Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Kraj

Pali się

W połowie grudnia nie daliśmy się w Brukseli omamić Zielonym Ładem.

I znów to samo. Śmierć na przejeździe kolejowym. Dwóch młodych ludzi wjechało pod pociąg. Prowadzący go maszynista w takiej sytuacji nie ma szansy zatrzymać kilkuset ton rozpędzonej stali. Ci w samochodzie nic nie widzą, nic nie słyszą, radio gra na full, a oni coś ciekawego pokazują sobie w smartfonie. I tak w jednej sekundzie tracą życie. Nie pomagają ostrzeżenia, nakazy stop, ryczący sygnał alarmowy ani jaskrawe światła elektrowozu. Nie robią wrażenia pokazywane w telewizjach straszliwie pogniecione, niemal zmielone karoserie. Ludzie wjeżdżają pod pociąg i giną. Ile znaków ostrzegawczych trzeba jeszcze postawić? Trzy razy tyle, a może pięć?

Płonie Australia, tonie Wenecja, wyludnia się Dżakarta, bo wiadomo, że w ciągu 30 lat wessie się w ziemię, a z góry Morze Jawajskie ją wygładzi. Bałtyk to właściwie już teraz mieszanka pestycydów. Martwe strefy są specjalnością naszego ukochanego morza – większych nie ma na świecie. W Krakowie też jesteśmy w czubie. Był taki dzień, już w nowym roku, gdy poziom stężenia smrodu i pyłów w powietrzu zagwarantował Wawelowi zaszczytne drugie miejsce na kuli ziemskiej. Gorzej było tylko w Katmandu, gdzie nie wolno nawet okien otwierać, bo wiadomo, że już się potem nie wywietrzy. To też są znaki ostrzegawcze – tym razem nie dotyczą one pojedynczych osób, lecz całych społeczeństw. Nas również, choć walkę o czyste powietrze traktujemy jak drzazgę w tyłku. A teraz, w czasach PiS, ta drzazga jest naszą busolą.

W połowie grudnia nie daliśmy się w Brukseli omamić Zielonym Ładem. Premier Morawiecki jako jedyny nie zgodził się na wprowadzenie zapisów o neutralności klimatycznej Europy do 2050 r. i uznał to za zwycięstwo. „Interesy polskich przedsiębiorców i obywateli zostały obronione” – żarliwie zapewniał w imieniu kłamczuchów z rządu.

Polityka 2.2020 (3243) z dnia 07.01.2020; Felietony; s. 89
Reklama