Dziura po emigrantach
Polacy jadą za chlebem. Z jednej strony – Polska i polskie rodziny otrzymują właśnie finansowy zastrzyk bez precedensu, za którym idzie wzrost płac, konsumpcji oraz zatrudnienia. Z drugiej – zaczyna nam brakować ludzi. Dziury tworzą się w usługach, handlu, budownictwie, a przede wszystkim w medycynie i nauce. Gdyby zestawić pozytywne i negatywne skutki obecnej fali emigracyjnej, to jaki byłby bilans? I co to oznacza dla tych, co tu zostają?

Najmłodsza córka z trójki dzieci państwa Wysockich, mieszkańców małego Kobysewa pod Gdańskiem, pracuje w Hongkongu. Starsza – w handlu, jeździ po świecie. W tym miesiącu był Frankfurt via – tak się złożyło – Hongkong. Syn pracuje w Kartuzach na Kaszubach, ale był w Wielkiej Brytanii, Holandii i Hiszpanii. – Tyle że on spośród moich i męża dzieci najmniej się nadawał do migrowania – mówi Sylwia Wysocka, z zawodu pedagog szkolna.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną