Kraj

W jak wolność

Nadmiar Kościoła w państwie wylał się na ulicę.

No wreszcie, nareszcie, w końcu padło to długo wyczekiwane słowo. Słowo na „W”. Wyczekiwane przez młodzież, jakby to była prawdziwa „Godzina W”. A gdy już padło, to głośno, triumfalnie, z przytupem, wielkimi literami, na transparentach i na ustach strajkujących kobiet. Skąd wiem, że długo wyczekiwane? Dlatego, że powitane zostało z otwartymi ramionami, podchwycone bez zbędnej zwłoki i jest odmieniane w prawicowych, prorządowych mediach ze zgorszeniem i przez wszystkie przypadki.

Polityka 46.2020 (3287) z dnia 08.11.2020; Felietony; s. 96
Reklama

Czytaj także

Kraj

Tata Maty

W przewrotnym sensie jest beneficjentem rządów PiS, gdyż będąc ich konsekwentnym krytykiem, stał się znaczącą osobistością życia publicznego. Niektórzy określają go mianem „opozycyjnego celebryty”, na co Marcin Matczak nieco się zżyma. Ale w sumie nieźle oddaje ono jego status.

Rafał Kalukin
18.10.2021