Oferta na pierwszy rok:

4 zł/tydzień

SUBSKRYBUJ
Osoby czytające wydania polityki

Wiarygodność w czasach niepewności

Wypróbuj za 24,99 zł!

Subskrybuj
Kraj

Polityka w ulu

Wpadasz między wrony, kraczesz jak i one. Nie ma takiego świętego, który pracując w polityce, mógł stale iść pod prąd i łamać zasady.

Każda partia jest jak ul. Jest królowa matka – ja – i są robotnice, tak jak ty. A co z demokracją? Mamy! Ul się nap… z ulem”. Ten cytat zna cała Polska, bo chyba wszyscy zdążyli już obejrzeć zwiastun filmu Patryka Vegi pod wdzięcznym tytułem „Polityka”. Słowa te wypowiada filmowy Grzegorz Schetyna, objawiając przy tym ogromne zadowolenie ze swojej pozycji królowej pszczół. Wcale mu się nie dziwię, bo rola przywódcy opozycji jest wdzięczna i przyjemna. Również w kwestii metafory ula wypada się zgodzić. W krajach, gdzie zaangażowanie obywateli w sprawy publiczne jest niewielkie, cały ciężar walki politycznej spada na zawodową kadrę polityki, zwaną klasą polityczną. Czym bardziej jest ona pozostawiona sama sobie, otoczona kordonem społecznej nieufności i niechęci, tym bardziej całe państwo i całe życie polityczne są przez nią monopolizowane. Wyobcowana ze społeczeństwa grupa zawodowa „politycy” harcuje sobie do woli, zachowując się trochę na wzór gildii czy korporacji zawodowych. Zorganizowana jest w kilka konkurujących ze sobą ugrupowań – na co dzień się zwalczających, lecz na głębszym poziomie solidarnych ze sobą i symbiotycznych. Więź zawodowa przeważa nad powierzchownymi antagonizmami, które czasami mają w sobie coś teatralnego, a innym razem przypominają zawody sportowe niskiej rangi. Takie mniej czy bardziej autentyczne „mecze” wymagają zgranej i zdyscyplinowanej drużyny oraz dobrego przywództwa. Dlatego partie coraz częściej przyjmują model autorytarny, z dominującym i kontrolującym wszystko szefem, co zresztą przyczynia się do autorytarnych zapędów rozmiłowanych we władzy prezesów, gdy przychodzi im rządzić już nie tylko partią, lecz także całym krajem. A pretensje każdy może mieć tylko do siebie i współobywateli, bo jakie społeczeństwo, taka władza.

Polityka 35.2019 (3225) z dnia 27.08.2019; Felietony; s. 88
Reklama