Kraj

Kłamstwo w ruinie

Oficjalna propaganda i polityka historyczna z najlepszego ćwierćwiecza w historii Polski uczyniły ćwierćwiecze najgorsze.

Czy jest możliwe życie publiczne bez kłamstwa, tego nie wiem. Starsi z nas byli świadkami niejednego kłamstwa, a młodsi też nie mogą narzekać na nadmiar prawdy. W Polsce Ludowej dowiadywaliśmy się, że żyjemy w najlepszym z systemów, Zachód gnije, Wschód kwitnie, my miłujemy pokój, a oni nie mogą żyć bez wojny. Dokładnie tak, jak mówił prezes Kaczyński na plenum KC PiS w Jachrance: My jesteśmy cacy, a oni są be. W karykaturach z epoki „oni” to byli otyli milionerzy w cylindrach i z cygarem, często oparci o armaty. Gdy system runął, zawaliła się też oficjalna prawda. Narodziła się prawda III RP – my jesteśmy cacy, wszystko, co pachniało „Peerelem”, nawet bary mleczne, było be. „Peerelowski” dyrektor, inżynier, oficer czy ekonomista był skażony. Kto wówczas żył, miał pecha, urodził się nie w porę i dźwigał garb przeszłości. Aż w 1989 r. nastała Trzecia RP, najlepszy okres od co najmniej dwóch stuleci, statystyki pięły się w górę, reputacja międzynarodowa rosła, transformacja od socjalizmu do kapitalizmu, od niewoli do wolności, od kłamstwa do prawdy, uchodziła za przykładną. Ten i ów narzekał na biedę i nierówności, ale nie był w stanie zepsuć atmosfery historycznego sukcesu.

Minęło ćwierć wieku (1989–2015), władzę objął PiS, a wraz z nim nowe kłamstwo: oficjalna propaganda i polityka historyczna z najlepszego ćwierćwiecza w historii Polski uczyniły ćwierćwiecze najgorsze. Polska w budowie zamieniła się w Polskę w ruinie. Ludzie nowej władzy, PP. Duda, Szydło, Błaszczak, Morawiecki i inni, na wyprzódki zaczęli szlochać nad Polską w ruinie. Rano mieli usta pełne dumy narodowej i wstawania z kolan, a wieczorem trajkotali o Polsce w ruinie, „po latach zaniedbań – mówili – udało nam się podnieść z upadku”. Nadeszła „dobra zmiana”, wszystko, co było przedtem – było fatalne, Polska Gierka i Tuska nie była w dużo lepszym stanie niż Coventry czy Drezno po bombardowaniach. „Wkroczenie” Armii Czerwonej do Polski błędnie nazywano „wyzwoleniem”. Tymczasem prawdziwe wyzwolenie nastąpiło dopiero w 2015 r. W okamgnieniu Polska, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, przekształciła się w jedno z najważniejszych państw Europy, filar Trójmorza, mocarstwo regionalne, z którym liczą się najwięksi.

Spośród tych wszystkich kłamstw doby obecnej najbardziej bezczelnymi były (są?) kłamstwo smoleńskie i kłamstwo o Polsce w ruinie. To pierwsze, ponieważ żerowało na tragedii, nie wytrzymało konfrontacji z tzw. raportem komisji Millera, nie dostarczyło żadnej przekonującej alternatywy dla wersji państwowej i zostało (na razie?) odstawione na półkę wraz ze swoim patronem Antonim Macierewiczem. Natomiast autorzy kłamstwa o „Polsce w ruinie” mają się znakomicie, paradują w glorii i chwale, w kraju i za granicą, jak choćby była premier Beata Szydło czy prezydencki minister, świeżo upieczony belwederski profesor Krzysztof Szczerski. Ludzie ci nigdy nie odwołali bzdur, jakie szerzyli. Uprawiali pedagogikę wstydu do czasu, kiedy się ona opłacała, a następnie pedagogikę dumy, od kiedy ta stała się politycznie opłacalna. Wielu ludzi to kupiło. „Głównym problemem naszych czasów jest postępujące idiocenie, ludzie stają się coraz głupsi – nie tylko politycy pokroju Trumpa” – mówi znany pisarz hiszpański Javier Marias w rozmowie z Michałem Nogasiem („GW” 8 grudnia 2018 r. ).

Warto przeczytać artykuł dwóch młodych polskich ekonomistów z Wielkiej Brytanii – to dr Paweł Bukowski ze słynnej London School of Economics i dr Wojciech Paczos z Uniwersytetu Cardiff. W artykule „Złote dekady niepodległości” („Rz” 9 listopada 2018 r.) panowie spróbowali prześledzić dzieje powstawania bogactwa w Polsce. – W 1918 r. nasz pradziadek wytwarzał równowartość obecnych 4 tys. euro rocznie, z czego do jego kieszeni trafiła połowa. Mógł się ubrać i wyżywić, nie chodził do kina, wakacje spędzał u rodziny na wsi. Pomagało mu upowszechnienie edukacji, dostęp do służby zdrowia, ale był o połowę biedniejszy niż jego rówieśnicy w Niemczech, Francji i Wielkiej Brytanii.

II RP miała być spełnieniem marzeń, jednak wojna światowa nie pozwoliła ich ziścić. W przededniu II wojny „nasi pradziadkowie osiągali średni dochód tylko o ¼ wyższy niż w 1918 r.”. Nowy ład, po II wojnie, obiecywał „socjalistyczny dobrobyt”, ale odebrał wolność i nie dał w zamian bogactwa. Początkowo, do lat 70., dobrobyt rósł „na skalę dotychczas nienotowaną”. Średni PKB per capita skoczył niemal trzykrotnie – z równowartości 5 tys. do 13 tys. euro. Jego motorem była szybka industrializacja, masowa migracja do miast. „Babcia bywała w kinie i teatrze, a latem jechała w góry czy nad morze”, ale podczas gdy ona wzbogaciła się z 5 tys. do 14 tys. euro rocznie, jej rówieśniczka w Europie Zachodniej – z 7 tys. do 24 tys. euro. Wzrost gospodarczy oparty na kredytach zagranicznych nie mógł trwać długo. Na początku lat 80. – czytamy – Polska doświadczyła regresu na niespotykaną dotychczas skalę. W dniu upadku PRL „mama zarabiała tyle, co babcia w 1969 r. Jej średni dochód 10 tys. euro był prawie trzykrotnie mniejszy niż rówieśników z Wielkiej Brytanii, RFN czy Francji”. Niemniej przeciętna długość życia skoczyła z 58 do 72 lat. Za mizerny rozwój Polski w tym okresie odpowiadała fatalna polityka, w tym gospodarcza, która ograniczała wolności obywatelskie, podporządkowywała partii rządzącej wszystkie instytucje, miała decydować o życiu obywateli lepiej niż oni sami.

Najlepsze w ostatnim stuleciu były trzy dekady po upadku komunizmu. „Polska rozwijała się nieprzerwanie i wyraźnie szybciej niż Zachód. PKB w cenach stałych wzrósł z 10 tys. do 24 tys. euro rocznie i osiągnął 70 proc. PKB z Europy Zachodniej. Średnia oczekiwana długość życia w ciągu 30 lat wzrosła o 10 lat”. Autorzy, Bukowski i Paczos, uważają, że ich pokolenie jest bogatsze, zdrowsze i lepiej wykształcone niż kiedykolwiek. Najważniejsza lekcja stulecia to ta, że „system oparty na silnej władzy jednej partii czy człowieka nie rozwiązuje problemów. Prowadzi jedynie do upadku dobrobytu i łatwo się utrwala, nawet na pokolenia”.

Polityka 50.2018 (3190) z dnia 11.12.2018; Felietony; s. 94
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Świat

Dyplomaci jak hostessy – tak działa polskie MSZ

PiS w zasadzie nie prowadzi polityki zagranicznej. Nie potrzebuje więc doświadczonych ambasadorów. Chyba że do roli hostess.

Grzegorz Rzeczkowski
09.10.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną