweł Walewski
26.08.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną