Oferta na pierwszy rok:

4 zł/tydzień

SUBSKRYBUJ
Osoby czytające wydania polityki

Wiarygodność w czasach niepewności

Wypróbuj za 11,90 zł!

Subskrybuj
Kraj

Bardzo głęboki człowiek

Jakże jest to napisane – ogromny fresk, dbały o szczegół i jednocześnie kreślący nieogarnione przestrzenie.

Pisze Kisielewski w „Abecadle” o Antonim Gołubiewie: „Wielki człowiek, bardzo głęboki. Co mnie w nim najbardziej fascynowało, że człowiek z Litwy, z Wileńszczyzny, który tak potrafił się przestawić. Jak ich wyrzucili z Litwy, przyjechali do Polski, gdzie strasznie biedował, najpierw w Łodzi, potem w Zakopanem z rodziną. Ja go zapytałem: »No jak wy się czujecie tutaj?«. A on mówi: »Przestawiamy się z koncepcji jagiellońskiej na koncepcję piastowską«. »Bardzo głęboki człowiek«”.

Co do głębokości myśli Gołubiewa zgodzę się natychmiast. Natomiast dialog z nim, co zresztą u Kisiela częste, jest najpewniej apokryfem. Koncepcja jagiellońska nierozłączna była z marzeniem o Polsce skierowanej federacyjnie lub imperialistycznie na Wschód. Jej klasyczny wyznawca Stanisław Cat-Mackiewicz nie tylko uważał Kazimierza Wielkiego za polityczne zero (z tego był znany, bo prowokacje bardzo często przynoszą rozgłos), ale zgoła Piastów nie cenił i uważał za zaściankowych władców pozbawionych wizji i wielkiego oddechu.

Tymczasem piastowska pasja Gołubiewa nie zaczyna się po wojnie, kiedy historia wepchnęła nas na tropy tej dynastii, ale datuje się od lat 1937–39 i czasów okupacji, kiedy powstawały pierwsze szkice wielkiej epopei o czasach mieszko-bolesławowych. Pasjonuje go proces powstawania państwa, który przynosi jednocześnie odpowiedź na pytania: skąd przyszliśmy?, kim jesteśmy?

Tutaj swoisty paradoks. W wizji Gołubiewa rozsypane po puszczach rody Turów, Orczyków, Śliźnów, Bugajów (jest ich w „Bolesławie Chrobrym” wiele) zaczynają powoli ciążyć ku wspólnocie, centrum, jak wody rzek zmierzających do morza. Dzisiaj w coraz liczniejszych pracach o powstaniu państwa piastowskiego jest akurat odwrotnie.

Polityka 26.2019 (3216) z dnia 25.06.2019; Felietony; s. 96
Reklama