Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Kraj

Czekając na przełom

Czekając na polityczny przełom

Sondażowa historia ostatnich pięciu lat pokazuje, że entuzjazm dla formacji Kaczyńskiego po kolejnych wizerunkowych porażkach rósł jeszcze bardziej, jakby ludzie chcieli wynagrodzić władzy momenty swojego zwątpienia. Sondażowa historia ostatnich pięciu lat pokazuje, że entuzjazm dla formacji Kaczyńskiego po kolejnych wizerunkowych porażkach rósł jeszcze bardziej, jakby ludzie chcieli wynagrodzić władzy momenty swojego zwątpienia. Lech Mazurczyk, East News, Reporter, Forum, AFP/East News, MP , Getty
Po ostatnich spadkach sondażowych Zjednoczonej Prawicy pojawiła się w antyPiSie nadzieja, że może wreszcie – po pięciu latach – nadszedł ten przełomowy moment, po którym obóz władzy przestanie w końcu odrabiać straty. Jak będzie tym razem?
PiS jeszcze nie był tak słaby, poobijany i zdemitologizowany jak w ostatnich tygodniach.Maciej Łuczniewski/Forum PiS jeszcze nie był tak słaby, poobijany i zdemitologizowany jak w ostatnich tygodniach.

Długo liczono na to, że któraś z afer w końcu pogrąży rządzącą formację, że zużyje się naturalnie bądź trwale rozsadzą ją wewnętrzne konflikty. Zjednoczona Prawica okazywała się jednak wańką-wstańką. Bywało, że traciła już w sondażach 10 pkt procentowych, doganiała ją Platforma (tak jak ostatnio w sondażu Kantaru obie formacje miały po 25 proc.), a nawet swego czasu Nowoczesna, ale to były incydenty. Szybko następowało odbicie, a zaraz potem kolejna górka, nawet z nadróbką (patrz wykres). Zdarzenia, które powinny były powalić słonia, na formacji Jarosława Kaczyńskiego nie robiły większego wrażenia. Niezliczone pokazy arogancji, prywaty, nepotyzmu, o łamaniu konstytucyjnego porządku nie wspominając, nie naruszały dotąd istotnie gmachu władzy PiS.

Psychologowie społeczni i politolodzy zastanawiają się nad tym fenomenem. Kiedy partia, po zdawałoby się niewybaczalnej i kompromitującej wpadce, znacząco traci poparcie, co sprawia, iż wkrótce wraca do poprzedniego poziomu sympatii? Czy wstyd po słynnym głosowaniu w sprawie Tuska 27:1 nagle przestał być ważny, czy sławetne nagrody premier Szydło dla ministrów, „które się należały”, nie powiedziały wyborcom wystarczająco dużo? A co z aferami Kuchcińskiego, Banasia, Srebrnej, potraktowaniem „z buta” niepełnosprawnych, medycznych rezydentów, lekarzy, nauczycieli? Co z kompromitacją związaną z ustawą o IPN, z palcem Lichockiej, zagadkowymi interesami rodziny Szumowskich, działkami Morawieckiego, „zdradzieckimi mordami”, operacjami Sasina wokół tzw. wyborów pocztowych, dwiema aborcyjnymi awanturami, wreszcie z epidemicznym chaosem czy groźbą unijnego weta? A to tylko wybrane pozycje z obszernego katalogu.

Wygląda to tak, jakby najpierw obywatele bardzo się oburzali, byli ciężko zdegustowani, a potem im nagle przechodziło.

Polityka 52.2020 (3293) z dnia 20.12.2020; Polityka; s. 28
Oryginalny tytuł tekstu: "Czekając na przełom"
Reklama