Kraj

Margot idzie siedzieć. Obywatele kontra państwo

Margot w centrum Warszawy Margot w centrum Warszawy JohnBob & Sophie Art / Facebook
Prokuratura nie była tak zasadnicza wobec osób, które lżyły kobiety siedzące na trasie przemarszu narodowców. Dojmujące jest to, że o areszcie dla Margot teraz zdecydował sąd.

Margot, aktywistka na rzecz równych praw osób LGBT, idzie do aresztu. Pod siedzibą Kampanii Przeciw Homofobii, gdzie przebywała, zebrali się demonstranci. Podjechały też radiowozy. Demonstrujący skandowali: „Wszystkich nas nie pozamykacie!”. – Jeśli policjanci wejdą tu z nakazem, pójdę z nimi – powiedziała nam Margot przez telefon.

Margot: Co tu można mataczyć?

Piąty rok władza prześladuje osoby LGBT. Wywołuje tym nieuchronną reakcję obronną. Jednym z jej przejawów było niedawne zatknięcie tęczowych flag na pomnikach wzdłuż Krakowskiego Przedmieścia w Warszawie, w tym na monumencie Chrystusa.

Margot 26 czerwca wraz z innymi aktywistami grupy Stop Bzdurom zatrzymała furgonetkę fundacji Pro-Prawo do Życia. Na wozie były napisy „Stop pedofilii”, a przez megafon rozpowszechniano treści poniżające i znieważające osoby LGBT. Takie auta krążą po różnych miastach, siejąc nienawiść i strach wobec osób nieheteronormatywnych. Można więc powiedzieć, że zatrzymanie furgonetki i próba skłonienia do zaprzestania publicznego obrażania osób LGBT były działaniem po części sprowokowanym. Co nie usprawiedliwia uszkodzenia samochodu – jak szacuje prokuratura, na kwotę 6 tys. zł.

Prokuratura wniosła do sądu o areszt tymczasowy dla Margot motywowany obawą matactwa. – Co tu można mataczyć? Policja i prokuratura twierdzą, że mają niezbite dowody, w tym nagrania – mówi Margot.

Sąd najpierw (15 lipca) odrzucił wniosek o areszt, uznając, że nie ma obawy matactwa. Zastosował poręczenie majątkowe (7 tys. zł) i dozór policyjny. Dziś inny sędzia rozpatrzył odwołanie prokuratury i zastosował areszt. Dlaczego? Margot nie wie, nie było jej na ogłoszeniu postanowienia. – Stawiałam się, tak jak sąd nakazał, trzy razy w tygodniu na policji. Policja mi to zresztą utrudniała, nie chcąc odnotować, że przyszłam, bo mam tylko tymczasowe poświadczenie tożsamości. Wyrobienie dowodu trwa – mówi.

Oprócz zarzutu uszkodzenia samochodu ma inny: „przewrócenia działacza fundacji Łukasza K. na chodnik, czym spowodował [Margot jest kobietą trans] u niego obrażenia w okolicy pleców i lewego nadgarstka”.

Czytaj też: Prokuratura bierze się za aktywistki LGBT. Za tęczowego Chrystusa

Źródło zagrożenia dla osób LGBT

Nie należy nikogo przewracać, a tym bardziej uszkadzać mu nadgarstka. Ale areszt? Prokuratura nie była tak zasadnicza wobec osób, które kopały, szarpały, opluwały i lżyły kobiety siedzące na trasie przemarszu narodowców idącego pod faszyzującymi hasłami. Umorzyła postępowanie wszczęte po skardze pokrzywdzonych, a w uzasadnieniu napisała, że mężczyźni po prostu „okazywali swoje niezadowolenie”, a ich napaść fizyczna wymierzona była nie w newralgiczne części ciała, a zatem nie chcieli zrobić krzywdy.

Osoby LGBT, lżone i poniżane za pomocą krążących po ulicach miast ciężarówek fundacji Pro-Prawo do Życia, też wyraziły swoje niezadowolenie. Ale jako „obywatele gorszego sortu”, w przeciwieństwie do obywateli prima sort, nie mają nie tylko prawa do niezadowolenia, ale też do pomocy państwa. Przeciwnie: to państwo jest dla nich źródłem zagrożenia.

W czwartkowym orędziu prezydent Andrzej Duda mówił o równości wszystkich obywateli i ich równym prawie do bycia Polakami. Ale – żeby nie było nieporozumień – wymienił wszystkie cechy, ze względu na które dyskryminacja jest przez władzę źle widziana: zamożność, miejsce zamieszkania i wyznanie. Orientacji seksualnej i tożsamości płciowej nie wymienił. Osób LGBT nie zaliczył do grona „lojalnych obywateli”.

Więc Margot idzie siedzieć. Szczególnie dojmujące w tej sprawie jest to, że tak zdecydował sąd. Ale „wszystkich nas nie pozamykacie”.

Czytaj też: Akcja z tęczowymi flagami to akt bezsilności

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Historia

O Niemcach, którzy z konieczności zostali Polakami

Książka naszego redakcyjnego kolegi Piotra Pytlakowskiego „Ich matki, nasi ojcowie”, której fragment publikujemy, opowiada o losach niemieckich dzieci mieszkających na ziemiach, które po II wojnie światowej przypadły Polsce.

Piotr Pytlakowski
15.09.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną