Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Kraj

W Senacie drą koty o zwierzęta

Tomasz Grodzki Tomasz Grodzki Tomasz Jastrzębowski / Reporter
Prominentni politycy PSL stają ramię w ramię w konfederatami, futrzarzami i byłymi działaczami Samoobrony – co jednak nie przekłada się na sondażowy wzrost.

Ustawa futerkowa poróżniła nie tylko członków obozu rządzącego, ale i opozycję. Pod znakiem zapytania stanęła nawet większościowa koalicja w Senacie – PSL grozi jej zerwaniem, jeśli nie zostaną przyjęte poprawki ludowców. Chodzi przede wszystkim o trzy kwestie: wycofania zakazu uboju rytualnego; odszkodowań dla futrzarzy oraz zmiany formuły inspekcji prowadzonych przez organizacje ochrony zwierząt.

Pytanie oczywiście, na ile to blef Władysława Kosiniaka-Kamysza, który wciąż próbuje pozbierać się po wyborach prezydenckich i fatalnym, dwuprocentowym wyniku, na ile realna groźba wynikająca ze zmiany strategii. Widać bowiem, że ludowcy postanowili zarzucić forsowany przez ostatnie pięć lat projekt „nowego PSL”, skierowany bardziej do wyborców z mniejszych miast i miasteczek niż mieszkańców wsi (których głosy i tak ma PiS). Dziś prominentni politycy PSL stają ramię w ramię w konfederatami, futrzarzami i byłymi działaczami Samoobrony – co jednak nie przekłada się na sondażowy wzrost, bo według ostatniego badania IBRiS ludowcy lądują pod progiem (4 proc.). Zresztą nawet w samej Koalicji Polskiej nie jest wesoło – kukizowcy coraz częściej spoglądają w stronę PiS, z kolei niektórym członkom UED wyraźnie bliżej do Szymona Hołowni niż „nowej wersji” Kosiniaka. Zerwanie przez PSL senackiej koalicji dałoby PiS szansę na odbicie izby wyższej. Ale zarazem senatorowie z KO mają świadomość, że jakiekolwiek „antyzwierzęce” poprawki mogą zostać źle odebrane w ich własnym elektoracie. – To sprawa, w której merytoryka nie ma znaczenia, liczą się emocje. I choć w ustawie jest mnóstwo absurdów, musimy myśleć politycznie – przyznaje jeden z senatorów KO. A trzeba pamiętać, że senatorowie są też zakładnikami jednomandatowych okręgów wyborczych i każdy z nich, jeśli myśli o reelekcji, patrzy także na nastroje w swoim regionie.

Polityka 41.2020 (3282) z dnia 06.10.2020; Ludzie i wydarzenia. Kraj; s. 6
Reklama