Kraj

Rola dla króla

Plan Biedronia: czy nowy ruch zmieni polską politykę?

Bez wątpienia już dziś jest Biedroń bezdyskusyjnym władcą świeckiej Polski. Ale czy z tak specyficznym berłem zdoła zrobić karierę w polskiej polityce? Bez wątpienia już dziś jest Biedroń bezdyskusyjnym władcą świeckiej Polski. Ale czy z tak specyficznym berłem zdoła zrobić karierę w polskiej polityce? EAST NEWS
Teraz jest czas debat i budowania szerokiego zaplecza. Ale na wyborczy szlak ruszy znacznie bardziej okrojona pierwsza kadrowa. Taki jest plan Roberta Biedronia na wejście do polityki.
W tej „burzy mózgów” (pod takim szyldem odbywa się ta impreza) chodzi o odwrócenie relacji polityk–wyborca. To ludzie mają mówić, a Biedroń słuchać i wyciągać programowe wnioski.Władysław Czulak/Agencja Gazeta W tej „burzy mózgów” (pod takim szyldem odbywa się ta impreza) chodzi o odwrócenie relacji polityk–wyborca. To ludzie mają mówić, a Biedroń słuchać i wyciągać programowe wnioski.
W obecnej fazie ruchu społecznego Biedronia wrota do projektu zostały szeroko otwarte. Praktycznie każdy może wejść, choć brakuje wyraźnie zarysowanej perspektywy dalszej drogi.EAST NEWS W obecnej fazie ruchu społecznego Biedronia wrota do projektu zostały szeroko otwarte. Praktycznie każdy może wejść, choć brakuje wyraźnie zarysowanej perspektywy dalszej drogi.

Artykuł w wersji audio

Poleciała z głośnika solówka na gitarze elektrycznej. Potem światła zgasły i rozległ się głos: „Dobry wieczór państwu. Zamknijcie oczy. Pomyślcie o Polsce, w której chcecie żyć”. Jesteśmy w sali restauracyjnej jednego z hoteli w Łomży. Nie dla wszystkich starczyło krzeseł, przybyło jakieś 150 osób. Pełny przekrój wiekowy, od uczniów po emerytów. Co prawda kilka dni wcześniej w Warszawie było dziesięć razy więcej, ale stolica rządzi się innymi prawami. Jak na rozmiar i specyfikę Łomży, tu też należy mówić o frekwencyjnym sukcesie.

Wreszcie zapalają się światła i z entuzjastycznym „wow!” wchodzi na salę Robert Biedroń. Przybija piątki z najbliżej siedzącymi, wstępny small talk. Wszystko zostało tak przygotowane, aby możliwie skrócić dystans. Bohater wieczoru pośrodku, dookoła publiczność. Pomyślano nawet o korytarzach ułatwiających Biedroniowi swobodne przemieszczanie się pomiędzy krzesłami. W tej „burzy mózgów” (bo pod takim szyldem odbywa się impreza) chodzi o odwrócenie relacji polityk–wyborca. To ludzie mają mówić, a Biedroń słuchać i wyciągać programowe wnioski.

Autentyzm pozorowany

Pobrzmiewają nieco echa wystąpień Szydło i Kukiza z kampanii w 2015 r. Zwłaszcza że Biedroń tak samo chętnie kreuje się na ofiarę medialnego mainstreamu („Nikt tak źle mnie jeszcze nie potraktował”). Oligarchiczne rządy nowej elity PiS aż tak wiele zatem nie zmieniły. Nowy ruch polityczny raz jeszcze próbuje legitymizować się poprzez negację starych elit. Być może dlatego, że również chciałby coś ugrać z dala od Warszawy.

Zgłoszenie uczestnictwa w „burzy mózgów” odbywa się poprzez stronę internetową. W odpowiedzi przychodzi mail od Roberta Biedronia z zaproszeniem na imprezę. Okazuje się, że nie było to konieczne. Nikt przy wejściu nie sprawdzał zaproszeń.

Chodzi więc o to, aby cyfrowo dołączyć do nowej wspólnoty. Strona „Roberta Biedronia – lidera nowego ruchu społecznego” otwiera się zresztą hasłem „Policzmy się!”. Jest też i licznik wskazujący już ponad 800 tys. osób. Obejmuje każdego, kto zarejestrował się na spotkanie albo zamówił newsletter, skomentował na portalach społecznościowych, zalajkował. Ostatnio wzbogacono ofertę o gadżety w internetowym sklepie Roberta Biedronia. On sam na zdjęciach robi za modela prezentującego towar. Można kupić bluzę „Robert dla wolności” (z komiksowym obliczem polityka), torbę na zakupy „świeckie państwo” (z rysunkiem pół Sejmu i pół Kościoła), kubki (z konstytucją albo wegańską marchewką).

Ale te setki tysięcy potencjalnych sympatyków pokazują jedynie zakres ogólnego rezonansu przedsięwzięcia. Dla organizatorów istotniejsza jest liczba deklarujących aktywność w ruchu. Na razie to podobno 30 tys. osób. I jest to już teraz poziom mocno usadowionych w systemie politycznym partii. Choć mimo wszystko trudno porównywać okrzepłe struktury płacących składki działaczy do pierwotnej akumulacji politycznego kapitału Biedronia.

„Nowy ruch społeczny” wiedzie bowiem żywot nieformalny i sieciowy. Wyraźnie zresztą akcentowane jest to, że do tej pory proces toczy się spontanicznie. Spontaniczny jest napływ chętnych do zaangażowania oraz strumień finansowy, zasilany dobrowolnymi datkami. Lokalni organizatorzy przeprowadzają zbiórki publiczne, a pieniądze idą na konto Instytutu Myśli Demokratycznej. To think tank założony przez Biedronia i kierowany przez jego najbliższego współpracownika Marcina Anaszewicza. Z tych pieniędzy, jak słychać w otoczeniu lidera, regulowane są rachunki za dotychczasowe przedsięwzięcia.

Niespecjalnie bym w to wierzył. W Polsce jest tylko jeden polityk, któremu udaje się finansować działalność z dobrowolnych wpłat sympatyków. To Janusz Korwin-Mikke, który świadomie od 30 lat hoduje sobie wąskie grono wyznawców kosztem szerokiego poparcia. Czy Robert ma porównywalny potencjał? Chyba jeszcze długo nie – powątpiewa działacz konkurencyjnej lewicowej partii.

Łomża czy Amsterdam?

W politycznych kuluarach krążą zresztą pogłoski o wdrożonym przez Biedronia korporacyjnym systemie obowiązkowych wpłat. Wolontariusze oczywiście są mile widziani, ale jeśli ktoś aspiruje do miejsca na liście wyborczej, to powinien wnieść twardsze aktywa finansowe. Co zresztą od razu hierarchizuje niby to spontanicznie kształtujący się ruch, buduje podział na uprzywilejowanych oraz masę członkowską. Ta próbuje się teraz wykazać, lecz nie ma pewności, czy aby przyszłe profity już nie zostały zawczasu rozdane.

Nie do końca prawdziwa jest też opowieść o spontanicznej mobilizacji struktur Biedronia. – Kuszą naszych ludzi, czasem nawet całe struktury. Tak było w Płocku i Radomiu, gdzie mieliśmy faktycznie słabą organizację – opowiada działacz Zielonych. Również nasz rozmówca z Partii Razem potwierdza, że były próby wyciągania pojedynczych ludzi. – Ale rzadko kiedy udane. Bo nie bardzo wiadomo, na co można liczyć, idąc do Biedronia. Dopóki nie powstanie jego partia, nie będzie jasnych reguł. A ludzie chcą mieć jakieś gwarancje, niezobowiązujące uczestnictwo w ruchu społecznym to za mało.

„Ruch społeczny” to kategoria raczej tylko marketingowa. Mająca uwydatniać odmienny model wejścia w politykę, na kontrze wobec niepopularnych partii. Oficjalnie zresztą Biedroń odmawia uczestnictwa w lewicowych konfiguracjach, podkreślając oddolny charakter jego inicjatywy. Tyle że autentyczne ruchy społeczne organizują się nie wokół liderów, ale konkretnych postulatów zmiany społecznej. Nie powinno być jednolitego centrum decyzyjnego ani hierarchii. Ruch pod wieloma względami jest zaprzeczeniem organizacji. Koordynacją działań i strategią przejmuje się tylko o tyle, o ile jest to niezbędne do realizacji celów. Wewnętrzne reguły działania ustalane są na drodze negocjacji, a nie idących z góry dyrektyw. Wraz z formalizacją tego procesu ruch zamiera.

Obecne inscenizowanie „nowego ruchu społecznego” przez Roberta Biedronia jest więc typową grą pozorów na zmylenie wyborców oraz konkurencji.

Ale pozorów należy się trzymać. Biedroń zdejmuje więc marynarkę i zakasuje rękawy. Zaczyna się w Łomży właściwa część „burzy mózgów”. Wszyscy jej uczestnicy dostali po firmowym bloczku i ołówku z nazwiskiem gospodarza imprezy. Po to, aby zapisać swój główny postulat. Następnie chętni kolejno będą publicznie prezentować swoje propozycje. Wokół każdej z nich odbędzie się krótka dyskusja, a następnie głosowanie. Te, które przejdą, zostaną zapisane na tablicy, a następnie trafią do wielkiego programowego repozytorium dla przyszłej partii.

Biedroń oficjalnie ogranicza się do roli moderatora debaty, choć tak naprawdę ani na moment nie przerywa show. Panuje nad salą niepodzielnie, zaskakuje uczestników pytaniami, droczy się i przekomarza.

Pierwsza propozycja jest nieco egzotyczna: znieść konstytucyjny obowiązek obrony kraju na wypadek wojny. Krótka dyskusja, czy w ogóle warto bronić takiej Polski jak dziś. Konkluzja: mimo wszystko tak, „dla naszych dzieci i wnuków”. Propozycja upada.

Kolejna to wprowadzenie euro. Po raz pierwszy uaktywnia się tego wieczoru kącik tradycjonalisty, czyli kilkuosobowe emeryckie grono najbliżej drzwi. Mówią, że „złotówka stabilniejsza niż to całe euro”. Sala trochę się sroży. Najwyraźniej większości przybyłych zależy, aby obalić stereotyp Łomży jako siedliska katolicko-narodowej reakcji. Ale Biedroń natychmiast uznaje, że reprezentacja „ciemnogrodu” to szansa na dyskusję. Bez zderzenia z siłami wstecznictwa nie da się przecież wykazać atrakcyjności obozu postępu. Już do końca debaty frakcja Łomży tradycyjnej będzie uprzywilejowana w dostępie do mikrofonu.

Euro przechodzi w głosowaniu. Ale prawdziwe emocje wywołuje dopiero kolejny postulat, czyli świeckie państwo. Precz z religią ze szkoły! Znieść fundusz kościelny! „To Łomża czy Amsterdam?” – pyta zachwycony Biedroń. Pan z kącika oczywiście oponuje i grozi inwazją islamu, ale takie gadanie nikogo tutaj nie przekonuje. Bo ludzie po prostu mają dość „czarnych”. Wkurza ich, jak słyszą „co łaska, ale nie mniej niż tysiąc”. Mówią, że sami chętnie pożyliby sobie tak, jak żyje Kościół. Uaktywniają się również najmłodsi. Biedroń pyta, ilu chodzi na religię. Niewielu. Za to przy głosowaniu postulatów świeckości las rąk w górze.

Szeroki ruch, wąska partia

W samej Łomży na razie bliżej wiązać się z Biedroniem zamierza 16 osób. Głównie młodzi ludzie, większość gdzieś już działała. W innych miastach jest podobnie. Organizatorzy przyznają, że ciężko jest aktywizować zupełnie świeżych ludzi.

Za organizację ruchu Biedronia odpowiada sześcioro ponadregionalnych pełnomocników. To oni zasysają aktywistów i starają się wstępnie ogarnąć rozentuzjazmowaną zbieraninę. Paulina Piechna-Więckiewicz przez kilka miesięcy reprezentowała SLD w radzie Warszawy, była też wiceszefową Sojuszu. Później odeszła do Inicjatywy Polskiej Barbary Nowackiej, ostatnio pracowała w warszawskiej kampanii Jana Śpiewaka.

Grzegorz Pietruczuk też był przed laty jednym z liderów młodego SLD. To pokolenie czekało na swą kolej aż do czterdziestki, a potem zaczęło się wykruszać. Odszedł więc na swoje, założył lokalny komitet na warszawskich Bielanach. W poprzedniej kadencji był zastępcą burmistrza w dzielnicy, ostatnio awansował na burmistrza.

Ewa Jeżak to liderka Kongresu Kobiet w Koninie, organizowała tam Czarny Protest. Kolejna z koordynatorek Małgorzata Marenin jest znaną w Kielcach działaczką feministyczną. Wsławioną oskarżeniem z powództwa prywatnego abp. Józefa Michalika za homilię, w której skojarzył pedofilię z gender. Kiedyś należała do radykalnie antyklerykalnej flanki w Ruchu Palikota, ostatnio bez sukcesu kandydowała z listy SLD do rady miasta.

Małgorzata Prokop-Paczkowska też kiedyś działała u Palikota, kierując oficjalną kobiecą platformą w jego partii. Wcześniej przez kilkanaście lat dziennikarka TVP Szczecin. Z listy Palikota bez sukcesu kandydował również do Sejmu ostatni z pełnomocników Łukasz Kohut, prowadzący w Rybniku agencję fotograficzną.

Zresztą sam Biedroń swój czteroletni poselski epizod również zawdzięcza Januszowi Palikotowi. Nic dziwnego, że jego obecny projekt pod wieloma względami przypomina tamtą inicjatywę. I nie chodzi tylko o wymiar ideowy. Opuszczając PO niedługo po katastrofie smoleńskiej, Palikot tak samo kontestował partie polityczne oraz pozorował budowę ruchu społecznego. Równolegle zarejestrował stowarzyszenie oraz partię polityczną. Chodziło wtedy o to, aby obejść limity w finansowaniu partii z prywatnych źródeł. Pieniądze na rozruch zapewnił sam Palikot, ale i dokładali się wciągani na pokład nowi ludzie.

Stowarzyszenie budowało więc markę projektu, ale w samych wyborach startowała już trudna do odróżnienia partia. Co prawda z ograniczeniami wydatków, ale za to z prawem do budżetowej subwencji. Wdrożył też zresztą Palikot wzorowany na korporacyjnych „system premiowy” dla kandydatów. Od liczby zebranych punktów miało zależeć miejsce na liście, a punktowało się darowiznami na stowarzyszenie oraz aktywnością w internecie.

W kampanii wyborczej 2011 r. ten model sprawdził się doskonale. Palikot, któremu nie dawano większych szans, zdobył 10 proc. poparcia i wprowadził do Sejmu sporą reprezentację. Ale szybko zaczęły się schody. Skoro dobre miejsce na liście można było sobie po prostu wykupić, w klubie zaroiło się od ludzi z pieniędzmi i bez skrupułów. Nie było też mowy o elementarnej spójności ideowej. W efekcie dzieje Ruchu Palikota pisano odtąd już tylko awanturami i rozłamami.

Trudno nie zauważyć, że otoczenie Biedronia uważnie przeanalizowało tamto doświadczenie. Przejęto niektóre elementy (wodzowski charakter projektu, imitowanie ruchu społecznego, być może też elementy systemu finansowo-motywacyjnego), jednocześnie starając się zabezpieczyć przed pułapkami. Palikot najwyraźniej zlekceważył bowiem moment przejścia do etapu partyjnego. Tymczasem w planie Biedronia ma to być moment kluczowy.

W obecnej fazie ruchu społecznego wrota do projektu zostały szeroko otwarte. Praktycznie każdy może wejść, choć brakuje wyraźnie zarysowanej perspektywy dalszej drogi. Ten czas jednak powoli się kończy. Gdy tylko Biedroń ogłosi wreszcie powstanie nowej partii – a stanie się to 3 lutego 2019 r. na warszawskim Torwarze – tych kilkadziesiąt tysięcy chętnych do zaangażowania stanie nagle przed wąskim gardłem. Zacznie się czas szczegółowej weryfikacji, kto ile jest wart, gdzie i z kim w przeszłości działał, jakie ma prawdziwe poglądy.

Po obecnym otwarciu programowym też już zresztą nie będzie śladu. Z wielości debat ostanie się żelazny zestaw postulatów, wokół których pracujące w medialnej ciszy zespoły eksperckie mają stworzyć program partyjny. I wtedy każdy z kandydatów na członka partii będzie musiał się podpisać pod pełną i jednoznacznie sformułowaną listą priorytetów. Na wypadek, by komuś w przyszłości nie przyszło do głowy iść w ślady Wojciecha Kałuży. Tym sposobem z szerokiego ruchu wykluje się jednolita i raczej kadrowo wąska partia. Nad jej strukturami pracuje dopiero co ściągnięty z SLD Krzysztof Gawkowski, niegdyś sekretarz generalny tej partii.

Ale to oznacza, że będą i koszty. Im węższe gardło do partii, tym więcej rozczarowanych. Smutny koniec Nowoczesnej zresztą pokazuje, że nawet względna spójność ideowa partii wcale nie gwarantuje spójności organizacyjnej. Choć akurat Nowoczesna nie miała szczęścia do liderów cieszących się powszechnym autorytetem, co doprowadziło do wyniszczającej rywalizacji o przywództwo w tasujących się konfiguracjach. Autorytetu Biedronia nikt raczej podważać nie będzie, a jego plan wydaje się również lepiej przemyślany. Ale czy to wystarczy, aby zapobiec przyszłym pęknięciom? Do tej pory wszystkie oddolnie powstające ruchy (dodajmy jeszcze rozpadający się projekt Kukiza) funkcjonowały na tej samej trajektorii: olśniewający wzlot i postępujący uwiąd.

Partia „Kleru”?

Podczas „burzy mózgów” w Łomży zgłaszane są kolejne postulaty. Ograniczenie biurokracji nie budzi wielkich emocji, ale przechodzi. Bardziej wciąga hasło reformy mediów publicznych. Poza kącikiem tradycjonalisty nikt tutaj nie poważa TVP. Poza tym na telewizję Kurskiego przyjemnie jest ponarzekać. Postulat zostaje przegłosowany.

Potem jakiś narwany nastolatek domaga się powszechnego dostępu do broni krótkiej. Sorry, to nie ten klimat. Dalej studentka proponuje rzetelną edukację seksualną w szkołach. Sama dopiero co musiała słuchać bzdur, że nie wolno używać przed ślubem tamponów, bo to niemoralne. Temat podoba się zebranym, a Biedroń znów czuje się jak w Amsterdamie.

Zwłaszcza że za chwilę jeden z nastolatków zgłosi hasło małżeństw jednopłciowych. Raz jeszcze kącik tradycjonalisty z łaski prowadzącego wtrąci swoje trzy grosze („To jest ich sprawa, swą miłość powinni chować”, „A po co ślub, jak nie ma dzieci?”). Tym mocniej zabrzmi odpór („A może oni nie chcą dzieci, tylko równe prawa?”). W głosowaniu niemal jednogłośnie postulat przechodzi i trafia na tablicę.

A potem jeszcze dyskusja o ochronie środowiska (tak dla energii odnawialnej, „węgiel won”, co do atomu – trudno powiedzieć) i mamy gotową listę postulatów do przyszłego programu. Tak się złożyło, że niemal co do joty pokrywa się z tym, co do tej pory głosił Biedroń.

Uderzający okazał się zwłaszcza brak postulatów socjalnych. Co sugeruje, że projekt Biedronia na razie trafia głównie do klasy średniej (nawet jeśli nie tylko wielkomiejskiej). Bez wątpienia już dziś jest więc Biedroń bezdyskusyjnym władcą świeckiej Polski. Ale czy z tak specyficznym berłem zdoła zrobić karierę w polskiej polityce? Palikotowi kiedyś się udało, ale sprzyjała mu pozbawiona poważniejszych napięć epoka „ciepłej wody w kranie”. Dziś nie ma gwarancji, że milionowa widownia „Kleru” przełoży się na milionowy elektorat partii antyklerykalnej i liberalnej obyczajowo. Niewiele też wskazuje, aby nowy ruch był w stanie odbierać głosy PiS.

W rozmowie z POLITYKĄ sam Biedroń deklaruje, że interesuje go 20 proc. w wyborach do Parlamentu Europejskiego. Ale do tego daleka jeszcze droga.

Polityka 50.2018 (3190) z dnia 11.12.2018; Temat z okładki; s. 18
Oryginalny tytuł tekstu: "Rola dla króla"
Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Ja My Oni

Jak pozostać sobą po spektakularnym sukcesie bądź porażce

Jak sobie poradzić z porażką, ale też sukcesem.

Grzegorz Gustaw
08.08.2017
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną