Historia wielkości i upadku Mariana K.
I nagle zniknął. Tym bardziej go nie ma, że jeszcze przed chwilą wszędzie było go pełno. Zgryźliwi mówią o syndromie Waldemara Pawlaka. Ale Pawlak nigdy nie był tak potężny jak Krzaklewski, który połączył prawicę, wygrał wybory, wymyślił premiera i poruszał nim jak pacynką, rozdzielał posady i przywileje, sam szykował się na prezydenta. I nagle zapadł się pod ziemię.

Dorota Wysocka, dziennikarka radiowej Trójki, 23 sierpnia, dokładnie w 51 urodziny Mariana Krzaklewskiego, zadała mu pytanie: – Panie przewodniczący, gdzie się pan podziewał? Kończyła już wywiad, kiedy Krzaklewskiemu, którego myśli krążyły jeszcze wokół omawianej wcześniej dziury budżetowej, wyrwało się: – Mam nadzieję, że to nie jest czarna dziura – wiemy, że czarna dziura wszystko wciąga – praktycznie nie ma szans. Wysocka: – Oj, wciąga, wciąga panie przewodniczący.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną