Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 9,90 zł!

Subskrybuj
Kraj

Nie jest jeszcze zbyt późno, by zmienić kurs

Nie kwestionuje się decyzji podejmowanych przez inwestorów. Na zdjęciu: giełda w Warszawie Nie kwestionuje się decyzji podejmowanych przez inwestorów. Na zdjęciu: giełda w Warszawie Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
Gospodarka jest w stanie zapaści już trzy tygodnie po wprowadzeniu nadzwyczajnych środków związanych z wirusem. Potrzebujemy pilnie modelu zdolnego radzić sobie z takimi wyzwaniami jak epidemia czy katastrofa klimatyczna.

Czym jest i czemu służy ekonomia? Podporządkowanie wszystkich sfer życia wymogom wzrostu gospodarczego sprawiło, że te proste pytania zostały zepchnięte na margines debaty.

Edwin Bendyk: Czeka nas Wielka Transformacja

Prędzej koniec świata niż koniec kapitalizmu?

W swojej głośnej książce Mark Fisher pisał o kapitalistycznym realizmie – gdy „łatwiej wyobrazić sobie koniec świata niż kapitalizmu”. Ale sytuacja jest wyjątkowa, a rezygnację z prymatu względów ekonomicznych uznano za konieczną w obliczu zagrożenia życia i zdrowia publicznego.

Nie sposób przewidzieć, ile potrwa ten przestój. Padają coraz odleglejsze terminy, a ich zachowanie jest niezbędne do ochrony życia i podtrzymania wydolności służby zdrowia. Na razie zgadza się co do tego Donald Trump. Choć jeszcze niedawno twierdził, że nie można pozwolić, by lekarstwo – społeczna izolacja z jej konsekwencjami ekonomicznymi – było gorsze niż choroba.

Podkast „Polityki”: Szansa na reset? Świat po koronawirusie

Powrót do business as usual?

Polski rząd zaostrzył wprawdzie warunki izolacji, ale nie zadeklarował na razie przedłużenia nadzwyczajnych środków poza Wielkanoc. Jest więc obawa, że blokada zostanie przedwcześnie odwołana – zwłaszcza że PiS upiera się przy idei nieprzesuwania wyborów.

Odzywają się liczne głosy, że już najwyższy czas, aby wszystko, a w każdym razie gospodarka, wróciło do normy. W koszmarnym artykule na łamach „Rzeczpospolitej” przenikliwości gratuluje sobie biznesmen Grzegorz Hajdarowicz, sławiąc rozsądek, jaki w obliczu „histerii” wykazuje prezydent Brazylii Jair Bolsonaro. Przypomnijmy, że jego dyrektywom sprzeciwiają się otwarcie niemal wszyscy gubernatorzy, łącznie z dotychczasowymi poplecznikami.

Mówienie o normalności w kontekście pandemii zupełnie fałszuje obraz sytuacji – czyli to, czym będzie „norma” dla starszych członków społeczeństwa i dla całego systemu służby zdrowia, który jest w Polsce na granicy wydolności mimo stosunkowo niewielkiej liczby zachorowań.

Koronawirus i przetrwanie

Kryzys ekonomiczny związany z Covid-19 jest olbrzymi, a za chwilę może się zupełnie wymknąć spod kontroli. Nie ulega wątpliwości, że przyjdzie się nam zmierzyć ze skutkami recesji, a jej skali nie jesteśmy dziś w stanie przewidzieć. Lecz zamiast proponować w związku z tym nieludzkie i nieodpowiedzialne z punktu widzenia zdrowia publicznego rozwiązania, powinniśmy zapytać, do jakiego stopnia zrównoważony jest model gospodarczy, w którym funkcjonujemy. Wymogi, jakie nakłada na nas w tej chwili – gdyby poważnie rozważać podporządkowanie się im – stanowiłyby bardzo poważne zagrożenie.

Zarazem narracja o tym, że koronawirus to jedno, a przetrwanie gospodarki drugie, jest fałszywa. Problemu nie da się zamknąć w getcie dla starszych ludzi choćby z tego względu, że żyjemy w starzejącym się społeczeństwie. Tsunami zakażeń wśród starszych i młodszych, wywołane masowym powrotem do pracy i na ulice, okroiłoby znacznie zasoby siły roboczej i sparaliżowało służbę zdrowia.

Zapiski Adama Przeworskiego: Wirus, populiści i cudowny twarożek

Kolos na glinianych nogach

Choć zgłaszamy słuszne zastrzeżenia wobec systemów państwowych, które wirus zaskoczył, formułowanie podobnych zarzutów względem systemu ekonomicznego wciąż przychodzi nam z trudem. Tymczasem mamy gospodarkę, która mimo olbrzymich zasobów na trzy tygodnie po wprowadzeniu nadzwyczajnych środków jest już w stanie zapaści. Paradygmat ciągłego wzrostu i rozszerzania się rynków sprawia, że zasoby nie są czymś, co można w razie potrzeby wykorzystać, ale co można jedynie dalej gromadzić (w nielicznych prywatnych rękach).

Kiedy mówimy o zrównoważonym rozwoju, myślimy o relacji gospodarki do jej tzw. kosztów zewnętrznych. Nie powinniśmy jednak zapominać, że jej obowiązujący model charakteryzuje się wysoką niestabilnością wewnętrzną. Globalna ekonomia to kolos, w którego złowrogim cieniu żyjemy, ale jest to kolos na glinianych nogach. Model gospodarczy – z paradygmatem nieograniczonego wzrostu, piętrzącymi się nierównościami i drenażem sektora publicznego – jest katastrofalny z punktu widzenia walki z wirusem.

Czytaj też: Po pandemii – kryzys. Jak już teraz z nim walczyć?

Przymusowa solidarność z bankami

Choć słusznie zarzucamy nieodpowiedzialność politykom, którzy lekceważą sytuację, lub współobywatelom, którzy narażają innych, omijając obostrzenia, nie przyszłoby nam do głowy, by o to samo oskarżać inwestorów. Nie kwestionuje się zachowań wpadających w panikę różnych podmiotów, choć ich decyzje istotnie wpłyną na skalę kryzysu i, być może, na decyzje podejmowane w walce z wirusem.

Oczekujemy, że funkcjonowanie publicznych instytucji będzie w całości skoncentrowane na wysiłkach zmierzających do opanowania epidemii. Czy tego samego nie można by oczekiwać od reguł rządzących giełdą? Sytuacja wymaga stawiania takich pytań na nowo, bo choć skomplikowane, to nie są fantastyczne.

Należy bowiem pamiętać, że rzekoma odrębność zasad funkcjonowania gospodarki – na której opiera się założenie o absurdalności żądania od niej reakcji na kryzys epidemiczny – nie przeszkadzała sektorowi finansowemu domagać się natychmiastowej interwencji w warunkach kryzysu finansowego sprzed dekady. Przymusowa solidarność z bankami, które przerzuciły w 2009 r. na społeczeństwo koszty swojej szokującej nieodpowiedzialności, każe dziś odwrócić perspektywę. Jak długo jeszcze będziemy zwalniać gospodarkę ze współodpowiedzialności za losy ludzkości i planety?

Czytaj też: Wszyscy żyjemy teraz zdalnie

Brutalna racjonalność rynku

Epidemia Covid-19 jako źródło kryzysu ekonomicznego nie jest bowiem, jak zwykło się powtarzać, czynnikiem niezależnym od ekonomii. Po pierwsze, w zglobalizowanym świecie nic nie może uchodzić za czynnik rzeczywiście niezależny – w „normalnych” warunkach system gospodarczy to wykorzystuje, wspomagając procesy scalania. Po drugie, związana z wirusem odpowiedzialność gospodarki – w jej obowiązującym modelu – jest znacznie bardziej bezpośrednia.

Nie chodzi oczywiście o sam wybuch Covid-19, ale o niewydolność służby zdrowia. Jej istotną przyczyną jest dewastacja usług publicznych, podporządkowanych tzw. racjonalności ekonomicznej i związanej z nią polityce cięć. Decyzje ekonomiczne ostatnich trzech dekad zbierają ponure żniwo. Tymczasem „powrót do normy”, rekomendowany przez niektórych, oznaczałby dziś austerity na sterydach – już nie tyle cięcia, ile dobrowolną destrukcję służby zdrowia w imię dobra ekonomii; już nie tyle strukturalne podporządkowanie dobra publicznego prywatnym zyskom, ile skazywanie ludzi na śmierć, by je podtrzymać.

Jeden stan rzeczy dzieli od drugiego różnica stopnia, ale logika pozostaje ta sama: w sytuacji kryzysu epidemicznego zawierzenie racjonalności ekonomicznej pokazałoby tylko jej brutalność, bez żadnych upiększeń.

Rozmowa Żakowskiego: Prof. Ziblatt o dylematach, jakie przyniosła pandemia

Potrzebujemy nowego modelu gospodarczego

Tę logikę należy głęboko przemyśleć. Kolejne komunikaty, w których stopniowo wydłuża się czas przewidywany na uspokojenie się epidemii, niektórzy uznają za sygnał, by w ogóle z obostrzeń zrezygnować. A to sygnał do działań odwrotnych. Kryzysu nie jesteśmy już w stanie uniknąć – a jego forma różnić się będzie, jak podkreśla Joseph Stiglitz, od dotychczasowych. Należy więc pomyśleć o środkach zaradczych, wymagających przekształceń strukturalnych.

Ludzie, którzy mówią, że trzeba ze smutkiem poświęcić miliony żyć dla dobra gospodarki, ujawniają swą brutalność, ale i głupotę. Specyficzna demografia związana z Covid-19 może się bowiem zmienić, jeśli wirus się zmutuje. Zresztą epidemia jako taka nie jest w XXI w. wydarzeniem bezprecedensowym.

Jest też drastyczny, rozwijający się, choć jeszcze nie tak odczuwalnie, kryzys ekologiczny, który wymaga radykalnej zmiany myślenia o gospodarczym wzroście, na którym zbudowany jest paradygmat ekonomiczny. Wybuch Covid-19 powinien nas przestrzec przed dalszą dezynwolturą w kwestiach klimatycznych. Pokazuje bowiem, jak zaskakuje katastrofa.

Potrzebujemy pilnie modelu ekonomicznego zdolnego radzić sobie z podobnymi wyzwaniami, możliwie przygotowanego na sytuacje wyjątkowe. Modelu, w którym odpowiedzią na nadchodzący gigantyczny wzrost bezrobocia nie będzie wyłącznie zastrzyk finansowy dla firm, który zostawi ludzi na ich łasce i niełasce.

Czytaj też: Przetrwać razem, za wszelką cenę. Tylko jak?

Nie jest zbyt późno, by zmienić kurs

Tymczasem źle wróżą rozwiązania przyjęte w tarczy antykryzysowej, faworyzujące duży kapitał kosztem drobnych przedsiębiorców, pracowników, związków zawodowych i wymagań służby zdrowia. Podobne decyzje w przeszłości przyczyniły się do rozwoju sytuacji, której grozę dziś odczuwamy.

Nie jest jeszcze zbyt późno, by zmienić kurs. Z tą właśnie myślą – i nadzieją – przygotowany został list „Pacjent – Europa” adresowany do władz Unii Europejskiej, w którym proponuje się rozwiązania na najbliższe miesiące walki z epidemią. Jego sygnatariuszkami i sygnatariuszami są przedstawicielki i przedstawiciele różnych środowisk, które łączy troska o wspólne dobro ponad podziałami. Są wśród nich Agnieszka Holland, Michał Boni, Agnieszka Dziemianowicz-Bąk, Robert Biedroń, Andrzej Nowak czy Michał Kołodziejczak. O podpis pod listem prosimy dziś czytelników „Polityki”.

Marta Olesik, filozofka z Instytutu Studiów Politycznych PAN

Więcej na ten temat
Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną