Kraj

Polityczne ambicje posła Jakubiaka. Nowy, lepszy Kukiz?

Marek Jakubiak Marek Jakubiak Łukasz Błasikiewicz/Kancelaria Sejmu / Flickr CC by SA
Marek Jakubiak i jego stronnicy na poważnie wzięli się do budowy partii. Szanse na sukces mają jednak niewielkie.

2 listopada minionego roku Marek Jakubiak, jeden z najbardziej znanych polityków Kukiz ’15, ogłosił odejście z ruchu. Ostatecznym impulsem była niezgoda co do tego, czy – czego chciał Jakubiak – Kukiz ’15 powinien przekształcić się w partię. Na pewno dobrej atmosfery nie budowała deklaracja Kukiza o tym, że browarnik „nie ma wielkich szans” w wyborach na prezydenta Warszawy czy jego „piąteczkowy” tweet o Jakubiaku „łajającym w kadzi” posła Wolności Jacka Wilka. Po odejściu Jakubiak deklarował, że nie ma interesu w rozdrabnianiu polskiej sceny politycznej, nie chce więc tworzyć nowej partii, a raczej federację ugrupowań. Pod przewodnictwem najbogatszego z posłów miałaby ona, jak sam stwierdził, „zbudować wspólną listę i zbudować potęgę” w jesiennych wyborach do parlamentu.

Na razie federacja jest nią tylko z nazwy. Federacja dla Rzeczpospolitej będzie bowiem po prostu partią, którą współpracownicy Jakubiaka mają nadzieję zarejestrować do końca stycznia. Wydaje się jednak, że poseł na poważnie zabrał się do pracy. Na swojej stronie FdR opublikowała już statut i zarys programu. Odpowiedzialni za budowę struktur nowego ugrupowania Piotr Bryczkowski (były sekretarz generalny partii KORWiN) i Marek Kuśmierski (angażował się w Kukiz ’15 w Bytomiu) jeżdżą po Polsce i rekrutują do niego członków. Przyznają, że mają już ok. 3 tys. chętnych, a Jakubiak inwestuje w tworzenie FdR własne, niemałe pieniądze. Na pytanie, co właściwie zostało z „federacyjnych” obietnic Jakubiaka, słyszę, że członkiem FdR będzie mogła zostać osoba należąca do innej partii. Problem w tym, że zakaz podwójnego członkostwa jest standardem w innych ugrupowaniach, więc z jego braku w Federacji niewiele wyniknie.

Czytaj także: Prawica niepisowska chce się jednoczyć

Ulepszanie Kukiza

Za przygotowanie programu partii (ma być gotowy do końca lutego) odpowiada Jacek Władysław Bartyzel. To były członek rady krajowej Nowoczesnej, wcześniej był w Ruchu Palikota. Deklaruje się jako „liberał, wolnorynkowiec, antysocjalista, zwolennik szerokiej autonomii jednostki”. Nie należy go mylić z jego ojcem – znanym monarchistą Jackiem Bartyzelem, z którym znacząco różnią się poglądami. W zarysie programu Federacji pojawiają się wątki dobrze znane z postulatów Kukiz ’15, takie jak wprowadzenie JOW i sędziów pokoju, bezprogowe referenda czy zastąpienie CIT jednoprocentowym podatkiem przychodowym. Partia Jakubiaka proponuje wprowadzenie emerytury obywatelskiej, przeniesienie części ministerstw poza Warszawę i zwiększenie kwoty wolnej od PIT lub nawet całkowitą likwidację tego podatku. W programie jest też pożyczona od Donalda Trumpa propozycja, by wprowadzenie jednej ustawy powodowało usunięcie dwóch. FdR będzie opowiadać się przeciw interwencji państwa w gospodarkę, jej działacze deklarują jednak chęć budowy „kapitalizmu z ludzką twarzą”. W praktyce oznacza to wolnorynkowość, ale nie aż tak skrajną jak u Janusza Korwin-Mikkego – możliwe jest choćby poparcie dla 500 plus.

Współpracownicy Jakubiaka nie protestują przeciw określeniu „nowy, lepszy Kukiz” i przyznają, że z ruchem rockmana mają wiele wspólnego. Wytykają mu jednak nieskuteczność i nieumiejętność zarządzania, która ich zdaniem doprowadziła do demotywacji w szeregach Kukiz ’15. Twierdzą, że odmawiając utworzenia partii, Kukiz popełnił błąd. Przez to, że ruch nie pobiera subwencji, jest bowiem z definicji na gorszej pozycji w kampaniach niż partie, które ją otrzymują. Działacze FdR zapewniają też, że ich program będzie pełniejszy i lepiej dopracowany niż postulaty, które prezentował Kukiz. To o tyle nietrudne, że muzyk zwykł twierdzić, że programy to oszustwo, sam zaś zaprezentował jedynie „strategię zmiany” zawierającą diagnozy aktualnego stanu rzeczy i hasłowe propozycje jego poprawy.

Demokracja komórkowa

Na planowanej na przełom lutego i marca konwencji założycielskiej, prócz propozycji programowych, FdR zaprezentuje nowość w polskiej polityce – powstającą właśnie, opartą na technologii blockchain aplikację dla członków partii. Ma ona wprowadzać w praktyce zawarte w programie założenia demokracji bezpośredniej, które FdR chciałaby przenieść na poziom krajowy. Jedną z jej głównych funkcji będzie bowiem organizacja ogólnopartyjnych referendów, których tematy będą mogli zgłaszać członkowie Federacji. Aplikacja ma zawierać też m.in. partyjne forum i quizy mające pomóc działaczom w poszerzaniu wiedzy.

Niezależnie od tego, jak system zadziała w praktyce, Jakubiaka i spółkę trzeba docenić za samą próbę przeniesienia polskiej polityki technologicznie o poziom wyżej.

Wewnętrznie zróżnicowany światopogląd

Jak zapowiadają działacze FdR, w programie skupią się na kwestiach gospodarczych i jako partia będą unikać zabierania głosu w sprawach takich jak prawo aborcyjne czy wsparcie budżetowe dla Kościoła. Jak twierdzą, priorytetem jest dla nich gospodarka, na którą mają podobne poglądy. Na sprawy światopoglądowe patrzą zaś odmiennie. I rzeczywiście, różnice są dość radykalne. Z jednej strony w sieci krąży wideo z Parady Równości 2017, na którym aktualnie pełniący obowiązki szefa rady programowej Federacji, owinięty w tęczową flagę Bartyzel, apeluje do narodowców, by nikogo nie dyskryminowali (brawa dla niego). Popiera też przyjmowanie uchodźców i imigrantów ekonomicznych. Z drugiej strony w działalność FdR angażuje się współtwórca Ruchu Narodowego Artur Zawisza, który stwierdził kiedyś, że „subkultura homoseksualna jest zakałą współczesnych społeczeństw i trzeba ją zwalczać”.

Z tolerancji wobec środowisk LGBT+ nie słynie też sam Jakubiak. Choć więc działacze Federacji twierdzą, że kwestie światopoglądowe nie mają dla nich znaczenia, to różnice w podejściu do nich mogą być zarzewiem przyszłych konfliktów.

Niełatwy początek

Ponieważ programy Federacji dla Rzeczpospolitej i Kukiz ’15 będą podobne, to obie siły będzie różnić przede wszystkim forma organizacyjna, sposób funkcjonowania i zarządzania. Asem w rękawie Kukiza pozostaną nośne hasła antypartyjne, zwłaszcza jeśli uda mu się przed wyborami do europarlamentu zawrzeć sojusz z Bezpartyjnymi Samorządowcami. Jakubiak ma oczywiście spory kapitał początkowy, jaki daje mu rozpoznawalność i duży majątek (pytanie jednak, ile będzie chciał zainwestować). Wielką niewiadomą jest natomiast to, jak planuje przekonać wyborców, że to właśnie on będzie skuteczniej wprowadzał w życie wspólne idee obu sił. Założenie, że elektorat doceni większą drobiazgowość programu i sprawniejsze zarządzanie, jest raczej mało realistyczne.

Kluczowe dla przyszłości Federacji będą decyzje podjęte przed eurowyborami. Po pierwsze, czy startować (ponoć nie jest to jeszcze pewne). Po drugie, jeśli startować, to z kim. Trwają rozmowy na temat dołączenia FdR do radykalnie antyunijnej koalicji Wolności, Ruchu Narodowego i organizacji Pobudka Grzegorza Brauna (przypomnijmy: Kościół, szkoła i strzelnica, 0,83 proc. w wyborach prezydenckich 2015). Na przeszkodzie stoi fakt, że członkowie Federacji nie chcą ani wyjścia Polski z Unii Europejskiej, ani jej zniszczenia. Opowiadają się raczej za jej reformą – pójściem w stronę unii gospodarczej, odejściem od traktatu lizbońskiego i zmniejszeniem kompetencji Brukseli. Gdyby jednak taka koalicja powstała, to przedstawiający się jako reprezentant centroprawicy Jakubiak straciłby w tym wszelką wiarygodność. Trudno byłoby też mu później przekonać do siebie bardziej umiarkowanych wyborców.

Jeśli negocjacje się nie powiodą (a wydają się niełatwe), to Jakubiak może próbować tworzyć alternatywny, mniej radykalny blok. Dołączyć do niego mogłyby – o ile nie dogadają się z narodowcami i korwinistami – Kongres Nowej Prawicy czy stowarzyszenie Skuteczni Piotra Liroya-Marca (które wbrew powszechnej opinii nie jest jeszcze formalnie w sojuszu z eurosceptykami). Rozmowy na ten temat trwają. Taka koalicja miałaby niewielkie szanse na wejście do europarlamentu. Jeśli jednak udałoby się zebrać potrzebne do startu podpisy, to zapewne skutecznie uniemożliwiłaby zdobycie mandatów narodowcom.

Działacze FdR zdają sobie sprawę, że wejście do Parlamentu Europejskiego poza koalicją jest dla nich w zasadzie niemożliwe, dlatego wykluczają scenariusz samodzielnego startu. Oprócz dwóch poprzednich scenariuszy na horyzoncie majaczy mało prawdopodobny sojusz z PiS. Wszystkie trzy warianty są dla partii Jakubiaka trudne – może skleić się z radykałami, zaakceptować porażkę na starcie albo skazać się na zjedzenie przez Jarosława Kaczyńskiego. Jakubiak i jego stronnicy z pewnością to wiedzą. Być może więc, by nie przekreślać swoich szans przed jesiennymi wyborami parlamentarnymi, powstrzymają się przed startem w maju. Pytanie tylko, czy po wakacjach krajobraz będzie dla nich przyjaźniejszy.

Czytaj także: Co się dzieje na skrajnej prawicy

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kraj

Szkoła bardzo szkodzi. Uczniom, demokracji, światu

Rozmowa z dr. Mikołajem Marcelą o fatalnych skutkach kultywowania XIX-wiecznej formuły szkoły, wychowywaniu do autorytaryzmu i o tym, jak można to zmienić.

Jacek Żakowski
18.09.2021
Reklama