Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Kraj

Felieton z 5 lutego 2020 r.

Skoki na żywo

Polityka, jaką uprawia prezes, jest nieszczęściem dla naszego kraju. Ale czy jedno nieszczęście nie wystarczy?

Pierwszy skok: Jarosław Osowski, bliski mi duchowo dziennikarz „Gazety Stołecznej”, ponieważ pisuje o Żoliborzu, tym razem przesolił. Nie ukrywa on swojego zgorszenia ochroną, jaką roztacza policja wokół domu Jarosława Kaczyńskiego. Dzień i noc stoi tam radiowóz, a rano zmarznięty patrol policyjny legitymuje przechodniów (po co, dlaczego – tego nikt nie wie). Radiowóz kopci i smrodzi, zajmuje miejsce na wąskim chodniku, utrudnia widoczność innym samochodom. Niektórych to złości. „Skąd taki natłok sił policyjnych w tym miejscu? Czy stwierdzono zagrożenie dla bezpieczeństwa mieszkańców, jeśli tak, to jakiego typu?” – pyta red. Osowski, udając chyba Greka Zorbę.

Każde dziecko wie, że w pobliżu skrzyżowania ulic Mickiewicza i Potockiej mieszka Jarosław Kaczyński. Każde dziecko wie, że ten pan jest dzisiaj (oby jak najkrócej!) najważniejszym politykiem w Polsce. Ma on miliony zwolenników i przeciwników. Wystarczy jeden fanatyk albo wariat, żeby nie daj Boże powtórzyło się to, co zdarzyło się w Zachęcie czy w Gdańsku. Jakaż by to była kompromitacja policji! Oczywiście, policja to nie jest prywatna ochrona – tę zapewnia prezesowi liczna i kosztowna ekipa, którą funduje prezesowi jego partia z funduszy, jakie otrzymuje z budżetu państwa. (Srebrna jeszcze nie przynosi dochodów).

Polityka, jaką uprawia prezes, jest nieszczęściem dla naszego kraju. Ale czy jedno nieszczęście nie wystarczy? Mówienie, że Kaczyński jest tylko zwykłym posłem, to udawanie Turka. Państwo nie może lekceważyć bezpieczeństwa człowieka, który nim faktycznie kieruje. Najważniejsze jest odsunięcie go w sposób demokratyczny od władzy, a nie igranie z ogniem. Nie chcę nawet wyobrazić sobie, co by się stało, gdyby prezesowi spadł choćby jeden włos z głowy.

Polityka 6.2020 (3247) z dnia 04.02.2020; Felietony; s. 87
Oryginalny tytuł tekstu: "Felieton z 5 lutego 2020 r."
Reklama